Pan profesor i statystyka.

Niekiedy tłumaczenie jest tak głupie, jak wina.
Pan profesor Andrzej Żbikowski powiedział bzdurę. A teraz się tłumaczy.

W rozmowie z Jarosławem Gugałą w programie Polsatu News Wydarzenia użyłem sformułowania „najlepszą strategią uratowania się był obóz koncentracyjny, a nie zdanie się na pomoc Polaków”. Przyznaję, że używając w programie publicystycznym określenia „strategia przetrwania”, kategorii stosowanej dyskursie naukowym, mogłem być przez część widzów opacznie zrozumiany. Dziś bowiem w języku potocznym słowo „strategia” oznacza raczej jakiś przemyślany plan, możliwość wyboru i swobodnego podejmowania decyzji, czego Żydzi w czasie Zagłady byli całkowicie pozbawieni.


Dajmy to tłumaczenie w całości, jest… Kuriozalne, sądzę.

Z badań prowadzonych w ŻIH wynika jednoznacznie, że w obozach pracy i obozach koncentracyjnych, które były sukcesywnie w końcu okupacji przenoszone z terenów Generalnego Gubernatorstwa i ziem wcielonych w głąb Rzeszy niemieckiej, przeżyło więcej polskich Żydów niż w ukryciu po tzw. stronie aryjskiej.

Zachowało się prawie 300 tys. kart osobowych uratowanych polskich Żydów zarejestrowanych po wojnie przez Centralny Komitet Żydów Polskich. W około 130 tys. kart podano, gdzie dana osoba przeżyła wojnę. Zdecydowana większość (prawie 95 tys.) przeżyła ją w ZSRR. Pobyt w obozie podaje ponad 14 tys. osób, w getcie – w 3,5 tys., „stronę aryjską” zaznaczyło 11,5 tys. osób, a 1227 – partyzantkę, to oni znaleźli schronienie i dotrwali do wyzwolenia w ukryciu dzięki pomocy ludności polskiej bądź różnych oddziałów partyzanckich.

Prof. Andrzej Żbikowski
22 lutego 2018


Andrzeju, kolego z przeszłości: argumentacja, iż…

    …w obozach pracy… (…) przeżyło więcej polskich Żydów niż w ukryciu po tzw. stronie aryjskiej.

…przypomina radziecki dowcip o pchle i co się dzieje, gdy jej oderwiemy nogi. „Statystycznie” da się dowieść, iż pchła przestaje wykonywać polecenia, gdy jej wyrwiemy 100 procent nóg. Inaczej mówiąc: to sofizmat jest. Dlaczego?
W sumie nawet nie warto tłumaczyć, ale.

W obozach (do tego: „pracy”?!? O czymś zapominamy?) było wielu, wielu, wielu więcej polskich Żydów – niż w ukryciu po tzw. (tak ją nazywasz, to nb. ciekawe…) stronie aryjskiej. I nie tylko „obywateli polskich”, pamiętajmy o tych z innych krajów: popatrzmy na obozy, a wcześniej na getta tranzytowe w Lubelskiem choćby… Jeden wielki obóz…
A więc jeśli podajesz, za kimś, iż, jako miejsce ocalenia:

    pobyt w obozie podaje ponad 14 tys. osób (…) „stronę aryjską” zaznaczyło 11,5 tys. osób

…to statystyka, którą mieliśmy przecież obaj na studiach (choć nie lubiłem jej już wtedy) – sugeruje, iżby policzyć procenty. Mniej istotne, czy mówimy „potocznie” czy precyzyjnie, to jednak strategia. Zaś strategia – zakłada liczenie: strat oraz ewentualnych zysków. A więc tu: ilu ocalonych, ocalałych, uratowanych, tych, którzy się jakoś uratowali, jakoś przeżyli… Wielość losów.
Tylko bez emocji: ilu „przypadało” na „cały zbiór”.
Ty liczysz, chcesz. Uważasz, że to ważne. Masz prawo.
Zróbmy to jednak prawidłowo. I co wyjdzie?
Przyjmując, iż w obozach było (… wstaw, wiesz lepiej), z czego uratowało się, jak piszesz „ponad 14 tys.”. Później podziel, w liczniku ci, którzy przeżyli. W mianowniku – wiadomo…

I tak samo dla „strony aryjskiej”. I wtedy wyjdzie Ci owa „przeżywalność” – czyli prawdopodobieństwo. A dokładniej: prawdopodobieństwo subiektywne czyli bayesowskie: …reprezentacja subiektywnej pewności, w oparciu o dotychczasową wiedzę i zaobserwowane dane…
I nawet bez liczenia powiem ci…

Nie, nie powiem: po co.

Dzisiejsze nasze potrzeby, kalkulacje czy zainteresowania wpływają na opis przeszłości – i znacząco. Powiedzmy mocno: zechcę – jak Barbara na starość – zostać „ocalałym dzieckiem Holokaustu”, cóż prostszego?
Ewentualnie inne warianty, według zamówienia.
Zostawiam wersje, otwarte wątki. Niektóre przerzucam do Sieci (…). To jak – wybaczcie porównanie – „Ziemia jałowa”, tekst, który inspiruje – te jego hyperlinki! Pokażę ci nieskończoność w garstce kartek…
(I will show you fear in a handful of dust… „The Waste Land” (1922), linijka 30.)

Państwo Nikt…” str. 431


Niekiedy tłumaczenie jest głupsze, niż wina. Skoro był czas, aby je przemyśleć… Posługiwanie się statystyką, w wypowiedziach publicznych, szczególnie związanych z tą niewyobrażalnie, nie do pojęcia smutną sprawą – oraz wobec eskalującej dziś niemądrze (tylko tak łagodnie napiszę) sytuacji krajowo-międzynarodowo-krajowej – jest, sądzę, bezdusznością. Jeśli nie czymś więcej, zbyt mi przypomina bowiem osławione zdanie, przypisywane tow. Stalinowi: śmierć jednostki to tragedia, śmierć miliona – tylko statystyka

Ale to moje opinie, nie nauka. Tym niemniej, pozdrawiając Cię, zwrócę też nieskromnie uwagę, iż polemizowałem z Tobą już wcześniej.

Ja tylko cytuję, najwygodniej. Przemilczana kolaboracja? Światowa rewolucja? I kto winien? Zdradzieccy Żydzi? Zbrodniczy Polacy? Niemcy? Rosjanie? Szkoda czasu. Mnóstwo łatwych uogólnień, a wszystkie wiodą na manowce. Jedni drugim natychmiast zarzucą myślenie „stereotypami”. I że nie ma dowodów.
A skąd niby one: prześladowanych wywieziono, prześladujących zabito. Cisza miała być. Fikcje.
Czasem to nawet moi koledzy piszą. Porównajmy cytowany wyżej artykuł Tomasza Strzembosza z natychmiastową odpowiedzią. Andrzej Żbikowski odpowiada i cytuje…
(…)

Państwo Nikt…” str. 372

I tak dalej. Mnóstwo łatwych uogólnień, a wszystkie wiodą na manowce.. Nadal tak sądzę, coraz mocniej.
Twój kolega (mgr)
mr makowski

ps.
ŻIH dodaje jeszcze:

Pełniejsze omówienie materiału statystycznego zgromadzonego przez Centralny Komitet Żydów w Polsce znajdzie się w książce Anny M. Rosner „Obraz społeczności Ocalałych w Centralnej Kartotece Wydziału Ewidencji i Statystyki Centralnego Komitetu Żydów w Polsce”, która ukaże się w maju br. nakładem Wydawnictwa ŻIH w ramach serii Z dziejów Centralnego Komitetu Żydów w Polsce.

To archiwum – wspominałem, iż jego kierownictwo pomogło mi w poszukiwaniach rodziny Kobyłeckich do rozdziału „Ma” w cytowanej mej książce – wydaje się dość dobrze opracowane, intuicyjnie sądzę. I, jeśli p. Anna to moja koleżanka z XVI LO i żona mego starszego kolegi ze studiów – wierzę, że ta książka będzie lepsza, o ile słowo tu nam pasuje.
Lub jest „kategorią stosowaną w dyskursie naukowym”… Wiadomo: lepszy opis Zagłady.

A ten maszynopis? To fragment opowieści Barbary o obozie: KL Ravensbrück. Tak, przeżyła, nastoletnia warszawianka. I coś, w latach 70. już, napisała, lecz – od razu pewnie, ale i kilka chyba razy później – zamazała. A nawet wydrapała, żeby nie można było pod tym jej zamazaniem przeczytać. Niczego.
Przeżyła? Tak, lecz coś w niej umarło, sądzę. Albo raczej żyło: koszmarem.
A tego statystyka raczej…
m.
(2018)