Przedszkole (1957?)

Oto ja, idę do przedszkola, ul. St. Wyspiańskiego. Zdjęcia niewiele dodają do opowieści, ale mogą zainteresować kogoś, dziejami Żoliborza pochłoniętego. Jest rok… Raczej 1957, może to mój pierwszy rok tam: może nawet 11 marca, „Dzień kobiet”?

Przez 55 lat funkcję kierownika a potem dyrektora przedszkola pełniło 5 osób, m.in. Lucyna Szulim



Przedszkole istnieje do dziś. To tzw. Żoliborz Urzędniczy. A ulica? Piękna i dobrze zaprojektowana, niestety spalona w 1944. Te domy, które widać za mną, inne, nowe – powstawały właśnie wtedy, pierwsza połowa lat 50. Na nieotynkowanych ścianach widać nawet namalowany farbą numer: „8” (dziś to nr łączony: 6/8).

Po rozwodzie – nawet nie: formalnie przed, mam i akta sprawy rozwodowej (1962) oraz też wcześniejszej sprawy o alimenty (1957) – Barbara wyląduje w szpitalu psychiatrycznym przy ul. Dolnej. (…)
Kto się mną wtedy zajmował? Nie pamiętam, pewnie „babcia” Stasia (cudzysłów, bo to nie-babcia oczywiście, p. rozdz. „Cienie”). Więcej pamiętam z czasów przedszkola, niż ze szkoły. W pierwszej klasie jeszcze próbowałem odreagować. Tłukłem się, często przynosiłem wpisy w dzienniczku: „Mirek był niegrzeczny”. „Na przerwie…” oraz „pobił”. I inne. Później już chyba tylko miałem nerwicę.

Państwo Nikt…” str. 165/169

Ot, taki krasnoludek czasu odwilży.
mr m.