Nieślubne dzieci grzebią rodziców

O kłopotach archiwisty.
W korespondencji z Muzeum Powstania Warszawskiego ws. danych moich dziadków Wiktorii oraz Wacława pojawił się problem: jakie babcia miała właściwie nazwisko? W bazie MP jest dziś jako „Zawisławska”. (Dziadek też tam jest.)
Jednak to nie całkiem prawda. Prawdę mówiąc: nieprawda – i prawda jednocześnie.
Ona, babcia bowiem do śmierci nosiła nazwisko Ryszkowska, taki zapis jest jeszcze w odpisie (świadectwie) aktu urodzenia Barbary (1945), skan wyżej. Pojawia się oczywiście i to: z d. Hałas (w „Świadectwie…” jest błędny zapis: „Ch…”).

Jest jeszcze zagadkowa część rodziny: linia Hałas, niekiedy w papierach jako „Chałas” oczywiście…
Państwo Nikt…” str. 39 i dalsze

Zaś w dokumentach PCK (z których wzięto je do bazy Muzeum Powstania) i dalej w dokumentach dot. ekshumacji i ponownego pochówku (1946, skany niżej) widnieje już nazwisko: Zawisławska. To samo też przy akcie jej zgonu, pochowku… Dlaczego?


Otóż wszystko przez dzieci, jak zwykle. Moja matka, Barbara , w swej opowieści – a i w swym życiu – wiele historii „prostowała”: też zmieniała, koloryzowała czy ubarwiała.. Tak było i w tym przypadku, jednak tu – jest usprawiedliwiona. Ja ja usprawiedliwiam, archiwiści może mniej.

Tu już dokument wymaga wyjaśnienia, dodania. Owszem, żonaty, ale… Dziadkowie ślubu nie mieli. Babci było po – ponoć jednodniowym – mężu Ryszkowska. Barbara, przy ekshumacji, może wcześniej, zakopując – połączyła ich formalnie. Pochowani są na Bródnie już jako „Zawisławscy”. Gest.
Państwo Nikt…” str. 33 i dalsze

Trudno się dziwić tamtemu dziecku, sierocie po straszliwych przeżyciach, żyjącej Domu Dziecka, że chciała mieć „normalnych” a więc „pożenionych” rodziców, nawet gdy martwi. Zresztą to ich „pożenienie” ma też i aspekt pozytywny: wszak w polskiej czy katolickiej tradycji sakramentu małżeństwa małżonkowie udzielają sobie nawzajem (KKK 1623)…
Choć dziadkowie ponoć byli (?) ateistami. Nieistotne.

Ta w sumie drobna historia pokazuje nam (chyba) i coś więcej: bałagan archiwalny? Nie, może raczej to, że brakuje jednolitych, spójnych baz danych. One powstają, choć chyba każdy je robi nieco osobno – Barbary np. nie znajduję w wyszukiwarce bazy danych Fundacji Polsko-Niemieckie pojednanie, skąd przecież dostawała pieniądze. (Choć podobno jest w samej bazie, to info prywatne, ja nie potrafię znaleźć.)

Gdy w pierwszych latach XXI wieku zaczyna walczyć o zapomogi z różnych fundacji – np. „Polsko-Niemieckie Pojednanie” czy „Maximilian-Kolbe-Werk” – napisze nawet o sobie: „dziecko Holocaustu…” W kolejnym odwołaniu od negatywnej decyzji Fundacji, w kwestii ew. pomocy materialnej.
„Uprzejma prośba o odwołanie. Uprzejmie proszę o ponowne rozpatrzenie wniosku. Jestem ocalałym dzieckiem Holocaustu. Proszę zajrzeć do wysłanej do Was mojego CV.”
Państwo Nikt…” str. 143

Odwołanie pomogło. Pieniądze dostała i dostawała, czas jakiś.

Na marginesie.
O tej Fundacji zresztą można długo, różnie pisali, zlinkujmy tylko, bez oceniania, jeden artykuł („Czy Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie oszukiwała poszkodowanych?” – www.aferyprawa.eu); było tych informacji więcej. (Np. „Nieprawidłowości w Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie”, 2003; informacja o kontroli NIK. A również wyrok: tu cyt. za TVP info.)
Z papierów Barbary niewiele wynika: tylko jakaś taka… Bezduszna biurokracja. Ludzie jako dane statystyczne. Coś jak w powiedzeniu, przypisywanym Józefowi Stalinowi: „śmierć jednego człowieka to tragedia; śmierć miliona to statystyka…”

„Jeżeli nie może Pani osobiście zgłosić się po odbiór pieniędzy…”
Jeśli Pani np. umarła – albo co. (…) Wiemy, wiemy. Powiecie może: przesadzam. Dla mnie to groza w zarękawkach biurokraty.
Państwo Nikt…” str. 149


Wróćmy do baz danych.
Tak: różne dane, różne bazy. A w tym wszystkim ludzkie życia. Ile razy powtórzone, ile z nich – pominiętych?
Ale też: czy takie ujednolicenie jest możliwe, wobec wielorakości tamtych losów ludzkich, bezmiaru nieszczęść, śmierci, upływu czasu, zapomnienia… Tym bardziej, że nadal – jak w opisywanej wyżej naszej korespondencji z MPW – tę statystykę budujemy? Dane układamy…
A jasne, że nie.

Ale przykład Barbary, szesnastolatki, zmuszonej do grzebania (i ponownie) swych rodziców, pokazuje coś jeszcze: że nie tylko historycy, statystyka czy informatycy są tu potrzebni; a niekiedy też i psycholog.
Jeśli wie, o co ma pytać – a czasem przecież nie ma nawet kogo.
mr m.



LINKI:
• PCK: Zawisławska Wiktoria (sygn. 169, karta 99); oraz PCK: Zawisławski Wacław (sygn. 169, karta 99)
STRONY:
• w „Państwo Nikt…” głównie rozdział „Nieślubne dzieci” s. 31-43 ale i inne;
• Wiktoria, matka Barbary w „Państwo Nikt…” str. 31, 52, 58, 78-80, 181, 190, 448.