Udało mi się wreszcie ustalić (choć byłem prawie pewien), że to Annopol, baraki. I to rok 1942, przed może. Więcej szczegółów tam. A widok z góry całego osiedla można zobaczyć w serwisie „Fundacji 1939”, zakładka FOTOPLAN. Tam też zdjęcie budynku szkoły, w której (najprawdopodobniej) ZbM zaczął naukę. (Ale może to była inna szkoła, też na Annopolu?)
Polecam też „Pelcowiznę”, starszy wpis, ale może pokazuje kontekst. Oraz plan Warszawy z tego czasu (1938) dla orientacji (link). mr m. (2025)
(aktualizacja kolejna) Dostałem mail, daję prawie cały, bo sporo uzupełniający.
Cieszę się, że dzięki naszemu portalowi udało się Panu potwierdzić lokalizację wykonania zdjęcia Ojca. Faktycznie w tle widać budynek stojący na środku pl. Annopolskiego, a fotografia moim zdaniem może być wykonana w okolicach drewnianego budynku szkoły. Tydzień temu udało nam się znacznie rozbudować opis całego osiedla, więc zapraszam do obejrzenia dodatkowych zdjęć albo z poziomu fotoplanu, albo poprzez ostatnią aktualizację. Odnośnie szkoły, w której uczył się Pana Ojciec – Potencjalnie w grę wchodzi jeszcze trzeci budynek – istniejący po dziś dzień pod adresem Toruńska 23. Niestety nie potrafię powiedzieć czy on zdążył w ogóle funkcjonować jako szkoła przed, lub w czasie okupacji. Jako rok budowy podaje się 1939 r. więc istnieje też prawdopodobieństwo, że lekcje miały się w nim rozpocząć we wrześniu 1939, ale wybuchła wojna, a potem w czasie okupacji mógł być użytkowany inaczej niż szkoła. (…) Ryszard Mączewski
Oczywiście nadal rodziny Zawisławskich. A namalowała je Marta Cwujdzińska, znakomicie – i oba inaczej. I nadal z tego samego zdjęcia malowane: „Foto Tęcza”. Już oprawione, wcześniej nawet niż poprzednie, oba, w pracowni tutejszej we Wrzeszczu: Majstol, polecam. Zobaczymy, co kiedyś z tej galerii (no, prawie) powstanie… mr m.
Skanuję od kilku dni. Niektóre tak stare, jak ta: z 1905 roku, jeśli dobrze stempel czytam. Są też nawet z frontu polsko-ukraińskiego, 1919: to obrona Lwowa, kiedyś umieszczę. Większość to rodzinaStrosznajder jednak. Nieco mojej babci (która wszystkie te papiery, listy i pocztówki dzielnie przechowała i dlatego są). Trochę jej i dziadkaCzesława, ze dwie, trzy – mojej matki (oraz jej „drugiej” matki, pani starszej Kobyłeckiej); te z lat 50. z samego początku. Nieco od rodziny Doniców, od siostry mojej babci i jej męża, Eugeniusza Donicy. Jeszcze kiedyś o nim będzie. Sporo tego, niektóre bardzo ciekawe (treść), inne: ładne, sporo banalnych. Dużo z Moskwy, trochę z Czechosłowacji, wiele adresowanych na Wołomin, jedna nawet na tamtejszą „hutę szkła” (do Jana Strosznajdera oczywiście). A razem tworzą, zaczynają tworzyć już chyba jakąś całość. Może ułożę.
Dużo rzeczy do sprawdzania, śledzenia, wiele niejasności… Ale: wybrałem sobie to hobby, trudno. A tu: kartka od kogoś do rodziców Romana i Aleksandra (Olesia), z uroczym podpisem. Wybrałem, bo ładna; a nie jakaś ważna. Też powód. mr m.
Niczego nie wiem, tylko to, że zdjęcie pochodzi z archiwum mojej babci i ojca. Koleżanka ze studiów, specjalistka od tamtych czasów – prosiła, by jej nie podawać jej nazwiska,bo: …wiele Ci nie pomogę (…) Oglądam każdą osobę po kolei i nic więcej nie widzę… Ale jednak napisała:
Że huta to widać, wstawiają do obiektywu nie tylko szkło, ale też narzędzia do produkcji. (…) na strojach męskich za bardzo się nie znam. Kobiety mają sukienki z bufkami albo falbankami na ramionach jakie noszono w latach 90. XIX stulecia, ale biorąc pod uwagę, że są to zapewne robotnice, to spokojnie może być i 10 lat później. Takie fryzury, jakie mają panie z prawej strony (z białym szalikiem i żabotem¹) to noszono w pierwszym dziesięcioleciu XX wieku. Damskie żaboty, to też jest koniec XIX wieku. Bluzka z guziczkami i stójką i wąskie rękawy (pani na środku) to już przełom pierwszego i drugiego dziesięciolecia XX wieku. (…) (A po uważniejszej ocenie lepszego skanu) ¹ – Widzę, że pani z prawej nie ma żabotu tylko szalik fantazyjnie zawiązany. Pan drugi z lewej, mimo czapki, jest też jednak robotnikiem, bo trzyma w ręku jakieś narzędzie…
Także: tyle wiemy. Może to jedna z licznych ówczesnych hut w których pracował pradziadek? A może po prostu zdjęcie „nierodzinne”, które ktoś kupił, znalazł – bo temat hut w rodzinie… Ale piąta (nie licząc panów) pani w rzędzie na górze, od lewej – wydaje mi się podobna do mej babci. Choć to raczej jednak nie ona: bo urodziła się (1904) gdzieś w czasie, gdy to zdjęcie mogło (?) powstać. Choć dzieci też jednak wtedy posyłano do pracy – tym bardziej, że mego pradziadka, jej ojca – właśnie zesłano na Syberię… Ot, zagadki. mr m.
I nie idzie o tamte dwie kobiety tym razem; lecz o nowe zdjęcie. Znalazłem je wśród – już powojennych – zbiorów różnych fotografii, pozostałych po mej babci. Głównie sa to imprezy dla dzieci i z ich udzialem. Ale to – jest raczej z lat 30. sądzę; i to z drugiej ich połowy (?). Oraz nie pasuje do kompletu. Loga papieru fotograficznego (detal w galerii niżej) nie znam, wysłałem pytanie do mądrzejszych ode mnie, czekam na odpowiedź, może ona coś da (nie sądzę). Zaś fryzury – to raczej druga połowa lat 30, może nawet lata 40.
Kim są te panie, dziewczyny? Raczej nie rodziną babci; zdjęcie było luzem, a nie w jednym z albumów. Są podobne: może to siostry? Tak niekiedy fotografowano, nawet malowano rodzeństwo… Mają, oceniam ok. dwadzieścia, maksimum trzydzieści lat – czyli mniej więcej tyle, ile moja babcia wtedy: rówieśnice? Choć moja babcia na zdjęciach z tamtego okresu wygląda jednak poważniej: kobieta tzydziestoletnia była już wtedy bardzo dorosła.
Spekulacje: a może to koleżanki z pracy? Lub z działalności – choćby w RobotniczymTowarzystwie Przyjaciół Dzieci… W tej grupie zdjęć (ale z lat 40. i 50. przypominam) je dostałem. Czy było tam zawsze? Czy też może zostało przeniesione? Idźmy więc dalej: urodę – jeśli wolno mi to oceniać – mają panie nieco semicką; ale w R.T.P.D. – i później też w TPD – takich działaczek było sporo, wspominałem w książce choćby o Dorocie Kłuszyńskiej, która pomogła mojej matce, w czasach domu dziecka…
Dostałam się do internatu przy szkole ogólnokształcącej. (…) I wtedy w internacie (Internat RTPD, ul. Felińskiego 15), i później gdy przeszłam do Domu dziecka… To już „Nasz Dom”. Gdzieś wspomina, że pomogła jej Dorota Kłuszyńska (1876-1952), senator z II RP, w Polsce Ludowej też autorka pracy pt. „Co Polska Ludowa dała kobietom”.
„Państwo Nikt…” str. 152
Tak, moja babcia i moja matka – a właściwie jej rodzice, przed wojną – wywodzili się z podobnych, często tych samych środowisk czy kręgów, z tego samego miasta. Nic dziwnego zatem, że (mimo wielkiego przemieszania, spowodowanego wiadomymi dziejami), moi rodzice jakoś na siebie trafili. Na kolonii R.T.P.D zresztą właśnie, najpierw.
A więc może i dlatego ciekawi mnie, kim są dziewczyny ze zdjęcia? Skąd ono, dlaczego… Oraz: czy dobrze szukam? Same pytania. (I może ktoś rozpozna, byłoby wspaniale.) mr m.
Aby zwiększyć liczbę przedpłat wnoszonych przez podatników, minister skarbu zwrócił się 17 stycznia 1946 r. do wszystkich ministrów, aby podległe im władze, urzędy i instytucje kierowały się zasadą, iż przy wszelkich decyzjach, z których wynikają korzyści materialne dla stron (np. przy wydawaniu koncesji na lokale rozrywkowe, gastronomiczne itp., przy uruchamianiu prywatnych przedsiębiorstw handlowych), oraz wszędzie tam, gdzie samo przyznanie bądź rozmiar przydziału zależny jest od swobodnego uznania władzy, żądały od wnioskodawców subskry bowania pożyczki w kwotach nie mniejszych niż 25-30% szacowanej korzyści. W dniu 31 stycznia 1946 r. minister skarbu dodał, że subskrybowanie pożyczki w związku z osiąganą korzyścią jest niezależne od wykonania ogólnego obowiązku subskrypcji według norm, które określą powołane w tym celu komitety obywatelskie.
Andrzej Witkowski „Premiowa Pożyczka Odbudowy Kraju 1946 r.” (PDF)
Oczywiście rodzi się pytanie, co dostali pożyczkodawcy, tacy jak – tu akurat – moja babcia, Józefa? Ale czyż odpowiedź nie jest oczywista?
W myśl powyższego zapisu, posiadane przez naszego Czytelnika obligacje straciły swoją ważność blisko sześćdziesiąt lat temu. Ich wartość można traktować jako historyczną bądź sentymentalną.
Mam jeszcze, nieco bardziej znane, tzw. cegiełki na budowę KC PZPR. Nie ja jeden zapewne… To kolejny przykład: cienie zapomnianego wkładu, zapomnianego i wymuszonego najczęściej. (Ale kogo to dziś…) mr m.
Niewiele łączy mą ciocię, Albinę Frączek(z d. Hałas) i wybitnego warszawskiego pisarza; jedynie dom, w którym zaraz po wojnie mieszkali. Tak wynika z Kennkarty mej cioci – i z życiorysu Białoszewskiego. (Kennkarty funkcjonowały jeszcze i po wojnie jako tymczasowe dokumenty tożsamości.) I nie, nie idzie o sławny (czy osławiony) dom przy Chłodnej 40; to też znana – i też ze współczesnych problemów z warszawską reprywatyzacją – kamienica przy Poznańskiej 37.
Ludzie, posłania, pokoje nabite cielskami ciasno, piętra, antresole, poddasza, wykusze łączyły się nocami chrapaniami, falowniami. Obrzydzenie narastało we mnie przeciw tym puszkom w potach, plastrom, piętrówkom. Uciekałem z domu. (…) Próbowałem spać w trawie na Młocinach.
Czy się z poetą znali? Może, ale w „Szumach…” niczego nie znajduję, nawet lekko aluzyjnego. A niby dlaczego coś miałoby być? Obce światy. Ale czy mijali się na schodach? Zabawnie jest o tym myśleć, te teatry codzienności. A może – akurat, gdy on się wprowadził – ona już tam nie mieszkała, nie mam sił sprawdzać. Zresztą: po co? (Tak, mieszkali obok siebie: ona – od października 1946; do …? On w latach 1945–1958, dziś tak prosto wiedzieć.)
Ciocia Binia: nikt. Żyła samotnie – oczywiście już po wojnie, po historii ze ślubem, historii, której nikt nie chce ode mnie usłyszeć (a rozmawiałem już z kilkoma instytucjami, z dyrektorami nawet). Tak, bywali jacyś panowie, mam na zdjęciu jednego, w opowieściach rodzinnych też coś słyszałem. Lecz chyba nikt na dłużej. Emocje wypalone? Może, choć miała i psy, jamniki. Uczucie zastępcze.
Tu, na zdjęciach – dostaje jakiś poważny order, nie rozpoznaję. Krzyż, widać w powiększeniu, może to krzyż zasługi? Coś mi się w głowie kotłuje, że to było Ministerstwo Żeglugi… Jest rok 1958, 21 lipca, wiadomo.
Ciocia Binia, kolejna, choć mało dramatyczna (?) ofiara wojny: ta ofiarowała jej samotność w PRL-u. A też jakąś karierę urzędniczą. No i adresy warszawskie: pamiętam mieszkanie na parterze ze współlokatorem – przy Nowogrodzkiej 7/9, dziś to „centrum reklamy” – który wywoływał w łazience filmy czarno-białe. To pierwsze negatywy, które widziałem jeszcze mokre: magia. (Lecz też i obrzydzenie jednak: łazieneczka była ciasna, stale wilgotna, chyba jakieś pieluchy dziecięce, dziecka lokatora? Kto jeszcze pamięta pieluchy z tetry, do prania, gotowania?) Później, skoro już wędrujemy z ciocią, samodzielna kawalerka przy Żurawiej bodaj? Też nieduża. Warszawa, miasto za ciasne.
I były jeszcze te cykliczne, rytualne kłótnie z moją matką, tak często opisywane w Barbary notatnikach. I to już chyba wszystko. Nic, nawet szumu. mr m.
odznaczenie dla Albiny Frączak (21 VII 1958)od lewej: NN (chyba ciotka Hałasowa?), NN, pan NN, ciocia Binia, NN i Barbarafragment zdjęcia nr 2 (odznaczenie z 1958 r.)NN, ciocia Binia, chyba Gosia Hałas i ja (ok. 1958 r.)
Przeszłość to ludzie: banał. Ale przeszłość to też formułki, historia rerum gestarum – i życiorysy ludzi ważnych. O nieważnych nie warto pisać, to zwycięzcy opowiadają, to oni tworzą przeszłość. Napisaliśmy z kolegą książkę o festiwalach (i nie tylko). Mała (416 stron) ale dużo czasów (1955-2021), nie da się wszystkiego. (A przeszłość – to wszystko, res gestae przecież: banały.) Jest tam i rozdział o V Światowym Festiwalu Młodzieży i Studentów, z konieczności ogólny – choć spisujemy i nowe relacje tych kilku osób (Marzanna de Latour, Zbigniew Makowski…), do których udało się dotrzeć.
Powiedziałam ojcu, że owszem, pojadę z nim na festiwal, tylko pod warunkiem, że kupi mi tę torebkę koloru czerwonego. A że zawsze spełniał każdą moją zachciankę i tym razem zgodził się bez wahania. Torebkę kupiliśmy już w Warszawie. To zdjęcie, na którym ją trzymam i siedzę obok czarnoskórego mężczyzny było pomysłem ojca. Chciał mi uświadomić, że świat jest wielobarwny i wielokulturowy. Ale mi ta codzienna szarość nie przeszkadzała, ona mnie ubodła znacznie później…
Byli młodzi, niekiedy to dzieci nawet. Do osób, które patrzyły na owo – ważne i gigantyczne – zdarzenie też „z dołu”, lecz nieco „doroślej” już nikt nigdy nie dotrze: nie żyją. Tak, są relacje oficjalne, mnóstwo zdjęć, są nawet raporty milicyjne. Ale czy to wystarczy?
Na czas trwania festiwalu wysiedlono z centrum Warszawy część „podejrzanych” i prostytutek, osób – jak to napisano w jednym z dzienników – o „gorszącym trybie życia”. (…) Delegatów na festiwal (z wyjątkiem etatowego aktywu ZMP) miano poddać sprawdzeniu w kartotece operacyjnej z wykorzystaniem kart E-1533, głównie zaś osoby starające się o posadę tłumaczy festiwalowych (…).
Babcia moja, matka Zbigniewa, była przy festiwalu zatrudniona, czego do niedawna nie wiedziałem. Dziś żal, że nie spytałem, nie spisałem jej opowieści. (Zmarła w 1984 roku, już były magnetofony, pracowałem w prasie…) Owszem: relacja Zbigniewa – młodego wtedy studenta ASP – jest ciekawa. Ale – poza wątkiem „Arsenału”, ten świeży – dość podobna do innych. „Było kolorowo, to było otwarcie…” A szczera, mniej oficjalna relacja pani magazynier, byłaby być może jedyna. I zapewne pełna realizmu socjalizmu. Babcia miała i poglądy, i zmysł obserwacji, i cięty język. Oraz pryncypialność ocen; czasem może nadmierną. Ale tu by się ona przydała. Został mi tylko dyplom i legitymacja, kiedyś, przez kogoś starannie ukryte na dnie szafy: przecież trochę wstyd, prawda? Świat przez okno magazynu oglądany, proletariacki pogląd – na ideę… Kogo to obchodzi? Sztuka tylko, proszę Pań i Panów, zostaje – a reszta na śmietnik. mr m.
A oto drugi z zamówionych portretów rodzinnych, tym razem obraz Bogny Gniazdowskiej. I nadal z tego samego zdjęcia malowany: „Foto Tęcza”. (Oraz uzupełnienie – odpowiednie fragmenty okładki książki, nieco nieostre, ale.) mr m.
Z przyjemnością informuję, że wczoraj dotarł do mnie pierwszy – z kilku dotąd zamówionych – portret rodziny Zawisławskich, malowany ze zdjęcia („Foto Tęcza”), jak wszystkie. To nieduże obrazki będą, 40×60 cm – i zamierzam mieć ich sporo… Ten namalowała pani Małgorzata Lazarek – jestem więc już szczęśliwym posiadaczem (początku) kolekcji. mr m.
Dziadek ze strony ojca. Szukam informacji, mam niewiele, mój ojciec, Zbigniew, mocno go idealizował; i też ukrywał informacje o nim. Oraz o sobie, rodzinie czy nawet o tym, gdzie mieszkali… Niewiele wiem.
Urodzony ok. 1894, być może w Wyszogrodzie (Archiwum płockie, 50/169/0/-/135). To raczej ten: a jeśli: 3 marca 1919 kawaler lat 24 zawarł ślub ze Stefanią Szelągowską (z tego samego archiwum i aktu info; i wtedy jego, ich rodzice to Helena z Markiewiczów (a jej rodzice: Michał, Maryanna z d. Stankiewicz) i Antoni Makowski (rok 1882, akt nr 48; rodzice: Wojciech, Maryanna z d. Ciechanowska, parafia Lubowidz). Mam też i akt ślubu Czesława, on rodzi pewne wątpliwości i niekiedy nie zgadza się z dopiskiem w akcie urodzenia z Archiwum Państwowego w Płocku (akt nr 135/1894 z Parafii Rzymskokatolickiej w Wyszogrodzie 1826-1921). Czesław ma mieć wg tego aktu „lat dwadzieścia cztery”, zaś Stefanii mama ma być „ze Stefaniaków”. Ktoś się gdzieś pomylił – tylko kto i gdzie? I tak w kółko…
Ale o tym, że ojciec Czesław pochodził z Wyszogrodu wspomina też i Zbigniew, gdzieś w książkach swych. (To kolekcja Wrocław? Nie pamiętam.)
Z moją babcią, matką Zbigniewa – ślubu z Czesławem nie mieli. Poprzedni ślub by to tłumaczył: rozwodów prawie nie było. W (pełnym, a nie skróconym) akcie urodzenia Zbigniewa mam tylko: data urodzenia… 36 – co jest informacją o wieku Czesława; a nie datą. Ale też i tu wątpliwość: z którego roku – urodzin Zbigniewa (1930) czy zgłoszenia urodzin w Urzędzie (1931)? Nie wiem.
Aktu zgonu Czesława (1941? 1942? 1943?) nie mogę znaleźć, nie ma go w Wyszogrodzie (sprawdzono: 2024) a i w Archiwum USC w Warszawie też nie znaleźli (2019). Ponoć zmarł na zapalenie płuc, w Warszawie, w czasie okupacji – to informacja od Zbigniewa. W życiorysie, tym stworzonym przed przyjęciem do Akademii (1950) pisze, że jego ojciec zmarł w 1941, w późniejszych opowieściach mówił, że to rok 1943… I tak w kółko. … Miał (ponoć) brata: MarcelMakowski, (może to ten: ur. w 1900 roku, Wolanów, księga UMZ-1900, akt nr 5, imiona rodziców się zgadzają, tylko nazwisko panieńskie matki – inne). To informacja z rozmów ze Zbigniewem; np. w: Agnieszka Kuczyńska, Krzysztof Cichoń: „Wąski Dunaj No. 5”, wyd. Atlas Sztuki, ISBN: 83-919506-5-4 (2008).
Na wiosnę 39 roku przyjechał brat mojego ojca, Marcel, był już prawie Francuzem, po wojnie bolszewickiej wyjechał do Francji i został. Siedzimy przy stole – on, ojciec, mama i ja. I on mówi do swojego brata: „Czesław, jak was Niemcy zaatakują, to utrzymacie się miesiąc. Jak bolszewik ruszy z drugiej strony to dwa tygodnie. Bierz żonę, bierz syna i jedź do mnie do Francji”. A ojciec mial usposobienie lodowate. To przecież rodzony brat. On go na rękach wyniósł ciężko rannego pod Radzyminem. Wziął go na ręce, poleciał do polowego lazaretu: ratujcie go! I tak dalej. Stryj wyszedł z tego. Wsadzili mu te wątpia do środka, dziurę zaszyli, wyjechał potem do Francji. Ojciec nawet słowa nie powiedział na temat tego wyjazdu. Święty obowiązek. Ani słowa. „Wąski Dunaj…” str. 176
Dodam, bo muszę: ile jest w tym opisie literatury, a ile faktów – nie wiem. To relacja dziewięciolatka – który opowiada coś sprzed ponad siedemdziesięciu lat… … Mam też miniaturkę jego orderu Virtuti Militari (korekta: nie VM a medalu „Polska Swemu Obrońcy”, poprawił mnie kolega z instagrama, ta Sieć… ) – mocno jest zardzewiała. To była tania produkcja, dużo wtedy tych orderów przyznano, było za co… Na cząstkowej liście odznaczonych tym medalem (wikipedia) Czesława nie ma. Przy okazji: na – niepełnej – liście przyznanych krzyży VM jest dwóch Czesławów Makowskich – jeden to 01 DAK; order V kl. za lata 1918-20; drugi to 11 PPL (Pułk Piechoty Liniowej nie istniał już chyba…); też order V kl. i też za lata 1918-20. Obaj w stopniu majora: czy to któryś z nich? Raczej nie, ale…
Informacje, dotyczące pracy dziadka – podawane przez Zbigniewa, w książce wyżej i w rozmowach, nielicznych – nie bardzo zdają mi się wiarygodne. Jedyne, co widzę, to z tego zdjęcia wyżej: „Wod. i Kan. m. st. Warszawy” – czyli zapewne popularne „Filtry” przy pl. Starynkiewicza 5. … Tyle mogę ustalić. Żal, że z babcią nie rozmawiałem więcej – ale byłem za głupi. Za bardzo zajęty teraźniejszością. mr m.
…już jest, to druga, może trzecia część całości – jeśli liczyć „Obok…” jako część tego samego świata Peerelu; tylko bardziej o nas, o mnie nieco… (A skoro trzecia to chyba ostatnia :–) Cóż: ocenicie Państwo – lub nie. Zapraszam. mr m.
Ciąg dalszy cyklu o hutach – i o babci Józefie. (Być może też o Pelcowiźnie, lub może to huta w Wołominie? Nie wiem…) Co my tu bowiem mamy? Makatkę, którą babcia zrobiła, dla siebie – i dla nas. Ona nienawidziła marnotrawstwa, cokolwiek zostawało – usiłowała zużyć, zutylizować, wykorzystać. A gdy rzeczy nie nadawały się już do wykorzystania praktycznego – babcia stworzyła z nich – Sztukę. Jak ta makatka, jak jej patchworki, które też wymyśliła sama, bo miała sąsiadkę krawcową, u której dużo ścinków zostawało. A babcię to bolało: marnuje się. I robiła najpierw kapy z tych ścinków, szyte nie na „styk” – a „na zakładkę”, ciekawsza, trudniejsza technika. A gdy jej powiedziałem, że takie prawie same robią Indianie w Ameryce oraz nawet inni, „poważni” artyści – była szczęśliwa. Prawdziwa twórczość nie zazdrości, nie chce być pierwsza – wystarczy, że jest użyteczna. Babcia była – jestem o tym przekonany – najzdolniejszą osobą w znanej mi części rodziny. Ale że urodziła się w złych (dwie wojny, jakieś rewolucje) czasach… A dziś pokazujemy tę jej makatkę: to babci wspomnienie o hucie, w której pracował ojciec, z dzieciństwa. Tak, była tam i rzeczka i mostek… (Może dałoby się w ten sposób ustalić, która to huta, nie sądzę.) W strumieniu widać też i kobiety – piorą oczywiście. Są tu i wilk i dzik i wiewiórka. Ot, dzieciństwo. Oto przed Państwem huta wyobrażona, z samego początku XX wieku. mr m.
…o czym już wielokrotnie wspominałem. Lecz nie tym razem. Dziś: „Fotografja pospieszna” z Zakładu Fotografii Artystycznej „MORO” – mieszczącego się zresztą w kamienicy, w której urodziła się Maria Skłodowska-Curie.
(…) Idzie o „pospieszną fotografię”, tu jako nazwa czy opis zakładu – por. np. opisy innego zdjęcia. (…) Termin „pospieszna fotografia” występuje np. u Bolesława Prusa…
Kto jest na zdjęciu? Nie mam pojęcia… To „cienie zapomnianych przodków” – uwielbiam ten tytuł (i film) Siergieja Paradżanowa. Ale było w drugim albumie babci Józefy, rodzina więc. W dodatku informacji o atelier „MORO” nie znajduję w cennym „Leksykonie fotografów warszawskich” ani w „Leksykonie fotografów”, dziwne. Z poszukiwań autora strony mogę wywnioskować, iż stempel, który mam ja (wcześniejszy, sądząc po n-rze: 1524) i on (3609), jest sporo sprzed roku 1936 (zdjęcie nr 6965); wtedy zresztą był już inny. Jak szybko przyrastało archiwum? Nie wiem oczywiście. Był wcześniej, na początku XX wieku, zakład „MORO” – lecz na Nowym Świecie 43; jako filia innego – wspominają w opisach zdjęć Krystyna Lejko i Jolanta Niklewska w albumie „Warszawa na starej fotografii” (PWN, 1978). Był w latach 20. zakład fotograficzny „MORO”, w Siedlcach – pisze o tym Sławomir Kordaczuk w: „Fotografowie działający w Siedlcach w latach 1866–1945” – tekst w: „NIEPODLEGŁOŚĆ I PAMIĘĆ”, 2016, nr 2 (54). Ale czy to ten: tylko przeprowadził się do Warszawy? Albo zakład z Nowego Światu się usamodzielnił? Spekulacje. Rewers tego zdjęcia był zaklejony (co widać na skanie drugim), już ktoś przede mną (mój ojciec może?) usiłował odkleić, ale zrezygnował. Dopiero mój upór objawił fotografa – i nic więcej… … Może pomogłaby analiza strojów pań – i dziecka? Ale to dziedzina mi obca, widzę tylko, że nie są to raczej lata 30.
Ale mam i inny stempel zakładu „MORO”, z powiedzmy – połowy lat 20. Czy tego samego? Adres się zgadza. No i osobę na fotografii jednak poznaję, to siostra mej babci, młodsza: Anna Rudnicka urodziła się 29 IV 1905 roku (zmarła 30 V 1980 w Warszawie). A na zdjęciu może mieć, powiedzmy, dwadzieścia lat; byłby to więc rok 1925, z dużym zapasem… I choć data na zdjęciu jest ucięta – to raczej jednak „2” – a nie jedynka czy trójka. Mamy już jakieś daty graniczne – nasz pierwszy stemple musi być wcześniejszy. No i stroje już są inne, to nawet ja widzę. mr m.
Uaktualnienie: a oto inne zdjęcie siostry Anny, tym razem już datowane dokładnie – 10 VII 1926 r. Może nieco późniejsze. No i inny papier (może i zakład?): „Foto BAYER”. mr m.
A jednak – jeszcze – nie. Teraz tylko zdjęcia z drugiego albumu babci: pradziadek (na zdjęciu zbiorowym hutników – trzeci od prawej w trzecim rzędzie od dołu, stoi). Niżej: zdjęcia ślubne i inne: pradziadek z żoną (już wtedy? może) Stanisławą i (zapewne) jego brat Jan z żoną Marianną – oraz to zbiorowe właśnie: huta szkła (zobaczmy detal zdjęcia). Ale raczej jeszcze nadal na Śląsku – pradziadek bardzo młody, pewnie to okolice 1900 roku. Przed przeprowadzką na Pelcowiznę. O tych hutach jeszcze będzie, kiedyś… Dziś zwróćmy tylko uwagę na dzieci – pomocników.
W tym czasie nie wolno było zatrudniać dzieci poniżej lat 12, ale z innych danych z tego okresu wynika, że było to niestety nagminnie praktykowane.
Dziś, z okazji górniczego Święta – oraz imienin Barbary – zdjęcie, które co prawda już było w książce, ale tu z innej kopii. A to ma w dodatku precyzyjne datowanie z tyłu, warto. No i ta „Barbórka” – od dziecka czułem się dzięki niej – trochę górnikiem; stąd pewnie ta moja miłość do Ślunska… mr m.
Tak właśnie zapisane: „Nowe Brudno”. I nie wiem, kto to – choć zdjęcie było w najstarszym, najcenniejszym albumikubabci Józefy, najściślejsza rodzina. (Może to jej dziadek, mój prapradziadek Ludwik Rudnicki, ojciec Władysława, który ponoć – tak zapisał w notatkach swych mój kuzyn Jacek Doniewski – miał trzy żony i szesnaścioro dzieci? Spekulacje.)
Ale zdjęcie pochodzi raczej z początków XX. Na Bródnie było wtedy kilku fotografów. O tym – niewiele wiemy, nawet na znakomitej stronie „Leksykon fotografów warszawskich” nie dowiemy się nic. W korespondencji z Autorem strony uzyskałem jednak nieco informacji o tej fotografii:
Papier ma na odwrocie delikatną liniaturę pocztówkową, a zatem zdjęcie spokojnie można datować po roku 1900, bo dopiero wówczas pojawił się taki na rynku. Jego popularność zaczyna się około 1915 roku, wcześniej fotografie wykonuje się przede wszystkim na kartonikach z winietami. Przesunąłbym granice datowania na lata około 1910-1918.
A więc może to jednak pradziadek, po (nielegalnym) powrocie z Syberii? Zmarł w 1915, to by się zgadzało. Ale na zdjęciu widzimy kogoś (chyba) starszego, pradziadek urodził się w 1878 roku, miałby tu więc lat trzydzieści parę, prawie czterdzieści. Chyba niemożliwe. Choć twarz podobna, szczupła. Może to tamte przejścia z zesłania?
Moja babcia wyrastała w domu o tradycjach z PPS. Mam tylko luźne notatki z rozmów, połowa lat 70. O pradziadku. „Władysław Rudnicki, aresztowany w 1907 r. w hucie szkła na Pelcowiźnie. Skazany na zsyłkę, wysłany. (…) Kozacy otoczyli hutę i aresztowali wszystkich. Proces, zsyłka, powrót (nielegalny). Umarł w 1915 w szpitalu św. Ducha (…)
Kiedyś jeszcze coś napiszę o tamtych – i innych – okolicach przemysłowych suburbiów, warto.
Zakończenie budowy linii obwodowej w 1877 r. miało decydujący wpływ na ukształtowanie się warszawskiego węzła kolejowego. Równocześnie z budową linii obwodowej prowadzono prace przy nowo utworzonej kolei Nadwiślańskiej, przecinała ona w poprzek: Targówek, Bródno, Nową Pragę i Pelcowiznę.
Zaś ul. Palestyńska istnieje nadal, za cmentarzem Bródnowskim. Ale to już raczej szczątki urbanistyki tamtej – kolej, przemysł – zmieniły ten obszar, zmienił się nieco układ ulic… No i wygląd, wiadomo. A jeszcze w czasie II WW było – zapewne – jak kiedyś. Sporo znajdziemy w f-booku, jest strona: „Targówek Bródno Zacisze”, bardzo fajnie prowadzona. … Są w książce wątki, związane z postaciami dziadka mej babci Józefy, również jej ojca – ale dość marginalne, szkoda.
Przy okazji, choć już nieco było: babcia Józefa, może Zbigniew, wspominali, że ten mocno eksponowany w PRL obraz, nazywany niekiedy i niewłaściwie „Dzierżyński na czele demonstracji na placu Bankowym” (…) przedstawia nie Feliksa Dzierżyńskiego, a mego pradziadka Władysława. Może. Jakieś zdjęcie może było, kiedyś… Ale czy to porównanie z „Krwawym psem rewolucji” nie byłoby dla rodziny kompromitujące? Dość żartów.
Ten krótki moment w życiu Barbary: już poza domem dziecka, jeszcze nieżona i matka. Proste radości, jacyś znajomi, flirty – to nic, że wszyscy na tych nielicznych zdjęciach wyglądają starzej, niż są: pokolenie wojny przecież. (Barbara ma tu prawie dokładnie 20 i pół roku.) Kto to? Mam jakieś drobiazgi, tak je opisałem w „Państwie Nikt…”
(Barbara) …i poznanie pierwszego chłopca, który poważnie chciał ułożyć sobie ze mną życie. Był przystojny, pracowity i uładzony. Nie kochałam go zapewne, ale było mi dobrze w jego obecności. Przypadkowy spotkany kolega z kolonii letniej, jedynej w której po wojnie uczestniczyłam (i skreślone: nie jako opiekunka), student I roku ASP przetrzymał Adama (i skreślone, nadpisane: Janusza). W tym akapicie zresztą sporo skreśleń. Mam jakieś zdjęcie¹, ona z nieznanym mi, młodym człowiekiem. Z tyłu napis: „Basi” i jej opis „Krynica 1951 grudzień”. To „grudzień” skreślone. Na zdjęciu zima i śnieg. Czy skreślone dlatego, aby Zbigniewowi nie dawać argumentów do – późniejszej – sprawy rozwodowej? Nie dowiemy się. Urodziłem się dziewięć… Nie: jednak dziesięć miesięcy później. Pragnęłam domu, pragnęłam stabilizacji…
„Państwo Nikt…” str. 194
Po wskanowaniu nowych zdjęć zobaczyłem jednak, iż się pomyliłem w książce; ja – lub ona, w opisie? Oraz, jeśli to ja – to okrutnie rzecz nadinterpretowałem. To grudzień 1950 roku jednak; a nie – rok później. Cóż… Czy któryś z nich na zdjęciach – to ów Janusz vel Adam? Nie wiem. I już się nie dowiem. Zwróćmy też uwagę na detal skanu, owo: „Z.S.R.R.” – w tle zdjęcia z Barbarą. Takie promieniowanie tła. mr m.
detal z tła zdjęcia wyżej, datowanego Krynica, 8 grudnia 1950 r.
¹ – ale inne, niż to na dole; zob. też uwaga dot. datowania (nie 1951 a 1950)
Tu, na mym zdjęciu – w roku 1974, tuż po przeprowadzce z ul. Koziej (formalnie: Krakowskiego Przedmieścia) na ul. Mokotowską. Warszawa, miasto złożone… I dla porządku: urodził się 31 stycznia, zmarł 19 sierpnia, prawie 90. (I prawie 2 lata więcej od Barbary.) mr m.
Choinka – oczywiście nie z okazji (tak zwanego, pamiętamy) „bożego narodzenia” – a Nowego Roku, to jasne. Dlatego też ta choinka walczy o pokój na świecie. Pod nią młodzi, optymistyczni, w koszulach zielonych. Jeśli to szkoła – mamy zimę 1948/49 – utworzenie ZMP to 21 lipca 1948; utworzenie SP to 25 lutego 1948 – najpóźniejsza możliwa data zdjęcia to pierwsza połowa stycznia 1949: po 15 Barbara odchodzi ze szkoły. Ale jeśli to „Nasz Dom”, w którym była jeszcze po odejściu ze szkoły – to może to być i zima 1949/50. Nie później, wtedy zaczęła pracować.
(…) Do ZMP należę od chwili Zjednoczenia Ruchu Młodzieżowego. Poprzednio należałam od 1946 do OMTUR. (…) Zawisławska Barbara Anna.
z jej wlasnego życiorysu, „Państwo Nikt…” str. 182
I jeszcze nieco z oceny, oficjalnej. Ważny element życiorysu młodych ludzi wtedy, decydujący, rzec można: czy na studia – czy do roboty… Młodziutkiej Barbarze, z właściwym przecież pochodzeniem społecznym – jednak to nie pomogło. mr m.
Komenda Powiatowa Powszechnej Organizacji „SŁUŻBA POLSCE” Warszawa-Północ. Zaświadczenie Nr 462/49 r. Zawisławska Barbara (…) ukończył {a} w roku szkolnym 1948/49 Pierwszy Stopień „S.P” uzyskując następujące oceny: Wychowanie polityczne – dobry Wychowanie wojskowe – dobry (…) 22 VI 1949 r.
– Dla synów i córek chłopów to wszystko było po prostu kuszące. Z ich punktu widzenia Polska Ludowa realizowała obietnicę, którą złożyła. Przynajmniej przez parę lat tak to mogło wyglądać. (…) – Dla komunistów młodzi ludzie mieli być awangardą zmian. To ich miało objąć „wykuwanie nowego człowieka” w czasie największego nasilenia stalinizmu. Na pewno jakaś część tej młodzieży zawierzyła nowemu systemowi i jego wartościom, przynajmniej tym deklarowanym. Przez komunistyczny Związek Młodzieży Polskiej przewinęło się przez 9 lat jego działalności 3-4 mln ludzi. Oczywiście spory odsetek znalazł się tam z przymusu bądź traktował tę przynależność koniunkturalnie, bo ona dawała dostęp do pracy czy studiów, ale zwracam uwagę, że pod koniec lat 50. – kiedy ZMP był już popaździernikowo „potępiony” – bodaj 10 proc. jego dawnych członków deklarowało, że ich udział w Związku wynikał z ideologicznego zaangażowania. To oznacza, że przynajmniej kilkaset tysięcy młodych ludzi uwierzyło w tamten system, dało się uwieść złożonej przez niego obietnicy. Czy wolno nam stawiać sprawę w taki sposób, że ci młodzi ludzie jako grupa społeczna dostali od Polski Ludowej szansę, której w jakiejś alternatywnej „kapitalistycznej Polsce powojennej” pewnie by nie dostali? – Dostaliby z pewnością inną, bo powojenna Polska – nawet gdyby nie rządzili nią komuniści – tak czy inaczej musiałaby się zmierzyć z wielką zmianą społeczną i ustrojową. Choć dla biedoty miejskiej ten proces był nieco bardziej złożony, sądzę. Ale to temat…
„Dla moich bohaterów Polska Ludowa była kuszącą obietnicą” Piotr Nesterowicz w rozmowie z Mateuszem Zimmermanem (onet, 2016)
Co prawda dziś widzę, że w książce się pomyliłem: to jednak rok 1961 (zob. podpis w innym wpisie). No i dopiero teraz znalazłem w serwisie „Drezyny” zdjęcie tamtego starego dworca, z tego samego czasu, cztery lata później (1965). Wszystko się zgadza, nawet kominy. Autor zdjęcia, pan Michał Gawałkiewicz, stał nieco bliżej, niż my: Barbara, Edmund Gonczarski i ja. Ale oś ta sama, łatwo porównać. Drobne, zabawne i dość przypadkowe odkrycie, bo mało jest w Sieci zdjęć tamtego starego budynku.
To tylko informacja: skanuję spore, jak na czasy, z których pochodzi – oraz jak na losy, jakie przeszło (głównie zbyt liczne przeprowadzki) – archiwum, które zostało mi po Zbigniewie (i Barbarze, ale tego jest znacznie mniej); głównie z lat 1946-56. Ciekawe lata, zasługują chyba na szersze omówienie – intensywnie myślę. Ale coś za coś: rzadziej pojawiać się tu będą nowe wpisy. (Choć chyba warto poczekać, sądzę.) … uaktualnienie: już (2020) jest więcej… mr m.
Niekiedy tłumaczenie jest tak głupie, jak wina.
Pan profesor Andrzej Żbikowski powiedział bzdurę. A teraz się tłumaczy.
W rozmowie z Jarosławem Gugałą w programie Polsatu News Wydarzenia użyłem sformułowania „najlepszą strategią uratowania się był obóz koncentracyjny, a nie zdanie się na pomoc Polaków”. Przyznaję, że używając w programie publicystycznym określenia „strategia przetrwania”, kategorii stosowanej dyskursie naukowym, mogłem być przez część widzów opacznie zrozumiany. Dziś bowiem w języku potocznym słowo „strategia” oznacza raczej jakiś przemyślany plan, możliwość wyboru i swobodnego podejmowania decyzji, czego Żydzi w czasie Zagłady byli całkowicie pozbawieni.
Bardzo interesujące uwagi Pawła Jędrzejewskiego ((Forum Żydów Polskich) o antyizraelskości lewicy, polecam. A też dlatego, że bliskie są temu, o czym wspominałem nieco w rozdziale „Lewica” mej opowieści (str. 347-374). No bo porównajmy.
Istnieją powody oczywiste, że lewica jest antyizraelska… (…)
Ale istnieją przyczyny znacznie głębsze.
Europa podlega głębokim i powszechnym przeobrażeniom zrodzonym z myśli LEWICOWEJ: rezygnuje ze swojej tradycji. W swoim lewicowym nurcie, Europa odrzuca nacjonalizm, a przy okazji patriotyzm. Odrzuca separatyzm, a przy okazji własną kulturową tożsamość. Obydwa, jako przejawy prymitywizmu. Zastąpiła ją nową wiarą – w wielokulturowość. Niczym nie brzydzi się tak bardzo, jak „starą Europą”. Europa zaczadzona lewicowymi ideami postrzega więc siebie samą wyłącznie poprzez cechy odrażające: rasizm, ksenofobię, europocentryzm. I nienawidzi ich. Nic nie napawa ją takim wstrętem, jak idea powiązania narodu z terytorium. Chyba tylko samo pojęcie narodu. (…) Forum Żydów Polskich
Barbara, 1mo voto Makowska, 2ndo voto Gonczarska, urodzona w Warszawie, 25 lipca 1929; zmarła 4 grudnia, w domu opieki w Serocku: ona, warszawianka od pokoleń. W dzień swych imienin, lubiła ten dzień, obchodziła, nawet gdy była już sama.
Jutro…
(to 1981 rok – mr m.)
…muszę zdobyć tort, posprzątać, przyszykować dom jakby to było za Babci (…).
„Państwo Nikt…” str. 278 Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tak sobie wymyśliła; choć przez ostatnie tygodnie, miesiące już prawie się z ludźmi nie porozumiewała. … a tu: śpi, na rysunku Zbigniewa, rysunek na odwrocie papieru fotograficznego, tuszem; z samego początku lat 50. mr m.
I nie wiem, czy to potrzebne, może za łatwe? Jest bardzo znane zdjęcie Davida Seymoura, Davida Szymina właściwie. Z Polski (1948), podpisane „Tereska”. Na nim dziewczynka, z domu dla dzieci szczególnie doświadczonych wojną – ta dorastała w obozie. Ma narysować dom, na tablicy, kredą. Już narysowała – to splątanie koła, szybko rysowane. Emocja, chaos, nic.
Plus groza.
Nikt jednak nie wie, gdzie jest Tereska, nawet fundacja, nazwana od jej imienia. A i jednak mało kto pyta.
O kłopotach archiwisty. W korespondencji z Muzeum Powstania Warszawskiego ws. danych moich dziadków Wiktorii oraz Wacławapojawił się problem: jakie babcia miała właściwie nazwisko? W bazie MP jest dziś jako „Zawisławska”. (Dziadek też tam jest.) Jednak to nie całkiem prawda. Prawdę mówiąc: nieprawda – i prawda jednocześnie. Ona, babcia bowiem do śmierci nosiła nazwisko Ryszkowska, taki zapis jest jeszcze w odpisie (świadectwie) aktu urodzenia Barbary (1945), skan wyżej. Pojawia się oczywiście i to: z d. Hałas (w „Świadectwie…” jest błędny zapis: „Ch…”).
Jest jeszcze zagadkowa część rodziny: linia Hałas, niekiedy w papierach jako „Chałas” oczywiście… „Państwo Nikt…” str. 39 i dalsze
Zaś w dokumentach PCK (z których wzięto je do bazy Muzeum Powstania) i dalej w dokumentach dot. ekshumacji i ponownego pochówku (1946, skany niżej) widnieje już nazwisko: Zawisławska. To samo też przy akcie jej zgonu, pochowku… Dlaczego?
Otóż wszystko przez dzieci, jak zwykle. Moja matka, Barbara , w swej opowieści – a i w swym życiu – wiele historii „prostowała”: też zmieniała, koloryzowała czy ubarwiała.. Tak było i w tym przypadku, jednak tu – jest usprawiedliwiona. Ja ja usprawiedliwiam, archiwiści może mniej.
Nie dodałem jednak informacji (choć link jest, uważny czytelnik sprawdzi zapewne, jak to zwykle w sieci), że, w zamierzeniu autora, miał to być żart primaaprilisowy.
Był? Nie był? czytaj dalej
To „druga noga” wydawnictwa, tzw. picture book, forma, która ma już swych klasyków. Czyli książka-uzupełnienie, książka-interpretacja. Powstawała, gdy pierwsza – historie spisane – już miała dość wyraźną strukturę, nieco konkretów… czytaj dalej
Tygodnik, znany. Oczywiście w „Państwo Nikt…” najwięcej w rozdziale „Ojczym z żydokomuny”, również w „Autostopem przez Peerel” – te, które o Edmundzie Gonczarskim; ale nie tylko. Pojawia się również z tej okazji np. Jerzy Afanasjew (senior), zabawne.
mr m. czytaj dalej