Annopol (1933-44)

młody Zbyszek Makowski, w tle Annopol, fotograf NN, może ojciec Czesław?

Udało mi się wreszcie ustalić (choć byłem prawie pewien), że to Annopol, baraki. I to rok 1942, przed może. Więcej szczegółów tam. A widok z góry całego osiedla można zobaczyć w serwisie „Fundacji 1939”, zakładka FOTOPLAN. Tam też zdjęcie budynku szkoły, w której (najprawdopodobniej) ZbM zaczął naukę. (Ale może to była inna szkoła, też na Annopolu?)

Polecam też „Pelcowiznę”, starszy wpis, ale może pokazuje kontekst. Oraz plan Warszawy z tego czasu (1938) dla orientacji (link).
mr m.
(2025)

(aktualizacja kolejna)
Dostałem mail, daję prawie cały, bo sporo uzupełniający.

Cieszę się, że dzięki naszemu portalowi udało się Panu potwierdzić lokalizację wykonania zdjęcia Ojca. Faktycznie w tle widać budynek stojący na środku pl. Annopolskiego, a fotografia moim zdaniem może być wykonana w okolicach drewnianego budynku szkoły.
Tydzień temu udało nam się znacznie rozbudować opis całego osiedla, więc zapraszam do obejrzenia dodatkowych zdjęć albo z poziomu fotoplanu, albo poprzez ostatnią aktualizację.
Odnośnie szkoły, w której uczył się Pana Ojciec – Potencjalnie w grę wchodzi jeszcze trzeci budynek – istniejący po dziś dzień pod adresem Toruńska 23. Niestety nie potrafię powiedzieć czy on zdążył w ogóle funkcjonować jako szkoła przed, lub w czasie okupacji. Jako rok budowy podaje się 1939 r. więc istnieje też prawdopodobieństwo, że lekcje miały się w nim rozpocząć we wrześniu 1939, ale wybuchła wojna, a potem w czasie okupacji mógł być użytkowany inaczej niż szkoła. (…)
Ryszard Mączewski

Pierwotny projekt północnej części osiedla;
źródło: „Budownictwo mieszkaniowe 1924-28

CIEKAWOSTKI
Jest praca: Elżbieta Wierzbicka-Piotrowska „Bezdomne nazwy. Rozważania onomastyczne na przykładzie losów nazw miejscowych północnych terenów Warszawy spisanych przez Henryka Friedricha w 1933 roku” (2018);
o nazwach lokalnych z tamtych okolic Warszawy; niestety Annopol pojawia się w niej tylko incydentalnie.
m.

Recepta (1953)

W sumie: banalna. Niewiele z niej można wyczytać: że czasem chorowałem. Tylko?

Maria Cywińska-Łyskawińska ps. Jolanta, lekarz-pediatra. W Powstaniu: komendant PS Nr 115 Żoliborz, przy ul. Mickiewicza 34, Lekarz Naczelny sanitariatu I Rejonu Obwodu II

Pani doktor – urodzona w Kijowie (1895) – była związana z Żoliborzem jeszcze przed wojną. Przyjmowała przy ul. Krechowieckiej 6, niedaleko od domu, Kolonii raczej – gdzie mieszkali moi dziadkowie. Może już wtedy mała Barbara bywała u niej? Spekulacje. Później (1939) przy ul. Żelaznej, jakby kto chciał śledzić.

Ale jej życiorys połączył się przede wszystkim z tą tak zwaną Twierdzą Zmartwychwstanek, budynkiem, który i mnie się w pamięć wrył, o mej matce nawet nie wspominając. Pani Maria organizowała tam szpital powstańczy…

Iwona Olicka „Biruta”: Przysięgę dopiero w trakcie Powstania [składałam] i zostałam osobistą łączniczką doktor Cywińskiej, żoliborska lekarka, Łyskawińska-Cywińska, pseudonim „Jolanta.” Musiałam się u niej meldować co parę dni i ona mi różne zlecała zajęcia.

Jak kto chce: jest trochę literatury – np. Agata Puścikowska „Siostry z powstania. Nieznane historie kobiet walczących o Warszawę” (2020), albo Stanisław Bayer „Służba zdrowia Warszawy w walce z okupantem 1939-1945”, (1985).

A zmarła w 1989 roku, mogłem ją znać, nie pamiętam. I to piękne, czytelne pismo…
mr m.

Kolejna huta, bez opisu

Niczego nie wiem, tylko to, że zdjęcie pochodzi z archiwum mojej babci i ojca. Koleżanka ze studiów, specjalistka od tamtych czasów – prosiła, by jej nie podawać jej nazwiska,bo: …wiele Ci nie pomogę (…) Oglądam każdą osobę po kolei i nic więcej nie widzę
Ale jednak napisała:

Że huta to widać, wstawiają do obiektywu nie tylko szkło, ale też narzędzia do produkcji. (…) na strojach męskich za bardzo się nie znam. Kobiety mają sukienki z bufkami albo falbankami na ramionach jakie noszono w latach 90. XIX stulecia, ale biorąc pod uwagę, że są to zapewne robotnice, to spokojnie może być i 10 lat później.
Takie fryzury, jakie mają panie z prawej strony (z białym szalikiem i żabotem¹) to noszono w pierwszym dziesięcioleciu XX wieku. Damskie żaboty, to też jest koniec XIX wieku. Bluzka z guziczkami i stójką i wąskie rękawy (pani na środku) to już przełom pierwszego i drugiego dziesięciolecia XX wieku. (…)
(A po uważniejszej ocenie lepszego skanu)
¹ – Widzę, że pani z prawej nie ma żabotu tylko szalik fantazyjnie zawiązany. Pan drugi z lewej, mimo czapki, jest też jednak robotnikiem, bo trzyma w ręku jakieś narzędzie

Także: tyle wiemy. Może to jedna z licznych ówczesnych hut w których pracował pradziadek? A może po prostu zdjęcie „nierodzinne”, które ktoś kupił, znalazł – bo temat hut w rodzinie…
Ale piąta (nie licząc panów) pani w rzędzie na górze, od lewej – wydaje mi się podobna do mej babci. Choć to raczej jednak nie ona: bo urodziła się (1904) gdzieś w czasie, gdy to zdjęcie mogło (?) powstać. Choć dzieci też jednak wtedy posyłano do pracy – tym bardziej, że mego pradziadka, jej ojca – właśnie zesłano na Syberię…
Ot, zagadki.
mr m.

To jednak zima 1950/51…

Barbara ma dwadzieścia, dwadzieścia jeden lat, jest ładna, pojawiają się chłopcy, panowie już raczej…

i poznanie pierwszego chłopca, który poważnie chciał ułożyć sobie ze mną życie. Był przystojny, pracowity i uładzony. Nie kochałam go zapewne, ale było mi dobrze w jego obecności. Przypadkowy spotkany kolega z kolonii letniej, jedynej w której po wojnie uczestniczyłam (i skreślone: nie jako opiekunka), student I roku ASP przetrzymał Adama (i skreślone, nadpisane: Janusza).

W tym akapicie zresztą sporo skreśleń. Mam jakieś zdjęcie, ona z nieznanym mi młodym człowiekiem. Z tyłu napis: „Basi” i jej opis „Krynica 1951 grudzień”. To „grudzień” skreślone. Na zdjęciu zima i śnieg. Czy skreślone dlatego, aby Zbigniewowi nie dawać argumentów do – późniejszej – sprawy rozwodowej? Nie dowiemy się. Urodziłem się dziewięć… Nie: jednak dziesięć miesięcy później.

Państwo Nikt…” str. 194

No, tak: piszemy, piszemy… A wystarczy uważniej „czytać” (oraz czytać opisy na nich) zdjęcia. Dedykacja z tyłu (innego zdjęcia, a nie tego, o którym wspominam) jest z sierpnia 1951; a i na tym zdjęciu z Krynicy mamy śnieg – to więc zima rok wcześniej. Ot, takie sprostowanie, bo mój tatuś mógłby mieć na imię Janusz – a nie miał.
Żarty czyli życie: codzienne, w wakacyjnych fotografiach pochowane.
mr m.

Ocean papierów…

…z którymi nie wiadomo, co robić. Cienie zapomnianych przodków, nie tylko naszych. Wyrzucić? No, nie… Zachować? A po co… Ot, mam jakieś weksle, zapewne za prace (a może za dzierżawę, za czynsz?), zapewne z Wołomina, z okolic rodziny Strosznajderów. Może to za budowę domu? Choć ten weksel – to lata 20. (A dom to raczej lata 30. muszę sprawdzić z projektem.) Zachowały się w archiwum babci Józefy, ktoś dotąd nie wyrzucił, mnie przekazał – to i ja trzymam.

Praga nowa”: termin dziś dziwnie brzmi; a to była całkiem nowa część miasta jeszcze wtedy.

Większą część Nowej Pragi włączono do Warszawy w 1891, nazywając je tak, by odróżnić je od starszej części, leżącej bardziej na południe – Starej Pragi.

A dalej: „M.Kacperski”… Nazwisko z Pragą do dziś związane, ale czy to rodzina? Może, warto kiedyś spytać…
I tak dalej. Każdy papier – to jakieś życiorysy, a z każdego już zaraz, za chwilę – wypączkują setki innych żyć
Jak tego puzzla poskładać? Ale też i – jak na początku pytałem – po co?

A wreszcie: ta asymetria – o niektórych, często mniej dla mnie ważnych przedstawicielach rodziny (czy może trafniej: drzewa genealogicznego) mam sporo: zdjęcia, papiery… I często niewielką wiedzę, kto to. A o innych…

Na razie skanuję, kiedyś skanowałem wszystko, dziś już zaczynam wybierać, to: tak; tamto – nie. Ale czy wybieram właściwie? Co będzie ważne dla tych, którzy kiedyś te moje skany… Zobaczą? Nie sądzę :–)
mr m.

Wołomin (odc. 2)

Zdjęcia – to niestety w większości reprodukcje, z lat 30. tak oceniam. Dlatego trudno datować oryginały, nie mam tego, co było po drugiej stronie (ew. opisy, cechy papieru, pieczątki zakładów fotograficznych…). A same te reprodukowane zdjęcia są chyba jeszcze z początku lat 20. Rozpoznaję Małgorzatę z d. Rudnicką Strosznajder, siostrę Władysława Rudnickiego i córkę Ludwika (ale z którego małżeństwa, był ponoć trzy razy żonaty?) – oraz jej syna – Aleksandra Strosznajdera: to młodszy z dwóch panów na wspólnym zdjęciu (stojący) i ten sam na podobnym, siedzący. Ale czy drugi to jego brat, Roman? Może, nie wiem…


To oczywiście kontynuacja wątku „Wołomin” i są to zapewne zdjęcia z tego miasteczka. Chyba, nie rozpoznam, może ktoś? Dodatkowo – może ktoś stwierdzi, czy zdjęcie z kościoła – to też Wołomin? Jest nieostre – może to pogrzeb? Ale coś widać… A te domy: zapewne już nie istnieją. Może na ich miejscu wybudowano nowy, ul. Kościelna 34? Spekulacje.
Małgorzata – czyli jednak ciotka mej babci Józefy Kłodos – żyła w Wołominie na pewno do lat 50. – czego dowodzi legitymacja PSS (1954) też niżej – zresztą wypisana z błędem: to „j” w nazwisku jest niepotrzebne. Za to z tym samym adresem – ale czy dom był nadal jej? A sklep? W 1954 raczej (?) znacjonalizowany…
Ale są też i inne zdjęcia z archiwum babci mej, na nich pojawiają się – i nawet na tych już z lat 50. oraz 60. – też jej dzieci, synowie, ich żony… Rozsypani po świecie, niewiele wiem, nadal śledzę. Choć to bardzo boczna gałąź rodziny: w latach 70. Zbigniew pisał, w kwestionariuszu paszportowym, w osławionej rubryce „rodzina za granicą”, iż jest taka, w (d.) ZSRR, w Moskwie, to Strosznajderowie właśnie. Ale, zaznaczał ostrożnie, kontaktów nie utrzymuje. Zabawne – bo to był chyba słuszny kierunek?
Żarty. Choć może i niekoniecznie… Żyć w latach 30. w Moskwie, do tego bywać w Polsce? Są zdjęcia i stamtąd (Moskwa) i jakieś z lat 20., może nawet i z 30. – ewidentnie z Warszawy (widać np. w tle kościół św. Floriana – to nazwa zwyczajowa, dokładniej: św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika – na Pradze). Są i inne z warszawskich zakładów fotograficznych (192…), zostawiane „na pamiątkę siostrze”… Sporo tego, kłopot – bo nie ma kogo spytać.
Same pytania, tylko tajemnice.
mr m.

Uaktualnienie:
z niedawno otrzymanych (w 2021 roku) papierów wynika, że – już za granicami Polski – używali, używał jeden z nich, nazwiska w transkrypcji Strohschneider (lub Strochschneider, tak mam w jakichś pośrednich papierach adwokata z Wołomina, z połowy lat 50. XX wieku); co byłoby interesujące, bo z tych samych papierów wynika dość jednoznacznie, że była to rodzina czeska, mąż Małgorzaty na pewno – a to nazwisko wróciło niejako do brzmienia raczej niemieckiego
m.

„Odwilż” (1956)

Ciąg dalszy porządków z książkami. Oto słynna kiedyś powieść Ilii Erenburga – egzemplarz o którym w „Państwie Nikt…” wspominam przynajmniej dwa razy: o niej samej…

Więc jak? Jak było, kiedy czytali (w „Po prostu” – mr m.) „Odwilż” Erenburga..
Chyba mam ten „ich” egzemplarz, został mi po Egonie. Z pieczątką nawet. Ale może właśnie tworzę kolejne mitologie.

„Państwo Nikt…” str. 259

Tak, chyba tworzę: znalazłem tylko egzemplarz Zbigniewa i Barbary.
(Choć tamten – pamiętam, cóż jest więc „pamięć”… Może był.)

Ale ten znaleziony – też znaczący: podpisany „Kościan, 1956”; a to kolejny ważny punkt naszej opowieści… Ot, podniszczone świadectwa, dowody, że przeszłość istniała. Chyba.

W książce mej jest też wiersz Zbigniewa o odwilży, wcześniejszy: z 1947 roku. Ale nie chcę odbierać Wam przyjemności poznania go :–)
mr m.

Brat pradziadka, ale który?

Tak wynika z podpisu-opisu (1928). To brat Władysława Rudnickiego, ojca mej babci, Józefy. Sęk w tym, że Władysław zmarł w 1913 roku bodaj. A i Jan z tego zdjęcia jest jakiś inny – niż Jan z innego… Dla kogo ta dedykacja? (Ale zobaczmy uaktualnienie niżej.)
Był jeszcze inny brat – Jakub, też mam zdjęcie, ciekawy wątek – i ze Zbigniewem związany nie tylko rodzinnie. Ale może kiedyś. Same zagadki, nie ma kogo spytać. „Cienie zapomnianych przodków”… Ale zdjęcie piękne; choć niby zwyczajne – i mnie jakoś… Wzrusza. Młodzi, fajni ludzie, nic o nich nie wiem. Szkoda.
mr m.
Uaktualnienie: braci było chyba sporo, w Genetece znajdujemy sześciu synów Ludwika Rudnickiego i Marianny Cieślik, kolejno wg dat urodzenia: Władysław (1878), Jan (1880), Wincenty (1884), Stefan (1887), Jakub (1888) i Andrzej (1890).
m.

Rewersy więcej mówiące

Bowiem gdy z przodu są ludzie, przecież z twojej rodziny, o których nic nie wiesz – wtedy zostają rewersy zdjęć. Wiele razy wspominałem. Owszem: o jednym z tych zdjęć coś wiem – ale reszta? Ta „Riga” skąd? A dwaj uroczy bracia? Czy to rodzina pradziadka – siostra jego, chyba Małgorzata Rudnicka, miała z mężem (ich ślub to ponoć 30 lipca 1893 r. w Kobielach Wlk. lub w Radomsku), nieznany mi z imienia p. Strosznajderem – też Aleksandrem jak później jego syn, lecz na co dzień używającym imienia Jan – dwóch synów Romana i Aleksandra, później żyli w Rosji i innych krajach regionu…
(Może coś jeszcze o nich kiedyś; bo mam jakieś – też nieopisane – zdjęcia, inne papiery, dość liczne.) Czy to raczej inni bracia: dziadek mój i brat dziadka Marcel, o którym wspomina Zbigniew w książce „Wąski Dunaj nº 5” (a o którym ja niewiele wiem)? Możliwe – zdjęcia wydają się pochodzić z samego początku XX wieku… Tylko przypuszczenia, spekulacje. Zostaje żmudne datowanie „po fotografach…”

I na pewno to rodzina pradziadka – na drugim ze zdjęć braci, bo zachowały się aż dwa, jak widać, jest informacja, że „p. Strosznajder 1 odb. 18×24” – sądząc z formatu odbitki znacznie późniejsza…

A więc fotografia: zakład w Łodzi istniał w latach od 1893 r. do ok. 1934…
Zakład przy Nowym Rynku 6 nosił dla odróżnienia od firmy przy Dzielnej 13 („A. Piotrowski” – mr m.) – nazwę „A. Piotrowski” lub „Piotrowski”. 
A jest również w dziejach i zakład fotograficzny „Piotrowicz”, ale to żona: Maria z d. Piotrowicz właśnie, zabawne…
Według ówczesnej prasy zakład zmieniał właścicieli, ale byli to członkowie rodzin Piotrowskich i Piotrowiczów. Brak dokumentów nie pozwala na dokładne prześledzenie owych zmian.
(wikipedia)
Zaś Carl Anton Schulz (1831-1884?) to niemiecki i estoński fotograf
mr m.

Osiejewscy

Czytam wiele materiałów historiozoficznych i pamiętnikarskich z tego okresu czasu. Przeważnie piszą o tym ludzie, którzy tego nie przeżyli osobiście i stąd wiele fantasmagorii. Zdziwienie ogarnia człowieka, ilu było bohaterów.

(fragment listu Edmunda P. Osiejewskiego do Barbary, 1982)

Im Barbara była starsza, im bardziej sama – tym bardziej szukała krewnych i korzeni. I pewnie stąd ci Osiejewscy – z domu opowieści (ani ich samych) nie pamiętam.

Babcia Ryszkowska z domu Hałas, po matce, Józefie Hałas, z d. Osiejewskiej – ponoć z Mirża-Starża (?) Osiejewskich. Ech, ta nasza szlacheckość, znamy. Ale mam zdjęcie z tyłu opisane: „Cezariusz i Weronika Osiejewscy”. Gdzie on wygląda dostojnie, ona też, choć zdecydowanie bardziej chłopsko.

Państwo Nikt…” str. 35

To ja, nieco ironiczny, taki wyrosłem. Lecz zacytujmy ją samą:

…2 synów i córkę Józefę Osiejewską, zamężna Chałas³. Córka (Józefy – mr m.) Wiktoria z Chałasów Ryszkowska, dzieci (Wiktorii – mr m.) Ryszard Grzegorz Ryszkowski, córka Barbara Anna Gonczarska.

³ – Wspominałem: znajduję w papierach i tę pisownię, choć – np. w metrykach, tych, które mam – częściej występuje jednak „Hałas”.

„Państwo Nikt…” str. 190

Adresat jej listu – Edmund Piotr Osiejewski – to ciekawa postać, sądzę. Urodzony 13 marca 1906 w Warszawie. Rodzice jego – to Cezary Osiejewski i Weronika z d. Krawczyk; on (wg serwisu MyHeritage) urodzony 28 sierpnia 1884 w Warszawie; ona ur. w roku 1886, też w Warszawie, parafia Wszystkich Świętych.

Wg tego samego serwisu Edmund miał siostrę Teodezję, później Dyszlatys – oraz braci: Piotra i Romana. A więc gdzie tu Jan z opowieści Barbary?
Nie wiem…

Edmund Osiejewski walczył w Powstaniu, był najpierw zastępca dowódcy, później dowódcą: to Armia Krajowa (nr leg. 027 / O) – batalion „Kiliński”, na Woli, na Starym Mieście, w Śródmieściu…
Później wiadomo: niewola – jeniec Stalagu X B Sandbostel (nr jeniecki 224806).
Zmarł 17 października 1990 w Łodzi.

W liście wspomina on o pogrzebie Romana, brata. Tam byli razem. (Barbara często chadzała na pogrzeby, jedna z jej dalekich „kuzynek” wspominała mi nawet niedawno, że lubiła na nich błyszczeć – czy jakoś tak. Dziś już nieważne.)

Czy więc owi rodzice Edmunda, których zdjęcie-kopię mam ledwo – to moi pra-pra-dziadkowie? Chyba tak – ale jak zwykle gubię się tu w ogromie faktów i niekompletności danych. Cóż…
mr m.

Ludzie nieznani

Są takie zdjęcia w archiwach rodzinnych, o których nie wiemy nic, wiele przykładów. Nie tylko z bardzo odległej przeszłości, niekiedy (prawie) nam współczesne. Oto jedno z nich, na zdjęciu sporo osób; ale nie rozpoznaję prawie nikogo – wyjątkiem jest moja „babcia” Stanisława Lackorońska (to ta pani w jasnym płaszczu w centrum zdjęcia).
Z tyłu zdjęcia nie ma żadnego opisu. I nie ma już też nikogo, kto mógłby o zdjęciu opowiedzieć.
Niewiele jest też do zanalizowania. Czas? Zapewne druga połowa lat 40. czy może już lata 50. – sądząc po tej półciężarówce w tle (nie znam się na samochodach ale to może być coś poniemieckiego, zwraca uwagę płaska szyba z przodu i wycieraczki) oraz po mundurku chłopca. No i stroje, to też pomaga datować, acz mniej: bieda powojenna, nosiło się – co było. Architektura? Raczej wiejska, małomiasteczkowa, może ze wschodu Polski. Tyle.
To może jakieś „kolonie”, babcia zajmowała się dziećmi – moją matką, mną później – od zawsze. Ale ta proporcja pań – do dzieci… Ich wiek: matki z własnymi? A ojcowie gdzie? Jedyny mężczyzna jest zapewne (?) kierowcą ciężarówki w tle.
Ot, nadal tylko spekulacje.
mr m.

Czyste?

Przyjmijmy, że opis z tyłu zdjęcia mówi nam, co chcemy usłyszeć: że to nazwa ulicy. Możliwe: na tyłach zdjęć też niekiedy zapisujemy miejsce, czasem datę; bo osoby znamy. Wątpliwe: to reprodukcja¹ – dość niestaranna. Widać ślady: maskowanie, stara, oryginalna biała ramka, odciski palców z wywoływacza / utrwalacza. Opis z tyłu jest więc późniejszy, niż zdjęcie.
To (byłaby) ul. Sławińska, a więc – jeśli… – to jest nieistniejąca sub-dzielnica, kolonia czy lokalizacja: Czyste; dziś centrum Woli.

czytaj dalej

Mundury: wyobrażony i realny

Niekiedy mam tylko datę, nawet dzień. To 13 czerwca 1919, to dwa tygodnie przed zawarciem Traktatu wersalskiego (28 VI). Czyli: jeszcze wojna, szczególnie w Polsce.


czytaj dalej

Fotograf z WSM?

Czy to jest autor „moich” zdjęć?

W Polsce, na zlecenie Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, dokumentację warunków w jakich żyli kandydaci do mieszkań spółdzielczych, wykonał Aleksander Minorski (1906-1982).

Zbigniew Tomaszczuk „Łowcy obrazów. Szkice z historii fotografii”, Centrum Animacji Kultury, Warszawa (1998)


A dlaczego „moich” zdjęć – skoro (może) jego? To reprodukcje, czasem reprodukcje z reprodukcji. Znajduję je dziś wszędzie: choćby w sieci. Nie mają autora – „źródło: internet”, to byłoby zabawne, choć nie jest. Ale jedno jest „moje”.
To Barbary własna odbitka xero, z którejś publikacji W.S.M – „Życie…”? Na pewno nie ze „Sprawozdania…”¹, tam nie ma. Zdjęcia? Dzieci na VIII Kolonii – jest tych zdjęć zresztą sporo, w różnych wydawnictwach WSM. Widać prawie, jak pan fotograf chodził o Koloniach – a dzieciaki za nim. Na tej, na innej Kolonii, pod kotłownią, na podwórku…
Na xero Barbara zaznaczyła siebie ołówkiem. Z tyłu opis, chyba nie jej ręką. Czy to ona? Niewiele widać, ale i wiek i uroda dziewczynki sugerują, że to możliwe.

czytaj dalej

Weterani?

Czy aby? Dziadek był weteranem. Barbara wspomina: chodził na zebrania.

…dziadek – Wacław Zawisławski – poza tym, że był murarzem, weteranem wojennym…

    (…) Poza tym ojciec mój dość dużo czytał, chodził na różne zebrania. Był takim człowiekiem komunikatywnym

Państwo Nikt”, np. str. 71-72

Czy więc to zebranie weteranów? (Dziadek tam jest, to ten pan drugi z lewej z przodu; z krótkim wąsikiem oznaczony niebieskim flamastrem przez Barbarę, dziś już prawie się wytarł. Flamastry z Peerelu są mniej trwałe, niż zdjęcia z II RP, zabawne.)

A jeśli nie… Jak szukać: czy po nazwie zakładu?
czytaj dalej

Pan profesor i statystyka.

Niekiedy tłumaczenie jest tak głupie, jak wina.
Pan profesor Andrzej Żbikowski powiedział bzdurę. A teraz się tłumaczy.

W rozmowie z Jarosławem Gugałą w programie Polsatu News Wydarzenia użyłem sformułowania „najlepszą strategią uratowania się był obóz koncentracyjny, a nie zdanie się na pomoc Polaków”. Przyznaję, że używając w programie publicystycznym określenia „strategia przetrwania”, kategorii stosowanej dyskursie naukowym, mogłem być przez część widzów opacznie zrozumiany. Dziś bowiem w języku potocznym słowo „strategia” oznacza raczej jakiś przemyślany plan, możliwość wyboru i swobodnego podejmowania decyzji, czego Żydzi w czasie Zagłady byli całkowicie pozbawieni.

czytaj dalej

Stanisław, masarz z Woli

Miałem tylko to zdjęcie „ślubne” i kilka słów relacji Barbary, już w XXI wieku spisanych, na odwrocie. To ślub „wujka Stacha”, brata mej babci Wiktorii, słyszałem, że zabity na Majdanku. Stanisław Hałas, ur. 6 IV 1904 w Nowym Mieście n. Pilicą; zm. 27 III 1943 w „KL Majdanek”, ponoć na „ostry katar jelit” (?). Syn Józefy z d. Osiejewskiej¹ i Franciszka Hałasa, mych pradziadków. Rzeźnik czy też masarz z Woli. Mieszkał (…? może to był zakład…) przy ul. Młynarskiej, nr 21; później żona, Marianna – przy ul. Gibalskiego 1/32. Samo serce Woli, Młynów a konkretnie tzw. Gibalak², okolica malownicza, acz niekiedy trudna, również w czasie wojny.
A „wuj” Stanisław? Ponoć wcześniej, przed Majdankiem, trzymany na Pawiaku: możliwe, typowe. To informacja ze strony „Straty osobowe i ofiary represji pod okupacją niemiecką (wyszukiwarka). Z Muzeum Pawiaka dostałem informację, iż …w pracy Reginy Domańskiej „Pawiak. Więzienie gestapo…” (KiW, 1978) Stanisław Hałas jest wymieniany jako jedna z osób wywiezionych na Majdanek transportem z 25 marca 1943 roku.
Kim są pozostali? Nie wiem. Nie tylko tu.
czytaj dalej

„Sprawiedliwy…”? Może. Albo i nie.

Rysiek z kolegami nad Wisłą. Lekceważyłem te zdjęcia, zdawały mi się „niepoważne”: tu wojna, okupacja – a oni wesoło pływają pychówkami. Wakacje prawie.

Powinienem ujednolicić te wątki o Ryśku, dalej też są. Ale jak? On w Barbary opowieściach wraca nieustannie. Tak, brat zaginął, zapewne zabity. Ale gdzie? Przypomnijmy, co wcześniej pisała.

    Ojciec (…). Mówiono mi, że widział swego syna, mego brata powieszonego z ustami zaklejonymi gipsem.

To „Państwo Nikt…” str. 144-145. Barbara opowiadała zawsze, że Rysiek, jej starszy brat został powieszony na Lesznie. Ale to (chyba) nie on. Nie mój wujek Rysiek.
czytaj dalej

Tereska: a jednak…

Dziś nieco inaczej. Zdjęcie: David Seymour / Magnum Photos.

I nie wiem, czy to potrzebne, może za łatwe? Jest bardzo znane zdjęcie Davida Seymoura, Davida Szymina właściwie. Z Polski (1948), podpisane „Tereska”. Na nim dziewczynka, z domu dla dzieci szczególnie doświadczonych wojną – ta dorastała w obozie. Ma narysować dom, na tablicy, kredą. Już narysowała – to splątanie koła, szybko rysowane. Emocja, chaos, nic.
Plus groza.
Nikt jednak nie wie, gdzie jest Tereska, nawet fundacja, nazwana od jej imienia. A i jednak mało kto pyta.

Państwo Nikt…” str. 118

A jednak ktoś zapytał. Aneta Wawrzyńczak „Tereska. Rozwiązujemy zagadkę słynnego zdjęcia
czytaj dalej

Nieślubne dzieci grzebią rodziców

O kłopotach archiwisty.
W korespondencji z Muzeum Powstania Warszawskiego ws. danych moich dziadków Wiktorii oraz Wacława pojawił się problem: jakie babcia miała właściwie nazwisko? W bazie MP jest dziś jako „Zawisławska”. (Dziadek też tam jest.)
Jednak to nie całkiem prawda. Prawdę mówiąc: nieprawda – i prawda jednocześnie.
Ona, babcia bowiem do śmierci nosiła nazwisko Ryszkowska, taki zapis jest jeszcze w odpisie (świadectwie) aktu urodzenia Barbary (1945), skan wyżej. Pojawia się oczywiście i to: z d. Hałas (w „Świadectwie…” jest błędny zapis: „Ch…”).

Jest jeszcze zagadkowa część rodziny: linia Hałas, niekiedy w papierach jako „Chałas” oczywiście…
Państwo Nikt…” str. 39 i dalsze

Zaś w dokumentach PCK (z których wzięto je do bazy Muzeum Powstania) i dalej w dokumentach dot. ekshumacji i ponownego pochówku (1946, skany niżej) widnieje już nazwisko: Zawisławska. To samo też przy akcie jej zgonu, pochowku… Dlaczego?


Otóż wszystko przez dzieci, jak zwykle. Moja matka, Barbara , w swej opowieści – a i w swym życiu – wiele historii „prostowała”: też zmieniała, koloryzowała czy ubarwiała.. Tak było i w tym przypadku, jednak tu – jest usprawiedliwiona. Ja ja usprawiedliwiam, archiwiści może mniej.

czytaj dalej

Pani Halszka

Nie pamiętam rodziny, nie mogę. Jakichś sąsiadów: postacie jak z albumu rodzinnego. To już IV Kolonia, mieszkańcy. Pani Halszka, starsza pani w tej lepszej, czteropiętrowej części, większe mieszkania. Nauczycielka, ponoć w AK bardzo dzielna – i jej siostra młodsza. W mieszkaniu z imponującą ilością książek i fotelem bujanym. Nie wiem, co mnie bardziej onieśmielało.
Może to Helena Walawska?

Państwo Nikt…” str. 51

czytaj dalej

Łomża, 1922: Jan…

…być może Osiejewski To chłopak czy ksiądz? „Reginie” sugeruje, że raczej ten z prawej… A jeśli, to według notatek, nie moich jednak, z chaotycznych rozmów z Barbarą, już w XXI wieku, mógłby to (?) być Jan, syn Cezariusza (Cezarego?) i Weroniki Osiejewskich.

I tu mam problem: wg komercyjnego serwisu MyHeritage Osiejewscy – których zdjęcie, a dokładniej kopię oryginału, lecz wykonaną dość dawno, może nawet jeszcze w latach 40. ub. wieku, też mam, z papierów po Barbarze (zdj. niżej) – mieli dzieci, lecz z innymi imionami (np. Edmund, Piotr…) jak te, które wychodzą mi z notatek.
U mnie jest np. Józefa, później Hałas, babcia Barbary, matka Wiktorii.
Poza tym, w innej notce Barbara wspomina, iż ojciec jej babci miał na imię Wincenty („Państwo Nikt…” s. 190).
A więc nie Cezariusz.
I tak dalej.

Co robić? Szukać, sprawdzać – wpaść w to szaleństwo genealogiczne, które wciąga tak łatwo, ale wyjść z niego trudniej? To trochę ironia, lecz sprawdzanie rzeczy sprzed stu i więcej lat, w kraju, w rejonach, gdzie papiery tak często płonęły…

czytaj dalej

Fryzjer (1944)

Zakład fryzjerski „Tadeusz”, właśc. Jan Zabost, Warszawa, ul. Słowackiego 27, (budynek Spółdz. „Zimowe Leże”). Zakład spłonął w czasie Powstania, gdy o budynek spółdzielni walczono intensywnie. Zostały tylko zeznania świadków – oraz ślad na ścianie po pożarze, na zdjęciu Karola Pęcherskiego (1949), linki niżej. Tam też szyld: bowiem po wojnie też był tam fryzjer (nowy właściciel?).
mr m.
czytaj dalej

Otwock, sanatorium (1947)

Kto na zdjęciu (poza Barbarą: ona z prawej) i które to było sanatorium trudno dziś ustalić, być może największe („Olin”, ul. Borowa, pracowały tam jako pielęgniarki również byłe więźniarki z KL Ravensbrück; to może jakiś trop).
„Olin” spłonął w 2008 roku.
mr m.

czytaj dalej

NN, między 1872 a 1906 r.

Mam tylko daty, wg „Leksykonu fotografów warszawskich 1845-1945”, zdecydowanie bliżej tej drugiej daty (mniej ozdobny znak z tyłu). Naprawdę nie wiem, kto to jest: może ktoś z Hałasów? Barbara uznała to zdjęcie za ważne, wisiało na ścianie, podklejone (jak widać niżej, w galerii).

KOSTKA Julian i MULERT Ludwik
firma, która w 1872 kupiła atelier Karola Beyera przy Krakowskim Przedmieściu 40. Obaj właściciele mieli opinię sumiennych i rzetelnych fachowców. Mulert był uczniem Sachowicza i słynął jako zdolny retuszer. Lokal został odnowiony i unowocześniony. Zakład jako pierwszy wprowadził w Warszawie format zdjęć typu „Victoria”. Zakład prosperował do roku [1906], po czym został sprzedany nowemu właścicielowi, który zmienił jego nazwę na: „Fotografia artystyczna, dawniej Kostka i Mulert”.

Leksykon fotografów warszawskich

Dziewczyna na zdjęciu nie ma raczej dwudziestu lat; można przyjąć, że urodziła się po roku 1880, po 1886 może nawet. Czy to moja babcia Wiktoria? Chyba nie, urodzona w 1894, na zdjęciu mogłaby mieć najwyżej 12 lat (najpóźniejsza data istnienia zakładu Juliana Kostki i Ludwika Mulerta pod szyldem, który widać na spodzie zdjęcia).
A zdjęcie wygląda na takie jeszcze z XIX wieku, to właśnie format „Victoria” (lub „wizytowe”, nie rozróżniam, bo to ponoć tylko 2 cm różnicy) – tak czy inaczej zdjęcie małe. (No, chyba że zakład fotograficzny, przejęty przez nowego właściciela, używał jeszcze czas jakiś lat starych spodów-podkładów do zdjęć.)
Może ciotka Leokadia? Była podobno aktorką, ten strój…
Ot, poszukiwania.
mr m.

ps.

Zob. też Izabela Zając „Klasyczne i nietypowe albumy fotograficzne familijne”, „notes konserwatorski”, 17/2015

Leokadia Domańska (…?-…?)

Wg opisu Barbary: córka Ludwika Zawisławskiego – mego pradziadka – i Katarzyny z d. Niewiadomskiej. A więc byłaby siostrą dziadka Wacława i wujka Barbary Leonarda Zawisławskiego (filmowca, operatora w m.in. Referacie Filmowym BIP KG AK).
Barbara mówiła o niej „ciocia Lodzia”. Podobno aktorka, tu na zdjęciu też z synem (?) Domańskiego.
Niewiele więcej o niej wiem, ale profilem zdjęcie – znakomite.
mr m.
czytaj dalej