Nawet nie krewna: powinowata. To rodzina ze strony wujka Eugeniusza Donicy i ciotki Andzi, siostry mej babci Józi. „Wujostwo” oczywiście Zbigniewa ale i ja ich tak nazywałem.
Ale ważna dla młodego Zbyszka osoba, koleżanka. Choć starsza; ale to Zbyszek uczył ją jak „rysować konia”. (To relacja samej pani Wandy, nagrana przez Stanisława M. całkiem niedawno.)
Jej rodzina nie mieszkała w barakach na Annopolu, gdzieś dalej, niedaleko. Chyba też chodzili do tej samej szkoły, wymieniali się książkami. Znali się tam wszyscy chyba, moja babcia uszyła kurtkę w której pani Wanda poszła do Powstania, też z tej samej relacji wiedza.
Później, w latach 70. drogi ZbM i pani Wandy się nieco, nawet mocno rozeszły: również z powodów rodzinnych, nieistotne dziś.
Choc widywali się, głównie na pogrzebach rodzinnych. Z notatek Zbigniewa gdzieś w książkach:
2 III 1985.
Pierwszy raz po Powstaniu zobaczyłem Wandę na pogrzebie Wujka Gienka na Bródnie (łatwo sprawdzić, ale gdzieś 1971 (…)
[nie: to 1969 rok – mr m.]
(…) – Wanda z uśmiechem, rodzinnym zaufaniem, do kilku słuchających osób:
– Zbyszek nic się nie zmienił, a minęło ładnych parę lat –
(– większa część naszego życia, Wanda!)
(…)
A później – już w XXI wieku, po śmierci pana Tadeusza Stawskiego, jej męża (zm. 2001) – pani Wanda stała się (tak oceniam) zakładnikiem ludzi, którzy wykorzystywali jej wypowiedzi – naiwne, jeśli nie głupie – o Niemcach, wojnie, o aborcji nawet… Wykorzystywali cynicznie. Dla swych celów, wiadomo. Starość nie jest fajna.
…
Te warsiaskie rodziny, wszystko pokręcone.
mr m.
Ach, i na zdjęciu (ok. 1944?) od lewej: młody Zbyszek Makowski, wujek Eugeniusz „Gienek” Donica, niewidomy; dalej Szczepan Traczyk (ojciec pani Wandy) i babcia Józefa Kłodos. Jest gdzieś w archiwum StM i inne ujęcie na którym jest (?) pani Wanda; ale nie mam skanu.
m.