1953: wózki dziejów

Mam tylko jedno wspólne zdjęcie matki i ojca (fragment wyżej, całe niżej): z 1953 roku, nieco tam opisanego. Na którym i ja, choć niezbyt świadomy: ot, bobas. Za to ciekawy jest Zbigniew, jego strój: od razu widać, że artysta. Lato: ten beret, teczka z rysunkami, papierami, marynarka bez krawata (dziś częsta, wtedy: bunt). Ta nieobecność.
Co pisać więcej. Liczni (i wiele razy) pytali, czy mam żal. Tak, miałem, długo. Gdy znów zaczął nas odwiedzać (po 1956, na początku lat 60.) dostawałem ataków histerii gdy wychodził. Banały. Pisałem, szkoda powtarzać. Czy artyście wolno się żenić? Nie wiem. Wiem (czy raczej wierzę, pamiętam bowiem prof. Stanisława Piekarczyka, p. „Obok…”), że on nie powinien był. I tyle. Łatwo oceniać, prawda? (Ale przecież bym nie istniał, jednak szkoda.)

Jest więc oczywiste, że musiałem rysować: to był sposób na przywołanie zainteresowania ojca. Którego interesowała tylko Sztuka…

Dość żartów. Matka? Barbara na tych zdjęciach wygląda na bardzo szczęśliwą. Przez chwilę mogła wierzyć, że zły los ma za sobą. Niesłusznie. Traumy, traumy, tra ta ta…
Dziś wszystko nieistotne: tutti morti – lubił mawiać mój nad poziom (innych) oczytany tatuś. To jednak późny Zbigniew – i czas, gdy świadkowie tamtych wydarzeń już nie mogli opowiedzieć swych wersji jego / ich wspólnych opowieści. Wtedy łatwiej. I nie piszę tylko o relacjach rodzinnych, nie.

Że opowiadam? Jakieś fragmenciki, aby przestrzegać (i siebie) przed nadmiernym zaufaniem do tzw. historii mówionej, do relacji spisywanych po latach. Staram się sprawdzać, dopóki pamiętam. Wierzę, że ma to sens. Choć nie-za-bardzo. Brak mi papierów, przepadły, poniszczono, zgubiliśmy… Zdjęcia? Też niewiele dają: popatrzmy na tę szczęśliwą rodzinę. 

Raz jeszcze: niedługo nikogo tu nie będzie, tylko opowieści. I nie wszystkie: nie wiem choćby, kto na fotografii poza nami, może Kobyłeccy? Już nawet nie ma kogo spytać, tutti morti.

Ale interesujące są wózki: zbieranina z tego, co przetrzymało wojnę? Też.

Mam kilka zdjęć, połowa 1953 roku. Zwraca uwagę wózek
(to o zdjęciu obok, tylko z moim wózkiem – mr m.) 
jak ze scen wypędzania Niemców czy z bombardowanego Londynu. Wspólna Europa. Skąd brało się wózki w czasach, gdy wszystkiego brakowało? Kto to zbada.
Państwo Nikt…” str. 198

Pamięć potrzebuje namacalności rzeczy, ponieważ bez niej zniknęłaby bez śladu. Ta myśl Hanny Arendt kieruje nas w stronę rozmaitych obiektów

Marcin Zaborski „Droga, brama, szczelina. »Przejście« jako element symboliczny we współczesnych pomnikach i miejscach pamięci” (2011)

Albowiem pamięć – która jest tylko jednym, aczkolwiek jednym z naj­ważniejszych elementów myślenia – poza uprzednio ustalonym porządkiem rzeczy jest bezradna, a umysł ludzki tylko w niesłychanie rzadkich wypadkach zdolny jest do zapamiętania czegoś, co stoi absolutnie poza jakimkolwiek kontekstem.

Hannah Arendt „Między czasem minionym a przeszłym” (1983)

Detale więc zostają. Namacalne? Nie, nasze już nie: wózki na fotografii tylko. Jednak to kontekst jakiś. Nie taki, gdy mamy przedmioty, ale. Ale kogo one dziś interesują, gdy bodźców nadmiar. Za dużo: zdjęć, pamiątek, mebli, wazoników, kontekstów. Kto trzyma stare wózki. Wyrzucisz / zapomnisz.

A więc o nich chwilę.

Po wojnie rodzinną tradycję produkowania wózków kontynuowali synowie Antoniego Głębockiego Kazimierz, Eugeniusz i Jan. Ten ostatni prowadził firmę przy ul. Warszawskiej 365. (…) Firma Jana Glębockiego przetrwala do 1950 r. Wówczas została przejęta pod przymusowy zarząd Częstochowskich Powiatowych Zakładów Przemysłu Terenowego. W swojej bylej firmie Jan spędził jeszcze dwa miesiące, jednak wkrótce zrezygnował z posady ze względu na bardzo nerwową atmosferę panującą w zakladzie. Podjął pracę jako kierownik techniczny Wytwórni Wózków Dziecięcych i Lalkowych  pod dawną nazwą „L. Ciurzyński”…
Iwona Janeczek-Żak „Branża Dziecięca” (2011)

„Nerwowa atmosfera”, uroczy eufemizm. Nacjonalizacja, detal z Częstochowy. Są lata 50. nie zapominajmy. Ktoś tu mówił o kontekście?

W grudniu 1951 żenię się z Barbarą Zawisławską, córką robotnika, kandydatem PZPR. 27 września 1952 r. rodzi mi się syn, Mirosław. W lipcu 1953 jestem uczestnikiem kursu dla Kandydatów na Organizatorów Katedr Marksizmu-Leninizmu w Orłowie…
(z życiorysu Zbigniewa, brudnopis z 1953 r. w: „Podróż do środka…” str. 115)

Ot, baza i nadbudowa: wózek dziejów – i jego pasażerowie.

I tak można długo. Łatwo dziś opisywać, prawda? Układać. Odwieczne biblioteki w domu, pod ręką: na monitorze. Dla każdego. A bo są i – skoro o komuniźmie – schody odeskie, spadający z nich wózek dwukrotnego laureata nagród stalinowskich Eisensteina (bardzo elegancki zresztą, zdobycz rewolucyjna), później (nieco już archaiczne) Zbigniewa Rybczyńskiego… I kogo tam jeszcze.

Sam artysta (Rybczyński – mr m.) mówi, że ta kolaboracja z przeszłością, „wejście” do filmu Eisensteina (…) było dla niego najbardziej fascynującym przeżyciem.
Piotr Zamojski „»Schody« jako audiowizualny palimpsest” (2011)

Jako i te błahe fotki z bieda-wózkami – dla nas. Świat jako nieustające źródło cytatów (o nas).

Staczający się w dół wózek z niemowlęciem wywołuje bowiem na widzu większe wrażenie niż śmierć tysięcy. (…) Owa mistrzowsko skomponowana sekwencja ma tylko jedną wadę – nie posiada żadnego umotywowania w historii. Eisenstein wymyślił ową masakrę…
Agnieszka Czarkowska-Krupa „Pancernik Potiomkin – arcydzieło radzieckiej propagandy” (2023)

Świat jako nieustające źródło cytatów nie zawsze prawdziwych.
mr m.

Annopol (1933-44)

młody Zbyszek Makowski, w tle Annopol, fotograf NN, może ojciec Czesław?

Udało mi się wreszcie ustalić (choć byłem prawie pewien), że to Annopol, baraki. I to rok 1942, przed może. Więcej szczegółów tam. A widok z góry całego osiedla można zobaczyć w serwisie „Fundacji 1939”, zakładka FOTOPLAN. Tam też zdjęcie budynku szkoły, w której (najprawdopodobniej) ZbM zaczął naukę. (Ale może to była inna szkoła, też na Annopolu?)

Polecam też „Pelcowiznę”, starszy wpis, ale może pokazuje kontekst. Oraz plan Warszawy z tego czasu (1938) dla orientacji (link).
mr m.
(2025)

(aktualizacja kolejna)
Dostałem mail, daję prawie cały, bo sporo uzupełniający.

Cieszę się, że dzięki naszemu portalowi udało się Panu potwierdzić lokalizację wykonania zdjęcia Ojca. Faktycznie w tle widać budynek stojący na środku pl. Annopolskiego, a fotografia moim zdaniem może być wykonana w okolicach drewnianego budynku szkoły.
Tydzień temu udało nam się znacznie rozbudować opis całego osiedla, więc zapraszam do obejrzenia dodatkowych zdjęć albo z poziomu fotoplanu, albo poprzez ostatnią aktualizację.
Odnośnie szkoły, w której uczył się Pana Ojciec – Potencjalnie w grę wchodzi jeszcze trzeci budynek – istniejący po dziś dzień pod adresem Toruńska 23. Niestety nie potrafię powiedzieć czy on zdążył w ogóle funkcjonować jako szkoła przed, lub w czasie okupacji. Jako rok budowy podaje się 1939 r. więc istnieje też prawdopodobieństwo, że lekcje miały się w nim rozpocząć we wrześniu 1939, ale wybuchła wojna, a potem w czasie okupacji mógł być użytkowany inaczej niż szkoła. (…)
Ryszard Mączewski

Pierwotny projekt północnej części osiedla;
źródło: „Budownictwo mieszkaniowe 1924-28

CIEKAWOSTKI
Jest praca: Elżbieta Wierzbicka-Piotrowska „Bezdomne nazwy. Rozważania onomastyczne na przykładzie losów nazw miejscowych północnych terenów Warszawy spisanych przez Henryka Friedricha w 1933 roku” (2018);
o nazwach lokalnych z tamtych okolic Warszawy; niestety Annopol pojawia się w niej tylko incydentalnie.
m.

Dwa nowe portrety rodzinne (2022)

Oczywiście nadal rodziny Zawisławskich. A namalowała je Marta Cwujdzińska, znakomicie – i oba inaczej. I nadal z tego samego zdjęcia malowane: „Foto Tęcza”. Już oprawione, wcześniej nawet niż poprzednie, oba, w pracowni tutejszej we Wrzeszczu: Majstol, polecam. Zobaczymy, co kiedyś z tej galerii (no, prawie) powstanie…
mr m.

Recepta (1953)

W sumie: banalna. Niewiele z niej można wyczytać: że czasem chorowałem. Tylko?

Maria Cywińska-Łyskawińska ps. Jolanta, lekarz-pediatra. W Powstaniu: komendant PS Nr 115 Żoliborz, przy ul. Mickiewicza 34, Lekarz Naczelny sanitariatu I Rejonu Obwodu II

Pani doktor – urodzona w Kijowie (1895) – była związana z Żoliborzem jeszcze przed wojną. Przyjmowała przy ul. Krechowieckiej 6, niedaleko od domu, Kolonii raczej – gdzie mieszkali moi dziadkowie. Może już wtedy mała Barbara bywała u niej? Spekulacje. Później (1939) przy ul. Żelaznej, jakby kto chciał śledzić.

Ale jej życiorys połączył się przede wszystkim z tą tak zwaną Twierdzą Zmartwychwstanek, budynkiem, który i mnie się w pamięć wrył, o mej matce nawet nie wspominając. Pani Maria organizowała tam szpital powstańczy…

Iwona Olicka „Biruta”: Przysięgę dopiero w trakcie Powstania [składałam] i zostałam osobistą łączniczką doktor Cywińskiej, żoliborska lekarka, Łyskawińska-Cywińska, pseudonim „Jolanta.” Musiałam się u niej meldować co parę dni i ona mi różne zlecała zajęcia.

Jak kto chce: jest trochę literatury – np. Agata Puścikowska „Siostry z powstania. Nieznane historie kobiet walczących o Warszawę” (2020), albo Stanisław Bayer „Służba zdrowia Warszawy w walce z okupantem 1939-1945”, (1985).

A zmarła w 1989 roku, mogłem ją znać, nie pamiętam. I to piękne, czytelne pismo…
mr m.

Ciocia Binia i Miron Białoszewski

Niewiele łączy mą ciocię, Albinę Frączek (z d. Hałas) i wybitnego warszawskiego pisarza; jedynie dom, w którym zaraz po wojnie mieszkali. Tak wynika z Kennkarty mej cioci – i z życiorysu Białoszewskiego. (Kennkarty funkcjonowały jeszcze i po wojnie jako tymczasowe dokumenty tożsamości.) I nie, nie idzie o sławny (czy osławiony) dom przy Chłodnej 40; to też znana – i też ze współczesnych problemów z warszawską reprywatyzacją – kamienica przy Poznańskiej 37.

Ludzie, posłania, pokoje nabite cielskami ciasno, piętra, antresole, poddasza, wykusze łączyły się nocami chrapaniami, falowniami. Obrzydzenie narastało we mnie przeciw tym puszkom w potach, plastrom, piętrówkom. Uciekałem z domu. (…) Próbowałem spać w trawie na Młocinach.

Miron Białoszewski „Szumy, zlepy…” (Wyd. PIW, 2014; str. 111)

Czy się z poetą znali? Może, ale w „Szumach…” niczego nie znajduję, nawet lekko aluzyjnego. A niby dlaczego coś miałoby być? Obce światy. Ale czy mijali się na schodach? Zabawnie jest o tym myśleć, te teatry codzienności.
A może – akurat, gdy on się wprowadził – ona już tam nie mieszkała, nie mam sił sprawdzać. Zresztą: po co?
(Tak, mieszkali obok siebie: ona – od października 1946; do …? On w latach 1945–1958, dziś tak prosto wiedzieć.)

Ciocia Binia: nikt. Żyła samotnie – oczywiście już po wojnie, po historii ze ślubem, historii, której nikt nie chce ode mnie usłyszeć (a rozmawiałem już z kilkoma instytucjami, z dyrektorami nawet).
Tak, bywali jacyś panowie, mam na zdjęciu jednego, w opowieściach rodzinnych też coś słyszałem. Lecz chyba nikt na dłużej. Emocje wypalone? Może, choć miała i psy, jamniki. Uczucie zastępcze.

Tu, na zdjęciach – dostaje jakiś poważny order, nie rozpoznaję. Krzyż, widać w powiększeniu, może to krzyż zasługi? Coś mi się w głowie kotłuje, że to było Ministerstwo Żeglugi… Jest rok 1958, 21 lipca, wiadomo.

Ciocia Binia, kolejna, choć mało dramatyczna (?) ofiara wojny: ta ofiarowała jej samotność w PRL-u. A też jakąś karierę urzędniczą. No i adresy warszawskie: pamiętam mieszkanie na parterze ze współlokatorem – przy Nowogrodzkiej 7/9, dziś to „centrum reklamy” – który wywoływał w łazience filmy czarno-białe. To pierwsze negatywy, które widziałem jeszcze mokre: magia. (Lecz też i obrzydzenie jednak: łazieneczka była ciasna, stale wilgotna, chyba jakieś pieluchy dziecięce, dziecka lokatora? Kto jeszcze pamięta pieluchy z tetry, do prania, gotowania?)
Później, skoro już wędrujemy z ciocią, samodzielna kawalerka przy Żurawiej bodaj? Też nieduża. Warszawa, miasto za ciasne.

I były jeszcze te cykliczne, rytualne kłótnie z moją matką, tak często opisywane w Barbary notatnikach. I to już chyba wszystko. Nic, nawet szumu.
mr m.

Festiwal, 1955.

Przeszłość to ludzie: banał. Ale przeszłość to też formułki, historia rerum gestarum – i życiorysy ludzi ważnych. O nieważnych nie warto pisać, to zwycięzcy opowiadają, to oni tworzą przeszłość.
Napisaliśmy z kolegą książkę o festiwalach (i nie tylko). Mała (416 stron) ale dużo czasów (1955-2021), nie da się wszystkiego. (A przeszłość – to wszystko, res gestae przecież: banały.)
Jest tam i rozdział o V Światowym Festiwalu Młodzieży i Studentów, z konieczności ogólny – choć spisujemy i nowe relacje tych kilku osób (Marzanna de Latour, Zbigniew Makowski…), do których udało się dotrzeć.

Powiedziałam ojcu, że owszem, pojadę z nim na festiwal, tylko pod warunkiem, że kupi mi tę torebkę koloru czerwonego. A że zawsze spełniał każdą moją zachciankę i tym razem zgodził się bez wahania. Torebkę kupiliśmy już w Warszawie. To zdjęcie, na którym ją trzymam i siedzę obok czarnoskórego mężczyzny było pomysłem ojca. Chciał mi uświadomić, że świat jest wielobarwny i wielokulturowy. Ale mi ta codzienna szarość nie przeszkadzała, ona mnie ubodła znacznie później

Marzanna de Latour, w: Koniec festiwali…” str. 40

Byli młodzi, niekiedy to dzieci nawet. Do osób, które patrzyły na owo – ważne i gigantyczne – zdarzenie też „z dołu”, lecz nieco „doroślej” już nikt nigdy nie dotrze: nie żyją. Tak, są relacje oficjalne, mnóstwo zdjęć, są nawet raporty milicyjne. Ale czy to wystarczy?

Na czas trwania festiwalu wysiedlono z centrum Warszawy część „podejrzanych” i prostytutek, osób – jak to napisano w jednym z dzienników – o „gorszącym trybie życia”. (…) Delegatów na festiwal (z wyjątkiem etatowego aktywu ZMP) miano poddać sprawdzeniu w kartotece operacyjnej z wykorzystaniem kart E-1533, głównie zaś osoby starające się o posadę tłumaczy festiwalowych (…).

(z raportów MO) „Koniec festiwali…” str. 28

Babcia moja, matka Zbigniewa, była przy festiwalu zatrudniona, czego do niedawna nie wiedziałem. Dziś żal, że nie spytałem, nie spisałem jej opowieści. (Zmarła w 1984 roku, już były magnetofony, pracowałem w prasie…)
Owszem: relacja Zbigniewa – młodego wtedy studenta ASP – jest ciekawa. Ale – poza wątkiem „Arsenału”, ten świeży – dość podobna do innych. „Było kolorowo, to było otwarcie…” A szczera, mniej oficjalna relacja pani magazynier, byłaby być może jedyna. I zapewne pełna realizmu socjalizmu. Babcia miała i poglądy, i zmysł obserwacji, i cięty język. Oraz pryncypialność ocen; czasem może nadmierną. Ale tu by się ona przydała.
Został mi tylko dyplom i legitymacja, kiedyś, przez kogoś starannie ukryte na dnie szafy: przecież trochę wstyd, prawda? Świat przez okno magazynu oglądany, proletariacki pogląd – na ideę… Kogo to obchodzi? Sztuka tylko, proszę Pań i Panów, zostaje – a reszta na śmietnik.
mr m.

Czesław Makowski (ok. 1894 – ok. 1943)

Dziadek ze strony ojca. Szukam informacji, mam niewiele, mój ojciec, Zbigniew, mocno go idealizował; i też ukrywał informacje o nim. Oraz o sobie, rodzinie czy nawet o tym, gdzie mieszkali… Niewiele wiem.

Urodzony ok. 1894, być może w Wyszogrodzie (Archiwum płockie, 50/169/0/-/135). To raczej ten: a jeśli: 3 marca 1919 kawaler lat 24 zawarł ślub ze Stefanią Szelągowską (z tego samego archiwum i aktu info; i wtedy jego, ich rodzice to Helena z Markiewiczów (a jej rodzice: Michał, Maryanna z d. Stankiewicz) i Antoni Makowski (rok 1882, akt nr 48; rodzice: Wojciech, Maryanna z d. Ciechanowska, parafia Lubowidz).
Mam też i akt ślubu Czesława, on rodzi pewne wątpliwości i niekiedy nie zgadza się z dopiskiem w akcie urodzenia z Archiwum Państwowego w Płocku (akt nr 135/1894 z Parafii Rzymskokatolickiej w Wyszogrodzie 1826-1921). Czesław ma mieć wg tego aktu „lat dwadzieścia cztery”, zaś Stefanii mama ma być „ze Stefaniaków”. Ktoś się gdzieś pomylił – tylko kto i gdzie? I tak w kółko…

Ale o tym, że ojciec Czesław pochodził z Wyszogrodu wspomina też i Zbigniew, gdzieś w książkach swych. (To kolekcja Wrocław? Nie pamiętam.)

Z moją babcią, matką Zbigniewa – ślubu z Czesławem nie mieli. Poprzedni ślub by to tłumaczył: rozwodów prawie nie było.
W (pełnym, a nie skróconym) akcie urodzenia Zbigniewa mam tylko: data urodzenia… 36 – co jest informacją o wieku Czesława; a nie datą. Ale też i tu wątpliwość: z którego roku – urodzin Zbigniewa (1930) czy zgłoszenia urodzin w Urzędzie (1931)? Nie wiem.

Aktu zgonu Czesława (1941? 1942? 1943?) nie mogę znaleźć, nie ma go w Wyszogrodzie (sprawdzono: 2024) a i w Archiwum USC w Warszawie też nie znaleźli (2019). Ponoć zmarł na zapalenie płuc, w Warszawie, w czasie okupacji – to informacja od Zbigniewa. W życiorysie, tym stworzonym przed przyjęciem do Akademii (1950) pisze, że jego ojciec zmarł w 1941, w późniejszych opowieściach mówił, że to rok 1943… I tak w kółko.

Miał (ponoć) brata: Marcel Makowski, (może to ten: ur. w 1900 roku, Wolanów, księga UMZ-1900, akt nr 5, imiona rodziców się zgadzają, tylko nazwisko panieńskie matki – inne). To informacja z rozmów ze Zbigniewem; np. w: Agnieszka Kuczyńska, Krzysztof Cichoń: „Wąski Dunaj No. 5”, wyd. Atlas Sztuki, ISBN: 83-919506-5-4 (2008).

Na wiosnę 39 roku przyjechał brat mojego ojca, Marcel, był już prawie Francuzem, po wojnie bolszewickiej wyjechał do Francji i został. Siedzimy przy stole – on, ojciec, mama i ja. I on mówi do swojego brata: „Czesław, jak was Niemcy zaatakują, to utrzymacie się miesiąc. Jak bolszewik ruszy z drugiej strony to dwa tygodnie. Bierz żonę, bierz syna i jedź do mnie do Francji”.
A ojciec mial usposobienie lodowate. To przecież rodzony brat. On go na rękach wyniósł ciężko rannego pod Radzyminem. Wziął go na ręce, poleciał do polowego lazaretu: ratujcie go! I tak dalej. Stryj wyszedł z tego. Wsadzili mu te wątpia do środka, dziurę zaszyli, wyjechał potem do Francji.
Ojciec nawet słowa nie powiedział na temat tego wyjazdu. Święty obowiązek. Ani słowa.

Wąski Dunaj…” str. 176

Dodam, bo muszę: ile jest w tym opisie literatury, a ile faktów – nie wiem. To relacja dziewięciolatka – który opowiada coś sprzed ponad siedemdziesięciu lat…

Mam też miniaturkę jego orderu Virtuti Militari (korekta: nie VM a medalu „Polska Swemu Obrońcy, poprawił mnie kolega z instagrama, ta Sieć… ) – mocno jest zardzewiała. To była tania produkcja, dużo wtedy tych orderów przyznano, było za co… Na cząstkowej liście odznaczonych tym medalem (wikipedia) Czesława nie ma. Przy okazji: na – niepełnej – liście przyznanych krzyży VM jest dwóch Czesławów Makowskich – jeden to 01 DAK; order V kl. za lata 1918-20; drugi to 11 PPL (Pułk Piechoty Liniowej nie istniał już chyba…); też order V kl. i też za lata 1918-20. Obaj w stopniu majora: czy to któryś z nich? Raczej nie, ale…

Informacje, dotyczące pracy dziadka – podawane przez Zbigniewa, w książce wyżej i w rozmowach, nielicznych – nie bardzo zdają mi się wiarygodne. Jedyne, co widzę, to z tego zdjęcia wyżej: „Wod. i Kan. m. st. Warszawy” – czyli zapewne popularne „Filtry” przy pl. Starynkiewicza 5.

Tyle mogę ustalić. Żal, że z babcią nie rozmawiałem więcej – ale byłem za głupi. Za bardzo zajęty teraźniejszością.
mr m.

Zdjęcia od legitymacji

Różnych. I z różnych powodów odrywane, czasem to jedyne – lub nieliczne – zdjęcia, jakie nam zostały. Legitymacja nie wydawała się ważna, ot: coś było – i już nie ma. (Lub była ważna: za bardzo – i dlatego wyrzucona. Nie, nie w tych niżej przypadkach; ale znam takie.)
Oto kawałek przeszłości. A że mnie dziś – niekiedy, bo czasem mam tylko legitymację, bez zdjęcia – brakuje tych legitymacji? Tej wiedzy… Cóż.
Niżej kilka zdjęć legitymacyjnych mej babci Józefy. Pierwsze jeszcze z czasu wojny – zobaczmy pieczęcie (odciski).
Czy można z nich coś dziś wyczytać? Niewiele, nieco. Mam i legitymacyjne zdjęcia innych, nie tak jednak liczne – choć niektóre ciekawe („Pierwsza Pralnia Spółdzielcza” choćby). Kiedyś może.
mr m.

„Podróż…”

…już jest, to druga, może trzecia część całości – jeśli liczyć „Obok…” jako część tego samego świata Peerelu; tylko bardziej o nas, o mnie nieco… (A skoro trzecia to chyba ostatnia :–)
Cóż: ocenicie Państwo – lub nie.
Zapraszam.
mr m.

Najłatwiej datować fotografie…

…o czym już wielokrotnie wspominałem. Lecz nie tym razem.
Dziś: „Fotografja pospieszna” z Zakładu Fotografii Artystycznej  „MORO” – mieszczącego się zresztą w kamienicy, w której urodziła się Maria Skłodowska-Curie.

(…) Idzie o „pospieszną fotografię”, tu jako nazwa czy opis zakładu – por. np. opisy innego zdjęcia. (…) Termin „pospieszna fotografia” występuje np. u Bolesława Prusa…

Pierwsza Pralnia Spółdzielcza


Kto jest na zdjęciu? Nie mam pojęcia… To „cienie zapomnianych przodków” – uwielbiam ten tytuł (i film) Siergieja Paradżanowa.
Ale było w drugim albumie babci Józefy, rodzina więc.
W dodatku informacji o atelier „MORO” nie znajduję w cennym „Leksykonie fotografów warszawskich” ani w „Leksykonie fotografów”, dziwne. Z poszukiwań autora strony mogę wywnioskować, iż stempel, który mam ja (wcześniejszy, sądząc po n-rze: 1524) i on (3609), jest sporo sprzed roku 1936 (zdjęcie nr 6965); wtedy zresztą był już inny.
Jak szybko przyrastało archiwum? Nie wiem oczywiście.
Był wcześniej, na początku XX wieku, zakład „MORO” – lecz na Nowym Świecie 43; jako filia innego – wspominają w opisach zdjęć Krystyna Lejko i Jolanta Niklewska w albumie „Warszawa na starej fotografii” (PWN, 1978). Był w latach 20. zakład fotograficzny „MORO”, w Siedlcach – pisze o tym Sławomir Kordaczuk w: „Fotografowie działający w Siedlcach w latach 1866–1945” – tekst w: „NIEPODLEGŁOŚĆ I PAMIĘĆ”, 2016, nr 2 (54). Ale czy to ten: tylko przeprowadził się do Warszawy? Albo zakład z Nowego Światu się usamodzielnił? Spekulacje.
Rewers tego zdjęcia był zaklejony (co widać na skanie drugim), już ktoś przede mną (mój ojciec może?) usiłował odkleić, ale zrezygnował. Dopiero mój upór objawił fotografa – i nic więcej…

Może pomogłaby analiza strojów pań – i dziecka? Ale to dziedzina mi obca, widzę tylko, że nie są to raczej lata 30.

Ale mam i inny stempel zakładu „MORO”, z powiedzmy – połowy lat 20. Czy tego samego? Adres się zgadza. No i osobę na fotografii jednak poznaję, to siostra mej babci, młodsza: Anna Rudnicka urodziła się 29 IV 1905 roku (zmarła 30 V 1980 w Warszawie). A na zdjęciu może mieć, powiedzmy, dwadzieścia lat; byłby to więc rok 1925, z dużym zapasem… I choć data na zdjęciu jest ucięta – to raczej jednak „2” – a nie jedynka czy trójka. Mamy już jakieś daty graniczne – nasz pierwszy stemple musi być wcześniejszy.
No i stroje już są inne, to nawet ja widzę.
mr m.

Uaktualnienie:
a oto inne zdjęcie siostry Anny, tym razem już datowane dokładnie – 10 VII 1926 r. Może nieco późniejsze. No i inny papier (może i zakład?): „Foto BAYER”.
mr m.

„Barbórka”

Dziś, z okazji górniczego Święta – oraz imienin Barbary – zdjęcie, które co prawda już było w książce, ale tu z innej kopii. A to ma w dodatku precyzyjne datowanie z tyłu, warto. No i ta „Barbórka” – od dziecka czułem się dzięki niej – trochę górnikiem; stąd pewnie ta moja miłość do Ślunska…
mr m.

NN, Nowe Brudno

Tak właśnie zapisane: „Nowe Brudno”. I nie wiem, kto to – choć zdjęcie było w najstarszym, najcenniejszym albumiku babci Józefy, najściślejsza rodzina. (Może to jej dziadek, mój prapradziadek Ludwik Rudnicki, ojciec Władysława, który ponoć – tak zapisał w notatkach swych mój kuzyn Jacek Doniewski – miał trzy żony i szesnaścioro dzieci? Spekulacje.)

A więcej zdjęć tego albumu – tam.

Osada Nowe Bródno powstała na piaszczystych polach na zachód od Starego Bródna, po wybudowaniu w 1877 Kolei Nadwiślańskiej i uruchomieniu stacji Praga (obecnie Warszawa-Praga).  (…)
8 kwietnia 1916 generał-gubernator Hans Hartwig von Beseler wydał rozporządzenie włączające do Warszawy (od 1 kwietnia 1916) przedmieścia Pelcowizna, Ustronie, Nowe Brudno, Targówek i Utrata z gminy Bródno.

(wikipedia, a tam linki – jeden do książki Witolda Prussa (1943-2005), naszego opiekuna roku na studiach, zabawne; historyka od gospodarki, Warszawy i od statystyki – mr m.)

Ale zdjęcie pochodzi raczej z początków XX. Na Bródnie było wtedy kilku fotografów. O tym – niewiele wiemy, nawet na znakomitej stronie „Leksykon fotografów warszawskich” nie dowiemy się nic. W korespondencji z Autorem strony uzyskałem jednak nieco informacji o tej fotografii:

Papier ma na odwrocie delikatną liniaturę pocztówkową, a zatem zdjęcie spokojnie można datować po roku 1900, bo dopiero wówczas pojawił się taki na rynku. Jego popularność zaczyna się około 1915 roku, wcześniej fotografie wykonuje się przede wszystkim na kartonikach z winietami. Przesunąłbym granice datowania na lata około 1910-1918.

Leksykon

A więc może to jednak pradziadek, po (nielegalnym) powrocie z Syberii? Zmarł w 1915, to by się zgadzało. Ale na zdjęciu widzimy kogoś (chyba) starszego, pradziadek urodził się w 1878 roku, miałby tu więc lat trzydzieści parę, prawie czterdzieści. Chyba niemożliwe. Choć twarz podobna, szczupła. Może to tamte przejścia z zesłania?

Moja babcia wyrastała w domu o tradycjach z PPS. Mam tylko luźne notatki z rozmów, połowa lat 70. O pradziadku. „Władysław Rudnicki, aresztowany w 1907 r. w hucie szkła na Pelcowiźnie. Skazany na zsyłkę, wysłany. (…) Kozacy otoczyli hutę i aresztowali wszystkich. Proces, zsyłka, powrót (nielegalny). Umarł w 1915 w szpitalu św. Ducha (…)

Państwo Nikt…” str. 354

Kiedyś jeszcze coś napiszę o tamtych – i innych – okolicach przemysłowych suburbiów, warto.

Zakończenie budowy linii obwodowej w 1877 r. miało decydujący wpływ na ukształtowanie się warszawskiego węzła kolejowego. Równocześnie z budową linii obwodowej prowadzono prace przy nowo utworzonej kolei Nadwiślańskiej, przecinała ona w poprzek: Targówek, Bródno, Nową Pragę i Pelcowiznę.

Witold Pruss „Rozwój przemysłu warszawskiego w latach 1864-1914”, PWN (1977)


Zaś ul. Palestyńska istnieje nadal, za cmentarzem Bródnowskim. Ale to już raczej szczątki urbanistyki tamtej – kolej, przemysł – zmieniły ten obszar, zmienił się nieco układ ulic… No i wygląd, wiadomo. A jeszcze w czasie II WW było – zapewne – jak kiedyś. Sporo znajdziemy w f-booku, jest strona: „Targówek Bródno Zacisze”, bardzo fajnie prowadzona.

Są w książce wątki, związane z postaciami dziadka mej babci Józefy, również jej ojca – ale dość marginalne, szkoda.

Przy okazji, choć już nieco było: babcia Józefa, może Zbigniew, wspominali, że ten mocno eksponowany w PRL obraz, nazywany niekiedy i niewłaściwie „Dzierżyński na czele demonstracji na placu Bankowym” (…) przedstawia nie Feliksa Dzierżyńskiego, a mego pradziadka Władysława. Może. Jakieś zdjęcie może było, kiedyś… Ale czy to porównanie z „Krwawym psem rewolucji” nie byłoby dla rodziny kompromitujące? Dość żartów.

Państwo Nikt” str. 355

Przeszłość: gdy się o nią nie zapytamy w odpowiedniej chwili – później będzie już za późno, nie ma kogo.
mr m.

Rocznica śmierci (1945)

Wacława Zawisławskiego, naszego wspólnego dziadka. To też zdjęcia z archiwum Krystyny Gaëtan-Gilewskiej; zaś wpis mej ciotki Hanki, już wtedy Gilewskiej – w kalendarzu, z datą 6 sierpnia 1945 roku. To pierwsza rocznica śmierci i jej też ojca (Barbara i Hanka miały jednak różne matki), zobaczmy dopisek na marginesie.
Zwróćmy też uwagę na język: to ciekawe, że w tamtych latach ktoś tak robił notatki, osobiste przecież, nie na pokaz. Tu wojna, ruiny, wymarły jeszcze Wrocław… I ten język: poszukiwanie kultury wysokiej?
mr m.

ps.
A oto relacja Barbary, z książki.

Ojciec zginął. Zginął banalnie, ale wszystko co robiliśmy w tych czasach było banalne i jednocześnie heroiczne. W domu ktoś przyniósł wiadomość, że zbliżają się Ukraińcy. (…) Ojciec udał się na najwyższe piętro do naszego mieszkania. Nosił okulary i w ten cichy, świąteczny i dla Niemców dzień [święto Przemienienia Pańskiego – mr m.] jedyny strzał armatni wystrzelony pewnie z nudów przez jakiegoś żołnierza trafił w nasze okno. Trafił właściwie obok i ojciec prawdopodobnie stojący w tym oknie pozostał bez głowy. Spadła prawie cała z czwartego piętra.
Państwo Nikt…” str. 107-108

Stanisław, masarz z Woli

Miałem tylko to zdjęcie „ślubne” i kilka słów relacji Barbary, już w XXI wieku spisanych, na odwrocie. To ślub „wujka Stacha”, brata mej babci Wiktorii, słyszałem, że zabity na Majdanku. Stanisław Hałas, ur. 6 IV 1904 w Nowym Mieście n. Pilicą; zm. 27 III 1943 w „KL Majdanek”, ponoć na „ostry katar jelit” (?). Syn Józefy z d. Osiejewskiej¹ i Franciszka Hałasa, mych pradziadków. Rzeźnik czy też masarz z Woli. Mieszkał (…? może to był zakład…) przy ul. Młynarskiej, nr 21; później żona, Marianna – przy ul. Gibalskiego 1/32. Samo serce Woli, Młynów a konkretnie tzw. Gibalak², okolica malownicza, acz niekiedy trudna, również w czasie wojny.
A „wuj” Stanisław? Ponoć wcześniej, przed Majdankiem, trzymany na Pawiaku: możliwe, typowe. To informacja ze strony „Straty osobowe i ofiary represji pod okupacją niemiecką (wyszukiwarka). Z Muzeum Pawiaka dostałem informację, iż …w pracy Reginy Domańskiej „Pawiak. Więzienie gestapo…” (KiW, 1978) Stanisław Hałas jest wymieniany jako jedna z osób wywiezionych na Majdanek transportem z 25 marca 1943 roku.
Kim są pozostali? Nie wiem. Nie tylko tu.
czytaj dalej

„Marynarz warszawski”

A raczej jego listy. Mieczysław Frączek, st. marynarz, listy i kartki do mej „cioci” (dalekiej kuzynki Barbary), Albiny z d. Hałas, warszawianki. Listy, zdjęcia, zaproszenie na ich ślub – 9 lipca 1939, kościół św. Stanisława, ul. Bema 73, Warszawa.

Fascynujące listy, sprzed wojny (1934 rok, Gdynia) też, lecz głównie z obozu. Kriegsgefangenenpost. Duży zbiór, przypadkiem ocalały. Wart większego opracowania, ktoś chętny?
mr m.

Państwo Nikt…” (ciocia Binia, Albina Frączek) s. 40, 228, 333, 371, 398-399, 400, 402-404; („Marynarz”) s. 120

czytaj dalej

Wacław Zawisławski (1883-1944)

Dziadek, ojciec Barbary. Syn Ludwika i Katarzyny (z d. Niewiadomska). Murarz, inwalida wojenny (ok. 1915). W związku (konkubinat) z Wiktorią Ryszkowską, matką Barbary. Woźny w Banku PKO, później własna budka z papierosami przy pl. Krasińskich (którą chyba widać na tym zdjęciu, chyba przedwojennym, jakoś przed / tuż po odsłonięciu pomnika w 1936 roku zrobionym, choć gdzieniegdzie opisywanym „rok 1942” – ale to raczej niemożliwe: dom po lewej ucierpiał w 1939.
mr m. czytaj dalej

„Nasz Dom”

W tej galerii znajdują się 2 zdjęcia.

Z życiorysu Barbary: Po powrocie do kraju podjęłam naukę w szkole RTPD na Żoliborzu, pozostając na całkowitym utrzymaniu Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. W roku 1947, z internatu przy szkole przeszłam do Ośrodka Wychowawczego TPD „Nasz Dom” na Bielanach, gdzie pozostawałam do dnia 1 III 1950 r. czytaj dalej