„Chiński drzeworyt rewolucyjny” (1951)

Po Zbigniewie, gdy się od nas wyprowadził (1956), zostało nieco książek – dziwnych. Takich, których już zapewne nie potrzebował. Trochę o sztuce, głównie socrealistycznej. Nieco niemieckich. Oglądałem je wiele razy – i nawet nie ze względu na niego – choć może: nie pamiętam. Za to z fascynacją. I jakąś… Jakimś dziwnym uczuciem, trudno mi to – jednym słowem. Ich estetyka była tak inna, dziwna, obca…
Dziś kilka kartek z jednego tylko przykładu, za to formalnie ciekawego. W książce, już bez okładki, gdzieś przepadła, są bowiem i drzeworyty wprost propagandowe, w manierze moskiewskiego socrealizmu – oraz produkcje, stylizowane na sztukę ludową. Te są ciekawsze, dziś.
Całość mnie nadal bawi; szczególnie, gdy ponurość kontekstu, tamten duch czasów – uleciał. Ot, pamiątka: część życia jego, Zbigniewa (krótka) – i mego (dłuższa).
No i są one też trochę jak Test Rorschacha, mój prywatny. Ot, na tym górnym (i lewym obrazku na nim) – zawsze widziałem głowę krowy… Cóż: ta psychoanaliza.
mr m.

„Młodości mojej niebo i tortury…”

Ten krótki moment w życiu Barbary: już poza domem dziecka, jeszcze nie żona i matka. Proste radości, jacyś znajomi, flirty – to nic, że wszyscy na tych nielicznych zdjęciach wyglądają starzej, niż są: pokolenie wojny przecież. (Barbara ma tu prawie dokładnie 20 i pół roku.)
Kto to? Mam jakieś drobiazgi, tak je opisałem w „Państwie Nikt…”

(Barbara) …i poznanie pierwszego chłopca, który poważnie chciał ułożyć sobie ze mną życie. Był przystojny, pracowity i uładzony. Nie kochałam go zapewne, ale było mi dobrze w jego obecności. Przypadkowy spotkany kolega z kolonii letniej, jedynej w której po wojnie uczestniczyłam (i skreślone: nie jako opiekunka), student I roku ASP przetrzymał Adama (i skreślone, nadpisane: Janusza).
W tym akapicie zresztą sporo skreśleń. Mam jakieś zdjęcie¹, ona z nieznanym mi, młodym człowiekiem. Z tyłu napis: „Basi” i jej opis „Krynica 1951 grudzień”. To „grudzień” skreślone. Na zdjęciu zima i śnieg. Czy skreślone dlatego, aby Zbigniewowi nie dawać argumentów do – późniejszej – sprawy rozwodowej? Nie dowiemy się. Urodziłem się dziewięć… Nie: jednak dziesięć miesięcy później.
Pragnęłam domu, pragnęłam stabilizacji…

„Państwo Nikt…” str. 194

Po wskanowaniu nowych zdjęć zobaczyłem jednak, iż się pomyliłem w książce; ja – lub ona, w opisie? Oraz, jeśli to ja – to okrutnie rzecz nadinterpretowałem. To grudzień 1950 roku jednak; a nie – rok później. Cóż…
Czy któryś z nich na zdjęciach – to ów Janusz vel Adam? Nie wiem. I już się nie dowiem.
Zwróćmy też uwagę na detal skanu, owo: „Z.S.R.R.” – w tle zdjęcia z Barbarą. Takie promieniowanie tła.
mr m.

¹ – ale inne, niż to na dole; zob. też uwaga dot. datowania (nie 1951 a 1950)

Walka z analfabetyzmem…

…czyli tzw. Dni Oświaty, Książki i Prasy. Ciekawe, choć marginalne wspomnienia – ja ze Zbigniewem. Mnóstwo sławnych ludzi, wszyscy (tak mi się wydawało) to jego znajomi… Lubiłem to.

Poza kwestią popularyzacji książki i upowszechnienia oświaty, intencją nowego święta, jak już wspomniano, było połączenie dwóch rocznic: święta robotniczego Pierwszego Maja oraz rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja i „neutralizacja antagonizmów politycznych miedzy tymi datami”. Usiłowano zdeprecjonować „Święto Konstytucji” ze względu na jego przedwojenny rodowód i narodowy charakter konkurencyjny dla 22 lipca, rocznicy powstania Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, obchodzonego od 1945 r. jako „Święto Odrodzenia”. O ile w roku 1945 obchody trzeciomajowe, poprzez pochody i przemarsze, nawiązywały jeszcze do obrzędowości II Rzeczpospolitej, to w 1946 r. obawiano się antyrządowych wystąpień i wykorzystania uroczystości przez przedstawicieli Polskiego Stronnictwa Ludowego do zaprezentowania własnej siły i uzmysłowienia społeczeństwu, że opór wobec komunizmu ma szanse powodzenia. Zapobiec miało temu „neutralne” „Święto Oświaty”. 

      1. Wanda A. Ciszewska

    „Święto Oświaty” w świetle instrukcji z lat 1946–1949

czytaj dalej