W sumie: banalna. Niewiele z niej można wyczytać: że czasem chorowałem. Tylko?
Maria Cywińska-Łyskawińska ps. Jolanta, lekarz-pediatra. W Powstaniu: komendant PS Nr 115 Żoliborz, przy ul. Mickiewicza 34, Lekarz Naczelny sanitariatu I Rejonu Obwodu II
Pani doktor – urodzona w Kijowie (1895) – była związana z Żoliborzem jeszcze przed wojną. Przyjmowała przy ul. Krechowieckiej 6, niedaleko od domu, Kolonii raczej – gdzie mieszkali moi dziadkowie. Może już wtedy mała Barbara bywała u niej? Spekulacje. Później (1939) przy ul. Żelaznej, jakby kto chciał śledzić.
Ale jej życiorys połączył się przede wszystkim z tą tak zwaną Twierdzą Zmartwychwstanek, budynkiem, który i mnie się w pamięć wrył, o mej matce nawet nie wspominając. Pani Maria organizowała tam szpital powstańczy…
Iwona Olicka „Biruta”: Przysięgę dopiero w trakcie Powstania [składałam] i zostałam osobistą łączniczką doktor Cywińskiej, żoliborska lekarka, Łyskawińska-Cywińska, pseudonim „Jolanta.” Musiałam się u niej meldować co parę dni i ona mi różne zlecała zajęcia.
…moje. Czyli kartki, nadal. To znaczy: znałem dwie, jedną prawdziwą: babcię Józię – i jedną „przyszywaną” – tak o niej mówiła Barbara, ja mówiłem po prostu „babciu”. Czyli mą babcię Stasię. Ale były jeszcze dwie: jedna prawdziwa – babcia Wiktoria, nie znałem, nie mogłem. Oraz „babcia”, a raczej „przyszywana mama” matki mej, bo dla mnie jednak obca osoba, ledwo pamiętam mocno starszą panią w mieszkaniu w Alejach Ujazdowskich… Czyli Felicja Kobyłecka, w książce szczegółowo opisana w rozdziale „Ma”. Obca, jeśli oczywiście nie liczyć listów, które później przysyłała z Izraela, do którego wyemigrowała, zostawiając tu córkę Elżbietę, o której w liście i książce sporo – i wnuczkę Isię. Czyli moją „kuzynkę”, prawie siostrę.
Ojciec, Menachem Steinberg pochodził z Pułtuska, był chasydem. Matka Sura Ryfka z domu Alter pochodziła z Mławy. Rodzice byli bardzo religijni. Felicja była najstarszym dzieckiem w rodzinie, opiekowała się młodszym rodzeństwem, Kubą, Judą, Leą, Zaumenem Szylem, Beniaminem. Była śliczna, jasnopopielate włosy i niebieskie oczy. Poznała Polaka, Józefa Kobyłeckiego, ochrzciła się i wyszła za niego za mąż. Jej ojciec wyklął córkę. Miała dwoje dzieci, Elżbietę i o 4 lata młodszego Krzysztofa.
Listy z Izraela? Tak, sporo – i to w czasach (po 1968 roku szczególnie), gdy to nie było zbyt… Dobrze widziane, powiedzmy łagodnie. Ale nasz pan listonosz z ul. Broniewskiego w tych późnych latach 60. bardzo się z nami, ze mną „kolegował” – zapewne tylko z powodu znaczków, nieczęstych wtedy. Chętnie brał, dawaliśmy mu, żeby listy nie ginęły oczywiście. A że to „mama”? Dziwne? Nie bardzo: zaopiekowała się Barbarą jak córką, nawet chyba – sądzę – zanim odnałazła swoje dzieci po okupacji. I później też bardzo się o jej życie troszczyła. Także: są dwie mamy. Pierwsza ta prawdziwa: zobaczmy w liście Barbary: Poszłam do koleżanki mojej matki zmarłej… Czyli zapewne do którejś znajomej matki jeszcze z czasów tworzenia Pralni, domyślam się. Nie, raczej nie do Doroty Kłuszyńskiej (1876-1952), pani senator z PPS w II RP i aktywistki TPD po wojnie – która z kolei pomogła jej wcześniej w dostaniu się do Domu Dziecka; ta zmarła w 1952 roku właśnie, co prawda dopiero w listopadzie, ale. Nie ustalę, kto to. Oraz zobaczmy to drugie: Mama moja wyjechała na urlop… To „mama” z kartki, Felicja Kobyłecka właśnie. A i ona, jak widać, też się tak określała, gdy pisała do Barbary, tego nie wiedziałem. (Jak i tego, że Barbara mieszkała też w domu przy ul. Mickiewicza 18, tuż przed moim urodzeniem, ciekawe, u kogo?) Oto więc moje cztery babcie :–).
Ale ten list jest interesujący z bardzo wielu powodów: choćby dla życiorysu Zbigniewa, z czasów jego aktywności polityczno-społecznej na studiach. Oto kolejny dodatek, uzupełnienie tej drugiej książki. Ale też dla poznania realiów PRL we wczesnych latach 50. Oraz szczególnie informacji o WSM – a właściwie zasad (tu przydałby się cudzysłów jednak) przydzielania mieszkań po wojnie w tym WSM-ie; jakże innych w porównaniu z jasnymi, uczciwymi i prostymi regułami z przed wojny…
A „zlot” o którym pisze Barbara, że Zbigniew zrezygnował z pracy przy nim, a koledzy – nie? To pewnie:
Zlot Młodych Przodowników Budowniczych Polski Ludowej odbył się w dniach 20-22 lipca 1952 r. Poprzedzony licznymi imprezami – sztafety, konkursy itp. Na zlot przybyły delegacje 27 krajów. W kulminacyjnym momencie jakim był pochód przez Warszawę brało udział 200 000 uczestników.
Tak, zwykłe listy, kartki – a ile w nich dziejów (już prawie nie) najnowszych kraju. Oraz moje dwie nieznane babcie. mr m.
Był dla nas wszystkich trudny. Barbara często bywała (też i wcześniej, ale teraz prawie stale) w szpitalach, sanatoriach, jej życie z Edmundem nie kleiło się. Ja rosłem, zaczynałem mieć ambicje… Jedną z nich była fotografia – robiłem zdjęcia chętnie i wcześniej, czym się dało. Ale teraz często zabierałem Edmundowi jego, przywiezioną gdzieś z Niemiec (Zachodnich) „Reflektę II”. Zostało mi z tego niewiele zdjęć – ale jedno lubię: to właśnie. … Co tu dużo pisać? W książce o tym okresie – sporo… … Daty zdjęcia – nie pamiętam, to jakoś, ostrożnie licząc – może nawet rok 1968, najpóźniej 1969? Ale datowanie może być prostsze: na tym samym negatywie mam niby-autoportret – za szybą widać domy osiedla Zatrasie, (budowanego w latach 1962-68 właśnie). Są jeszcze nowe – nieotynkowane, tynkowano je jakoś rok, czy dwa po wybudowaniu… Ot, takie drobiazgi – ale sprzed już ponad pół wieku, zabawne. mr m.
Dwie fotografie: Wacław Zawisławski, jego córka, już wtedy sierota Barbara, jeszcze wtedy Zawisławska – oraz jeden rysunek z dedykacją: pierwszego męża Zbigniewa Makowskiego (przedstawiający oczywiście mnie). Wszystkie wysyłane do rodziny: to Gilewscy, najpierw do Iłży, później do Wrocławia już. Ojciec do córki, Barbara do najbliższej rodziny… Fotografia jako forma spotykania się.
Zwróćmy uwagę na zdjęcie Barbary: wysyła je i podkreśla, gdzie żyje: „internat”. Oraz na nazwę zakładu: „Foto Mary”, ul. Mickiewicza 56. Zakład był zapewne w willi na rogu ul. Mickiewicza i ul. Mścisławskiej (nazwa pojawia się gdzieniegdzie w innych archiwach). Oraz na jej strój, biedne, powojenne rzeczy…
Wszystkie skany: z archiwum Krystyny Gaëtan-Gilewskiej.
mr m.
Tzw. buźka to logo Fabryki Płyt i Papierów Fotograficznych „Alfa” w Bydgoszczy. Papierów z tego zakładu używano co najmniej¹ od 1932 roku i były w latach 30. XX wieku bardzo popularne i masowo używane.
…pisze mi niezastąpiony autor strony Leksykon fotografów warszawskich 1845-1945.
To klasa (ale czy jedna?) szkoły podstawowej. Nie wiem też, czy Barbary (ur. 1929) czy raczej Ryśka (ur. 1926), jeden z chłopców siedzących jest podobny (czwarty od prawej, siedzący w najniższym rzędzie), ale za mało mam zdjęć…
Oto ja, idę do przedszkola, ul. St. Wyspiańskiego. Zdjęcia niewiele dodają do opowieści, ale mogą zainteresować kogoś, dziejami Żoliborza pochłoniętego. Jest rok… Raczej 1957, może to mój pierwszy rok tam: może nawet 11 marca, „Dzień kobiet”?
Przez 55 lat funkcję kierownika a potem dyrektora przedszkola pełniło 5 osób, m.in. Lucyna Szulim…
Ale walczy. Matury zrobić nie mogła – nie chciała? Próbuje stanąć na nogach, już nie szczeniaczek. Była nawet radną na Żoliborzu. To później, legitymacja ważna od czerwca 1952 do grudnia 1954.
Nie pamiętam rodziny, nie mogę. Jakichś sąsiadów: postacie jak z albumu rodzinnego. To już IV Kolonia, mieszkańcy. Pani Halszka, starsza pani w tej lepszej, czteropiętrowej części, większe mieszkania. Nauczycielka, ponoć w AK bardzo dzielna – i jej siostra młodsza. W mieszkaniu z imponującą ilością książek i fotelem bujanym. Nie wiem, co mnie bardziej onieśmielało.
Może to Helena Walawska?
…
„Państwo Nikt…” str. 51
Starsza pani, przyjaciółka i trochę chyba mentorka Barbary. Działaczka WSM, jeszcze sprzed wojny. Jej relację z drogi do Lublina, przez linię frontu (to lipiec 1944), oraz z – dopiero co wyzwolonego – Majdanka (a właściwie KL Lublin Barbara przepisywała i (chyba) redagowała. Mam cały maszynopis, osiem pełnych stron i 11 wierszy na dziewiątej. A ten opis obozu jest… straszny. Zwyczajne piekło.
mr m. czytaj dalej
Zakład fryzjerski „Tadeusz”, właśc. Jan Zabost, Warszawa, ul. Słowackiego 27, (budynek Spółdz. „Zimowe Leże”). Zakład spłonął w czasie Powstania, gdy o budynek spółdzielni walczono intensywnie. Zostały tylko zeznania świadków – oraz ślad na ścianie po pożarze, na zdjęciu Karola Pęcherskiego (1949), linki niżej. Tam też szyld: bowiem po wojnie też był tam fryzjer (nowy właściciel?).
mr m. czytaj dalej