Udało mi się wreszcie ustalić (choć byłem prawie pewien), że to Annopol, baraki. I to rok 1942, przed może. Więcej szczegółów tam. A widok z góry całego osiedla można zobaczyć w serwisie „Fundacji 1939”, zakładka FOTOPLAN. Tam też zdjęcie budynku szkoły, w której (najprawdopodobniej) ZbM zaczął naukę. (Ale może to była inna szkoła, też na Annopolu?)
Polecam też „Pelcowiznę”, starszy wpis, ale może pokazuje kontekst. Oraz plan Warszawy z tego czasu (1938) dla orientacji (link). mr m. (2025)
(aktualizacja kolejna) Dostałem mail, daję prawie cały, bo sporo uzupełniający.
Cieszę się, że dzięki naszemu portalowi udało się Panu potwierdzić lokalizację wykonania zdjęcia Ojca. Faktycznie w tle widać budynek stojący na środku pl. Annopolskiego, a fotografia moim zdaniem może być wykonana w okolicach drewnianego budynku szkoły. Tydzień temu udało nam się znacznie rozbudować opis całego osiedla, więc zapraszam do obejrzenia dodatkowych zdjęć albo z poziomu fotoplanu, albo poprzez ostatnią aktualizację. Odnośnie szkoły, w której uczył się Pana Ojciec – Potencjalnie w grę wchodzi jeszcze trzeci budynek – istniejący po dziś dzień pod adresem Toruńska 23. Niestety nie potrafię powiedzieć czy on zdążył w ogóle funkcjonować jako szkoła przed, lub w czasie okupacji. Jako rok budowy podaje się 1939 r. więc istnieje też prawdopodobieństwo, że lekcje miały się w nim rozpocząć we wrześniu 1939, ale wybuchła wojna, a potem w czasie okupacji mógł być użytkowany inaczej niż szkoła. (…) Ryszard Mączewski
Oczywiście nadal rodziny Zawisławskich. A namalowała je Marta Cwujdzińska, znakomicie – i oba inaczej. I nadal z tego samego zdjęcia malowane: „Foto Tęcza”. Już oprawione, wcześniej nawet niż poprzednie, oba, w pracowni tutejszej we Wrzeszczu: Majstol, polecam. Zobaczymy, co kiedyś z tej galerii (no, prawie) powstanie… mr m.
Najpierw zachwycił mnie projekt domu. Pomyślałem: jest piękny, niedzisiejszy – oprawię go obie w ramę, powieszę…
projekt domu w Wołominie oraz inne dokumenty dot. budowyprojekt domu w Wołominie oraz inne dokumenty dot. budowy
Nie mam związków emocjonalnych z tym domem: nie mieszkałem w nim, nie mieszkałem też w Wołominie, na Pradze nawet. Tamta część miasta była mi obca. Oczywiście: studiuję przeszłość, każdą. Z zaangażowaniem: pamiętacie Boba Marley’a? Stale przypominam: nie zapominaj o swej historii… Ale Praga? Okolice? Czy to była Warszawa, przecież nie… (Choć kolega z naszego roku, późniejszy profesor UW i nawet jego rektor, prorektor? – by się pewnie ze mną nie zgodził, urodził się właśnie w Wołominie, pozdrawiam.)
Później pomyślałem: napiszę książkę. Pojadę tam, pogadam z ludźmi. O domu, o przeszłości, o tym, co dziś. Zaangażowany reportaż. A jeszcze chwilę póżniej: że to za trudne. I że może znów napiszę „z głowy”, znaczy: z sieci. I dorobię do tego ideologię. Taki konceptualizm. Później zacząłem skanować nieliczne zdjęcia. A bo to jest tak: moja babcia zmarła, w 1984 roku. A to była jej rodzina, Strosznajderowie (spotkałem też niedawno pisownię „Strohschneider”) – zresztą też z Kobieli Wielkich, jak mój pradziadek (oraz Wł.St. Reymont, choć on tam żył krótko). Tam jeszcze można znaleźć ślady rodzin Strosznajderów, i Rudnickich (m. in sześciu synów Ludwika Rudnickiego i Marianny Cieślik), i Kapiców, też ta linia… Z babcią za mało rozmawiałem o przeszłości, żal.
A Strosznajderowie? Jest tam więcej wątków i (chyba) ciekawych: ich dzieci – bodaj obaj bracia – wyemigrowały (w latach 30.? chyba wcześniej…) do Rosji – i tam zostały. Mieli rodziny, przeżyli Stalina – czy wszyscy? Nie wiem, mam jakieś zdjęcia z lat 30. właśnie – a póżniej z jakichś wizyt w Warszawie po 1956 roku. Niewiele wiem – bo mój ojciec i jego… Przeświadczenia, napiszmy łagodnie. Ale wizja tej (nawet naukowej, a co mi tam?) monografii domu, taki trochę Fernand Braudel i jego ziarnko zboża; a ogólniej: motyw „detalu” – oraz ta wielka Historia, przez ów detal do nas mówiąca – czyli perspektywa (metafora?) tak obficie później eksploatowana przez Henryka Samsonowicza i innych… To oczywiście reakcja: na nadmiar.
„Wyspa pingwinów” Anatola France’a zaczyna się od tego, że archiwariusz Tapir wchodzi do archiwum i ginie zasypany stosami fiszek. My trochę jesteśmy dziś jak ten Tapir zasypani nową literaturą, której nikt nie jest w stanie przerobić…
Oba pomysły – quasi-reportażu oraz rzetelnej pracy badawczej – wydały mi się równie atrakcyjne. Choć jednocześnie (i razem) niemożliwe do zrealizowania.
Później pojawił się koronawirus – i obrazy wycieczkowców: ludzie, zamknięci w luksusowym pudle. Atrakcyjne, ktoś już pewnie pisze o tym, film będzie… No i co ja mam do tego? Byłbym jak Koziołek Matołek: „poszedł szukać w wielkim świecie tego, co jest bardzo blisko…” Pomyślałem: Wołomin to taki wycieczkowiec: letniskowiec nawet.
Według spisu powszechnego z 1921 Wołomin zamieszkiwało 6248 mieszkańców z czego 3079 wołominian zadeklarowało żydowskie pochodzenie lub wyznanie mojżeszowe, poza tym mieszkało tu 475 Rosjan, głównie białych emigrantów, którzy uszli do Polski po zwycięstwie bolszewików w wojnie domowej, 77 Ukraińców, 9 Anglików, 9 Czechów, 1 Chorwat, 1 Łotysz, 1 Pers.
Czyli pudło z ludźmi, zamknięte i dryfujące w dziejach. A w tym pudle – pudełko, dom przy ul. Kościelnej 34. Później – jak to u mnie – pojawiła się Zofia Nałkowska. Czyli Hanna Kirchner z „Nikt…”, ostrzegająca, że jedne wątki – natychmioast uruchamiaja następne; a te – kolejne. I tak w nieskończoność (no, prawie). I wtedy zrozumiałem, że zostanę przy skanowaniu zdjęć i zapisywaniu pomysłów, tylko.
Ale zdjęcie domu-sklepu Strosznajderów w Wołominie jest piękne. Choć (zapewne) zrobione w dzień pogrzebu. Kogo? Nie wiem, może męża siostry mego pradziadka, Małgorzaty Rudnickiej, miała z nim (nieznany mi z imienia p. Jan Antoni Strosznajder) dwóch synów, może to chłopcy, stojący przy wdowie i księdzu… Reszty osób nie rozpoznaję. Cienie zapomnianych przodków, nic, tylko pisać. mr m.
Uaktualnienie (2022): właśnie ustaliłem, że ul. Kościelna nazywała się w latach 50. „ul. Stalina”, smutne w sumie. m.
…o czym już wielokrotnie wspominałem. Lecz nie tym razem. Dziś: „Fotografja pospieszna” z Zakładu Fotografii Artystycznej „MORO” – mieszczącego się zresztą w kamienicy, w której urodziła się Maria Skłodowska-Curie.
(…) Idzie o „pospieszną fotografię”, tu jako nazwa czy opis zakładu – por. np. opisy innego zdjęcia. (…) Termin „pospieszna fotografia” występuje np. u Bolesława Prusa…
Kto jest na zdjęciu? Nie mam pojęcia… To „cienie zapomnianych przodków” – uwielbiam ten tytuł (i film) Siergieja Paradżanowa. Ale było w drugim albumie babci Józefy, rodzina więc. W dodatku informacji o atelier „MORO” nie znajduję w cennym „Leksykonie fotografów warszawskich” ani w „Leksykonie fotografów”, dziwne. Z poszukiwań autora strony mogę wywnioskować, iż stempel, który mam ja (wcześniejszy, sądząc po n-rze: 1524) i on (3609), jest sporo sprzed roku 1936 (zdjęcie nr 6965); wtedy zresztą był już inny. Jak szybko przyrastało archiwum? Nie wiem oczywiście. Był wcześniej, na początku XX wieku, zakład „MORO” – lecz na Nowym Świecie 43; jako filia innego – wspominają w opisach zdjęć Krystyna Lejko i Jolanta Niklewska w albumie „Warszawa na starej fotografii” (PWN, 1978). Był w latach 20. zakład fotograficzny „MORO”, w Siedlcach – pisze o tym Sławomir Kordaczuk w: „Fotografowie działający w Siedlcach w latach 1866–1945” – tekst w: „NIEPODLEGŁOŚĆ I PAMIĘĆ”, 2016, nr 2 (54). Ale czy to ten: tylko przeprowadził się do Warszawy? Albo zakład z Nowego Światu się usamodzielnił? Spekulacje. Rewers tego zdjęcia był zaklejony (co widać na skanie drugim), już ktoś przede mną (mój ojciec może?) usiłował odkleić, ale zrezygnował. Dopiero mój upór objawił fotografa – i nic więcej… … Może pomogłaby analiza strojów pań – i dziecka? Ale to dziedzina mi obca, widzę tylko, że nie są to raczej lata 30.
Ale mam i inny stempel zakładu „MORO”, z powiedzmy – połowy lat 20. Czy tego samego? Adres się zgadza. No i osobę na fotografii jednak poznaję, to siostra mej babci, młodsza: Anna Rudnicka urodziła się 29 IV 1905 roku (zmarła 30 V 1980 w Warszawie). A na zdjęciu może mieć, powiedzmy, dwadzieścia lat; byłby to więc rok 1925, z dużym zapasem… I choć data na zdjęciu jest ucięta – to raczej jednak „2” – a nie jedynka czy trójka. Mamy już jakieś daty graniczne – nasz pierwszy stemple musi być wcześniejszy. No i stroje już są inne, to nawet ja widzę. mr m.
Uaktualnienie: a oto inne zdjęcie siostry Anny, tym razem już datowane dokładnie – 10 VII 1926 r. Może nieco późniejsze. No i inny papier (może i zakład?): „Foto BAYER”. mr m.
Tzw. buźka to logo Fabryki Płyt i Papierów Fotograficznych „Alfa” w Bydgoszczy. Papierów z tego zakładu używano co najmniej¹ od 1932 roku i były w latach 30. XX wieku bardzo popularne i masowo używane.
…pisze mi niezastąpiony autor strony Leksykon fotografów warszawskich 1845-1945.
To klasa (ale czy jedna?) szkoły podstawowej. Nie wiem też, czy Barbary (ur. 1929) czy raczej Ryśka (ur. 1926), jeden z chłopców siedzących jest podobny (czwarty od prawej, siedzący w najniższym rzędzie), ale za mało mam zdjęć…