Osiejewscy

Czytam wiele materiałów historiozoficznych i pamiętnikarskich z tego okresu czasu. Przeważnie piszą o tym ludzie, którzy tego nie przeżyli osobiście i stąd wiele fantasmagorii. Zdziwienie ogarnia człowieka, ilu było bohaterów.

(fragment listu Edmunda P. Osiejewskiego do Barbary, 1982)

Im Barbara była starsza, im bardziej sama – tym bardziej szukała krewnych i korzeni. I pewnie stąd ci Osiejewscy – z domu opowieści (ani ich samych) nie pamiętam.

Babcia Ryszkowska z domu Hałas, po matce, Józefie Hałas, z d. Osiejewskiej – ponoć z Mirża-Starża (?) Osiejewskich. Ech, ta nasza szlacheckość, znamy. Ale mam zdjęcie z tyłu opisane: „Cezariusz i Weronika Osiejewscy”. Gdzie on wygląda dostojnie, ona też, choć zdecydowanie bardziej chłopsko.

Państwo Nikt…” str. 35

To ja, nieco ironiczny, taki wyrosłem. Lecz zacytujmy ją samą:

…2 synów i córkę Józefę Osiejewską, zamężna Chałas³. Córka (Józefy – mr m.) Wiktoria z Chałasów Ryszkowska, dzieci (Wiktorii – mr m.) Ryszard Grzegorz Ryszkowski, córka Barbara Anna Gonczarska.

³ – Wspominałem: znajduję w papierach i tę pisownię, choć – np. w metrykach, tych, które mam – częściej występuje jednak „Hałas”.

„Państwo Nikt…” str. 190

Adresat jej listu – Edmund Piotr Osiejewski – to ciekawa postać, sądzę. Urodzony 13 marca 1906 w Warszawie. Rodzice jego – to Cezary Osiejewski i Weronika z d. Krawczyk; on (wg serwisu MyHeritage) urodzony 28 sierpnia 1884 w Warszawie; ona ur. w roku 1886, też w Warszawie, parafia Wszystkich Świętych.

Wg tego samego serwisu Edmund miał siostrę Teodezję, później Dyszlatys – oraz braci: Piotra i Romana. A więc gdzie tu Jan z opowieści Barbary?
Nie wiem…

Edmund Osiejewski walczył w Powstaniu, był najpierw zastępca dowódcy, później dowódcą: to Armia Krajowa (nr leg. 027 / O) – batalion „Kiliński”, na Woli, na Starym Mieście, w Śródmieściu…
Później wiadomo: niewola – jeniec Stalagu X B Sandbostel (nr jeniecki 224806).
Zmarł 17 października 1990 w Łodzi.

W liście wspomina on o pogrzebie Romana, brata. Tam byli razem. (Barbara często chadzała na pogrzeby, jedna z jej dalekich „kuzynek” wspominała mi nawet niedawno, że lubiła na nich błyszczeć – czy jakoś tak. Dziś już nieważne.)

Czy więc owi rodzice Edmunda, których zdjęcie-kopię mam ledwo – to moi pra-pra-dziadkowie? Chyba tak – ale jak zwykle gubię się tu w ogromie faktów i niekompletności danych. Cóż…
mr m.