Rysunek: babci Józi, komentarz Zbigniewa: spisuję jak jest, tylko kilka linków. Nie potrafię tego weryfikować; a i po co? Dla kogo. Nie ma tu Wielkiej Historii (choć trwa Wielka Wojna: 1916), tylko ludzie nieważni i dawno zmarli: „cienie zapomnianych przodków”. mr m.
Kotwin (Kotfin – mr m.) 1916, „Chata za wsią”od Radomska w stronę Gidel (około 6 km) tam pochowana Barbara, Zofia Kłodos sklecona z okrąglaków przez Mamę, Babcię i resztę dzieci, na terenie piaszczystym (pod lasem,) który był własnością najmłodszego Rudnickiego – Jakubka. (drugi rodzony brat to był ten z Pelcowizny – Wincenty, którego pamiętam, rodzona siostra tj. Strosznajdrowa, Kołodziejczykowa, Kapicyna. dalej o skleconym. Było źródełko, teren był porośnięty ochiniami (łochiniami) (borówka bagienna, zwyczajowo nazywana także łochynią lub włochiną – mr m.) Mama stamtąd wyszła za mąż (1919 we wrześniu) do Radomska. Reszta została (sześcioro pięcioro), Babcia zmarła w 1920. Rodzeństwo poszło w rozsypkę. Ciocia Andzia na Pelcowiznę do Stryjka. Aniela (to ta co popełniła samobójstwo) u dalekich krewnych Borzęckich — ich córka Wdowińska.
Skanuję od kilku dni. Niektóre tak stare, jak ta: z 1905 roku, jeśli dobrze stempel czytam. Są też nawet z frontu polsko-ukraińskiego, 1919: to obrona Lwowa, kiedyś umieszczę. Większość to rodzinaStrosznajder jednak. Nieco mojej babci (która wszystkie te papiery, listy i pocztówki dzielnie przechowała i dlatego są). Trochę jej i dziadkaCzesława, ze dwie, trzy – mojej matki (oraz jej „drugiej” matki, pani starszej Kobyłeckiej); te z lat 50. z samego początku. Nieco od rodziny Doniców, od siostry mojej babci i jej męża, Eugeniusza Donicy. Jeszcze kiedyś o nim będzie. Sporo tego, niektóre bardzo ciekawe (treść), inne: ładne, sporo banalnych. Dużo z Moskwy, trochę z Czechosłowacji, wiele adresowanych na Wołomin, jedna nawet na tamtejszą „hutę szkła” (do Jana Strosznajdera oczywiście). A razem tworzą, zaczynają tworzyć już chyba jakąś całość. Może ułożę.
Dużo rzeczy do sprawdzania, śledzenia, wiele niejasności… Ale: wybrałem sobie to hobby, trudno. A tu: kartka od kogoś do rodziców Romana i Aleksandra (Olesia), z uroczym podpisem. Wybrałem, bo ładna; a nie jakaś ważna. Też powód. mr m.
Niczego nie wiem, tylko to, że zdjęcie pochodzi z archiwum mojej babci i ojca. Koleżanka ze studiów, specjalistka od tamtych czasów – prosiła, by jej nie podawać jej nazwiska,bo: …wiele Ci nie pomogę (…) Oglądam każdą osobę po kolei i nic więcej nie widzę… Ale jednak napisała:
Że huta to widać, wstawiają do obiektywu nie tylko szkło, ale też narzędzia do produkcji. (…) na strojach męskich za bardzo się nie znam. Kobiety mają sukienki z bufkami albo falbankami na ramionach jakie noszono w latach 90. XIX stulecia, ale biorąc pod uwagę, że są to zapewne robotnice, to spokojnie może być i 10 lat później. Takie fryzury, jakie mają panie z prawej strony (z białym szalikiem i żabotem¹) to noszono w pierwszym dziesięcioleciu XX wieku. Damskie żaboty, to też jest koniec XIX wieku. Bluzka z guziczkami i stójką i wąskie rękawy (pani na środku) to już przełom pierwszego i drugiego dziesięciolecia XX wieku. (…) (A po uważniejszej ocenie lepszego skanu) ¹ – Widzę, że pani z prawej nie ma żabotu tylko szalik fantazyjnie zawiązany. Pan drugi z lewej, mimo czapki, jest też jednak robotnikiem, bo trzyma w ręku jakieś narzędzie…
Także: tyle wiemy. Może to jedna z licznych ówczesnych hut w których pracował pradziadek? A może po prostu zdjęcie „nierodzinne”, które ktoś kupił, znalazł – bo temat hut w rodzinie… Ale piąta (nie licząc panów) pani w rzędzie na górze, od lewej – wydaje mi się podobna do mej babci. Choć to raczej jednak nie ona: bo urodziła się (1904) gdzieś w czasie, gdy to zdjęcie mogło (?) powstać. Choć dzieci też jednak wtedy posyłano do pracy – tym bardziej, że mego pradziadka, jej ojca – właśnie zesłano na Syberię… Ot, zagadki. mr m.
…z którymi nie wiadomo, co robić. Cienie zapomnianych przodków, nie tylko naszych. Wyrzucić? No, nie… Zachować? A po co… Ot, mam jakieś weksle, zapewne za prace (a może za dzierżawę, za czynsz?), zapewne z Wołomina, z okolic rodziny Strosznajderów. Może to za budowę domu? Choć ten weksel – to lata 20. (A dom to raczej lata 30. muszę sprawdzić z projektem.) Zachowały się w archiwum babci Józefy, ktoś dotąd nie wyrzucił, mnie przekazał – to i ja trzymam.
„Praga nowa”: termin dziś dziwnie brzmi; a to była całkiem nowa część miasta jeszcze wtedy.
Większą część Nowej Pragi włączono do Warszawy w 1891, nazywając je tak, by odróżnić je od starszej części, leżącej bardziej na południe – Starej Pragi.
A dalej: „M.Kacperski”… Nazwisko z Pragą do dziś związane, ale czy to rodzina? Może, warto kiedyś spytać… I tak dalej. Każdy papier – to jakieś życiorysy, a z każdego już zaraz, za chwilę – wypączkują setki innych żyć… Jak tego puzzla poskładać? Ale też i – jak na początku pytałem – po co?
A wreszcie: ta asymetria – o niektórych, często mniej dla mnie ważnych przedstawicielach rodziny (czy może trafniej: drzewa genealogicznego) mam sporo: zdjęcia, papiery… I często niewielką wiedzę, kto to. A o innych…
Na razie skanuję, kiedyś skanowałem wszystko, dziś już zaczynam wybierać, to: tak; tamto – nie. Ale czy wybieram właściwie? Co będzie ważne dla tych, którzy kiedyś te moje skany… Zobaczą? Nie sądzę :–) mr m.
Najpierw zachwycił mnie projekt domu. Pomyślałem: jest piękny, niedzisiejszy – oprawię go obie w ramę, powieszę…
projekt domu w Wołominie oraz inne dokumenty dot. budowyprojekt domu w Wołominie oraz inne dokumenty dot. budowy
Nie mam związków emocjonalnych z tym domem: nie mieszkałem w nim, nie mieszkałem też w Wołominie, na Pradze nawet. Tamta część miasta była mi obca. Oczywiście: studiuję przeszłość, każdą. Z zaangażowaniem: pamiętacie Boba Marley’a? Stale przypominam: nie zapominaj o swej historii… Ale Praga? Okolice? Czy to była Warszawa, przecież nie… (Choć kolega z naszego roku, późniejszy profesor UW i nawet jego rektor, prorektor? – by się pewnie ze mną nie zgodził, urodził się właśnie w Wołominie, pozdrawiam.)
Później pomyślałem: napiszę książkę. Pojadę tam, pogadam z ludźmi. O domu, o przeszłości, o tym, co dziś. Zaangażowany reportaż. A jeszcze chwilę póżniej: że to za trudne. I że może znów napiszę „z głowy”, znaczy: z sieci. I dorobię do tego ideologię. Taki konceptualizm. Później zacząłem skanować nieliczne zdjęcia. A bo to jest tak: moja babcia zmarła, w 1984 roku. A to była jej rodzina, Strosznajderowie (spotkałem też niedawno pisownię „Strohschneider”) – zresztą też z Kobieli Wielkich, jak mój pradziadek (oraz Wł.St. Reymont, choć on tam żył krótko). Tam jeszcze można znaleźć ślady rodzin Strosznajderów, i Rudnickich (m. in sześciu synów Ludwika Rudnickiego i Marianny Cieślik), i Kapiców, też ta linia… Z babcią za mało rozmawiałem o przeszłości, żal.
A Strosznajderowie? Jest tam więcej wątków i (chyba) ciekawych: ich dzieci – bodaj obaj bracia – wyemigrowały (w latach 30.? chyba wcześniej…) do Rosji – i tam zostały. Mieli rodziny, przeżyli Stalina – czy wszyscy? Nie wiem, mam jakieś zdjęcia z lat 30. właśnie – a póżniej z jakichś wizyt w Warszawie po 1956 roku. Niewiele wiem – bo mój ojciec i jego… Przeświadczenia, napiszmy łagodnie. Ale wizja tej (nawet naukowej, a co mi tam?) monografii domu, taki trochę Fernand Braudel i jego ziarnko zboża; a ogólniej: motyw „detalu” – oraz ta wielka Historia, przez ów detal do nas mówiąca – czyli perspektywa (metafora?) tak obficie później eksploatowana przez Henryka Samsonowicza i innych… To oczywiście reakcja: na nadmiar.
„Wyspa pingwinów” Anatola France’a zaczyna się od tego, że archiwariusz Tapir wchodzi do archiwum i ginie zasypany stosami fiszek. My trochę jesteśmy dziś jak ten Tapir zasypani nową literaturą, której nikt nie jest w stanie przerobić…
Oba pomysły – quasi-reportażu oraz rzetelnej pracy badawczej – wydały mi się równie atrakcyjne. Choć jednocześnie (i razem) niemożliwe do zrealizowania.
Później pojawił się koronawirus – i obrazy wycieczkowców: ludzie, zamknięci w luksusowym pudle. Atrakcyjne, ktoś już pewnie pisze o tym, film będzie… No i co ja mam do tego? Byłbym jak Koziołek Matołek: „poszedł szukać w wielkim świecie tego, co jest bardzo blisko…” Pomyślałem: Wołomin to taki wycieczkowiec: letniskowiec nawet.
Według spisu powszechnego z 1921 Wołomin zamieszkiwało 6248 mieszkańców z czego 3079 wołominian zadeklarowało żydowskie pochodzenie lub wyznanie mojżeszowe, poza tym mieszkało tu 475 Rosjan, głównie białych emigrantów, którzy uszli do Polski po zwycięstwie bolszewików w wojnie domowej, 77 Ukraińców, 9 Anglików, 9 Czechów, 1 Chorwat, 1 Łotysz, 1 Pers.
Czyli pudło z ludźmi, zamknięte i dryfujące w dziejach. A w tym pudle – pudełko, dom przy ul. Kościelnej 34. Później – jak to u mnie – pojawiła się Zofia Nałkowska. Czyli Hanna Kirchner z „Nikt…”, ostrzegająca, że jedne wątki – natychmioast uruchamiaja następne; a te – kolejne. I tak w nieskończoność (no, prawie). I wtedy zrozumiałem, że zostanę przy skanowaniu zdjęć i zapisywaniu pomysłów, tylko.
Ale zdjęcie domu-sklepu Strosznajderów w Wołominie jest piękne. Choć (zapewne) zrobione w dzień pogrzebu. Kogo? Nie wiem, może męża siostry mego pradziadka, Małgorzaty Rudnickiej, miała z nim (nieznany mi z imienia p. Jan Antoni Strosznajder) dwóch synów, może to chłopcy, stojący przy wdowie i księdzu… Reszty osób nie rozpoznaję. Cienie zapomnianych przodków, nic, tylko pisać. mr m.
Uaktualnienie (2022): właśnie ustaliłem, że ul. Kościelna nazywała się w latach 50. „ul. Stalina”, smutne w sumie. m.
Tak wynika z podpisu-opisu (1928). To brat Władysława Rudnickiego, ojca mej babci, Józefy. Sęk w tym, że Władysław zmarł w 1913 roku bodaj. A i Jan z tego zdjęcia jest jakiś inny – niż Jan z innego… Dla kogo ta dedykacja? (Ale zobaczmy uaktualnienie niżej.) Był jeszcze inny brat – Jakub, też mam zdjęcie, ciekawy wątek – i ze Zbigniewem związany nie tylko rodzinnie. Ale może kiedyś. Same zagadki, nie ma kogo spytać. „Cienie zapomnianych przodków”… Ale zdjęcie piękne; choć niby zwyczajne – i mnie jakoś… Wzrusza. Młodzi, fajni ludzie, nic o nich nie wiem. Szkoda. mr m. Uaktualnienie: braci było chyba sporo, w Genetece znajdujemy sześciu synów Ludwika Rudnickiego i Marianny Cieślik, kolejno wg dat urodzenia: Władysław (1878), Jan (1880), Wincenty (1884), Stefan (1887), Jakub (1888) i Andrzej (1890). m.
Z domu Rudnicka, po ostatnim mężu: Józefa Kłodos1, matka Zbigniewa. (Z Czesławem Makowskim, ojcem Zbigniewa ślubu nie mieli, szukam dopiero, może niewłaściwie?) Wychowana w tradycjach PPS, w środowisku robotników z hut szkła (zob. też Pelcowizna). Ateistka, działaczka RTPD i TPD później. Cztery (?) klasy rosyjskiej szkoły. Uparta, pracowita niebywale, niesamowicie utalentowana, wszystkiego musiała się – i sama – nauczyć. Pod koniec życia, leżąc w szpitalu, sama „wymyśliła”, jak szydełkować, bowiem – jako leworęcznej – nikt jej dotąd nie potrafił pokazać, jak to się robi, zabawne. W książce niewiele o niej, a szkoda. Zmarła 21 czerwca 1984 roku. mr m. … A na zdjęciach: (wyżej): babcia Józefa (i obok panie z MKiS), wernisaż Zbigniewa Makowskiego w galerii „Zapiecek”. 1974; zdjęcie moje. W galerii tez legitymacyjne („Polifoto”?) z pocz. lat 70. Niżej akty ślubu ze St. Kłodosem i jego akt zgonu (1922). Podobno mieli dziecko: córkę, ponoć Agnieszkę, zmarła młodo (też podobno). m. … „Państwo Nikt…” s. 41, 195, 232, 346, też cały rozdz. „Lewica…” (s. 347-374)
… Przypisy: 1 – ws. ślubu ze Stanisławem Kłodosem (1919): • akt ślubu (21 IX 1919, Dmenin) • akt zgonu St. Kłodosa (12 VII 1922)
To nie jest główny wątek książki, w sumie jeden, dwa rozdziały. Lecz Pelcowizna to pradziadek Władysław Rudnicki (dziadek Zbigniewa Makowskiego), hutnik szkła– i prababcia Stanisława Józefa z d. Rusin. Tam też urodziła się Józefa, później Kłodos, babcia, matka mego ojca … Uwaga: datowanie zdjęcia (1904) – to już Zbigniew Makowski, współcześnie; nie wiem, czy właściwe. Napiszmy: około.
AKT CHRZTU ŚWIĘTEGO JÓZEFY RUDNICKIEJ córki Władysława i Stanisławy z d. Rusin Parafia Matki Boskiej Loretańskiej w Warszawie-Praga (archiwum w parafii św. Floriana nr aktu 2093 / 524 / 1901)
Состоялось в Праге второго (пятнадцатого) сентября 1901 года… (…)
Działo się na Pradze drugiego (piętnastego) września 1901 roku o godzinie dziesiątej przed południem. Zjawili się Władysław Rudnicki, lat dwadzieścia trzy, hutnik z Pelcowizny w obecności Jana Borżenckiego i Leonarda Wodara, obydwu pełnoletnich hutników z Pelcowizny i przedstawili nam noworodka płci żeńskiej urodzonego na Pelcowiźnie 31 sierpnia (17 września) bieżącego roku o godzinie 10 przed południem przez jego ślubną małżonkę Stanisławę z domu Rusin, lat siedemnaście. Noworodkowi temu na Chrzcie Świętym w dniu dzisiejszym nadano Józefa, a rodzicami chrzestnymi jego byli Joann Borżencki i Marianna Wodara. Akt niniejszy został odczytany obecnym i przez nas podpisany.
(odpis + tłumaczenie z rosyjskiego dzięki uprzejmości Jacka Doniewskiego, mego kuzyna ze str. ojca.)
Jest też akt ślubu Władysława Rudnickiego i Stanisławy Józefy Rusin: tu niżej zrzut ekranu – to rok 1900, parafia Kobiele Wielkie. I to ta sama wieś, w której urodził się Władysław St. Reymont – ale nie wiem, czy był na ślubie mych pradziadków (1900), bowiem akurat miał wypadek, na kolei: 13 lipca 1900 roku. mr m.