Pocztówki, kartki…

Skanuję od kilku dni. Niektóre tak stare, jak ta: z 1905 roku, jeśli dobrze stempel czytam. Są też nawet z frontu polsko-ukraińskiego, 1919: to obrona Lwowa, kiedyś umieszczę. Większość to rodzina Strosznajder jednak. Nieco mojej babci (która wszystkie te papiery, listy i pocztówki dzielnie przechowała i dlatego są). Trochę jej i dziadka Czesława, ze dwie, trzy – mojej matki (oraz jej „drugiej” matki, pani starszej Kobyłeckiej); te z lat 50. z samego początku. Nieco od rodziny Doniców, od siostry mojej babci i jej męża, Eugeniusza Donicy. Jeszcze kiedyś o nim będzie.
Sporo tego, niektóre bardzo ciekawe (treść), inne: ładne, sporo banalnych. Dużo z Moskwy, trochę z Czechosłowacji, wiele adresowanych na Wołomin, jedna nawet na tamtejszą „hutę szkła” (do Jana Strosznajdera oczywiście). A razem tworzą, zaczynają tworzyć już chyba jakąś całość. Może ułożę.

Dużo rzeczy do sprawdzania, śledzenia, wiele niejasności… Ale: wybrałem sobie to hobby, trudno.
A tu: kartka od kogoś do rodziców Romana i Aleksandra (Olesia), z uroczym podpisem. Wybrałem, bo ładna; a nie jakaś ważna. Też powód.
mr m.

Huty szkła: Dąbrowa (1)

Ale która to była huta?

Tak mi się zdaje że ten skrót J.W.S. to „Huta Szklana” J. W. Sawicki mieszcząca się Warszawa-Pelcowizna

dyskutant „Leonpraga” w portalu www.browar.biz

A jednak – jeszcze – nie. Teraz tylko zdjęcia z drugiego albumu babci: pradziadek (na zdjęciu zbiorowym hutników – trzeci od prawej w trzecim rzędzie od dołu, stoi).
Niżej: zdjęcia ślubne i inne: pradziadek z żoną (już wtedy? może) Stanisławą i (zapewne) jego brat Jan z żoną Marianną – oraz to zbiorowe właśnie: huta szkła (zobaczmy detal zdjęcia). Ale raczej jeszcze nadal na Śląsku – pradziadek bardzo młody, pewnie to okolice 1900 roku. Przed przeprowadzką na Pelcowiznę. O tych hutach jeszcze będzie, kiedyś… Dziś zwróćmy tylko uwagę na dzieci – pomocników.

W tym czasie nie wolno było zatrudniać dzieci poniżej lat 12, ale z innych danych z tego okresu wynika, że było to niestety nagminnie praktykowane.

105 lat Huty Szkła w Wołominie

Z danych – i ze zdjęcia z mego, babci mej raczej archiwum – wynika, tak. Siła fotografii, gdy je czytać inaczej.
mr m.

„Zimy stulecia”

Pojawiła się już „Zima stulecia” Grzegorza Sieczkowskiego, wyd. przez The Facto (2017).
No to może te fragmenty, które również tam, w wersji z mojej: „Państwo Nikt…” daję; a tam zdjęcia z Rymanowa Zdroju, lecz chyba z pobytu dwa lata póżniej.

Kochana Mamo!

    1. (…)

To bardzo przyjemne dostawać list, paczki, przekazy. Prosiłbym o przysłanie „Tri”, wywabiacza do plam…Siedzieliśmy w tych Bieszczadach dwa miesiące a może i dłużej. Przyszła kolejna „zima stulecia”. W nocy wilki podchodziły pod nasz śmietnik, pewnie z głodu. Patrzyliśmy na nie. (…) Wywożono nas z Rymanowa-Zdroju późnym wieczorem. Pamiętam kaniony na drogach wykopane: śnieg był wyżej słupów telegraficznych. Z metr. Nie uświadamialiśmy sobie całej grozy sytuacji.
A z tym „Tri” to nie to, co myślicie…

I pewnie chcecie wiedzieć, o co szło z tym „Tri”? Proszę bardzo: „Państwo Nikt…” str. 231-232.

A z tamtego? Mam kartkę, ale „letnią”: pewnie zimowe wykupiono, jak to w Peerelu.
Zastanawia mnie nieco ten „dom dziecka” (w opisie kartki, w licznych opisach sanatorium też…), a też charakter, natura, relacje rodzinne niektórych mych kolegów tam… Może funkcjonowały dwie placówki¹ w jednej: sanatorium i dom dziecka? Ale już chyba nie dojdę…
mr m.


¹ – I to jeszcze (może) od wojny?

Staraniem polskich czynników społecznych rząd Generalnego Gubernatorstwa 20
października 1942 roku zezwolił na uruchomienie w Rymanowie (Willa „Gozdawa”) kolonii zdrowotnej dla 120 dzieci w wieku 6-14 lat obojga płci pod patronatem RGO. Placówce częstochowskiej wydzielono na stałe 10 miejsc, które wykorzystywano dla dzieci chorych.

Zbigniew Grządzielski „Instytucjonalne formy opieki nad dziećmi polskimi w Częstochowie w latach 1939-1945…” (1994)

Linki:
• „Przyczynek do uzdrowiskowej historii” (lata wojny)
• „Zima stulecia

Poezja wizualna

Kłopot, jaki mam z tą stroną jest i taki, że najefektowniejsze, najbardziej widoczne są ślady, jakie zostawił Zbigniew: w końcu malarz, rysownik… A przecież nie on jest najważniejszy w tej książce.
(Aktualizacja: jest za to w innej, nowej: 2020 rok.)
Tak, dla mnie istotny – ale to opowieść o Barbarze. Jej dzieje są osią. Dlaczego? Banalnie: to ona jest najbardziej Nikim, „człowiekiem bez właściwości”. O nim napisano sporo. Dla równowagi choćby.
czytaj dalej

„Październik”

Tygodnik, znany. Oczywiście w „Państwo Nikt…” najwięcej w rozdziale „Ojczym z żydokomuny”, również w „Autostopem przez Peerel” – te, które o Edmundzie Gonczarskim; ale nie tylko. Pojawia się również z tej okazji np. Jerzy Afanasjew (senior), zabawne.
mr m.
czytaj dalej