„Odwilż” (1956)

Ciąg dalszy porządków z książkami. Oto słynna kiedyś powieść Ilii Erenburga – egzemplarz o którym w „Państwie Nikt…” wspominam przynajmniej dwa razy: o niej samej…

Więc jak? Jak było, kiedy czytali (w „Po prostu” – mr m.) „Odwilż” Erenburga..
Chyba mam ten „ich” egzemplarz, został mi po Egonie. Z pieczątką nawet. Ale może właśnie tworzę kolejne mitologie.

„Państwo Nikt…” str. 259

Tak, chyba tworzę: znalazłem tylko egzemplarz Zbigniewa i Barbary.
(Choć tamten – pamiętam, cóż jest więc „pamięć”… Może był.)

Ale ten znaleziony – też znaczący: podpisany „Kościan, 1956”; a to kolejny ważny punkt naszej opowieści… Ot, podniszczone świadectwa, dowody, że przeszłość istniała. Chyba.

W książce mej jest też wiersz Zbigniewa o odwilży, wcześniejszy: z 1947 roku. Ale nie chcę odbierać Wam przyjemności poznania go :–)
mr m.

„Chiński drzeworyt rewolucyjny” (1951)

Po Zbigniewie, gdy się od nas wyprowadził (1956), zostało nieco książek – dziwnych. Takich, których już zapewne nie potrzebował. Trochę o sztuce, głównie socrealistycznej. Nieco niemieckich. Oglądałem je wiele razy – i nawet nie ze względu na niego – choć może: nie pamiętam. Za to z fascynacją. I jakąś… Jakimś dziwnym uczuciem, trudno mi to – jednym słowem. Ich estetyka była tak inna, dziwna, obca…
Dziś kilka kartek z jednego tylko przykładu, za to formalnie ciekawego. W książce, już bez okładki, gdzieś przepadła, są bowiem i drzeworyty wprost propagandowe, w manierze moskiewskiego socrealizmu – oraz produkcje, stylizowane na sztukę ludową. Te są ciekawsze, dziś.
Całość mnie nadal bawi; szczególnie, gdy ponurość kontekstu, tamten duch czasów – uleciał. Ot, pamiątka: część życia jego, Zbigniewa (krótka) – i mego (dłuższa).
No i są one też trochę jak Test Rorschacha, mój prywatny. Ot, na tym górnym (i lewym obrazku na nim) – zawsze widziałem głowę krowy… Cóż: ta psychoanaliza.
mr m.

Zebrania, egzekutywy…

W ofercie Domu aukcyjnego „Libra” pojawił się bardzo interesujący obrazek: to Erna Rosenstein (1913–2004), bez tytułu, z 1954 roku.

W sposób oczywisty wiąże mi się on z dwoma rysunkami Zbigniewa („Źli”, ok. 1955) z mych zbiorów, tych z „tapczanu Barbary”. Oba szkice tuszem – o tym samym, jeden, ten znaleziony jako drugi zresztą, później – drukuję w „Podróży…”, gdzieś pod koniec. (A dlaczego nazywam to „Źli”? Więcej nieco – tam; lub w książce. Gdzie też pojawia się i Adam Ważyk, jego „Poemat dla dorosłych” – ale może o tym…)
Rysunek, oba dwa Zbigniewa, nigdy chyba nie były publikowane, drukowane (?). Ale i obrazek pani Erny – o ile pamiętam Zbigniew mawiał o niej ze sporą sympatią, co było nieczęste – i jego rysunki są przecież o tym samym.

Pojawia się również kolejna, interpretacyjna wątpliwość –
– stosunek samej artystki do socrealizmu. Był on szczególnie trudny, ze względu na ideowe rozdarcie: Erna Rosenstein miała jednoznacznie lewicowe poglądy i jednocześnie wybrała zgoła odmienną drogę twórczą.

cyt. z: „Libra

Rozdarcie? Może u pani Erny, nie sądzę… (Może dostrzegamy, chcemy dostrzegać dziś ironię – tam, gdzie była tylko ślepota i gorliwość.) Za to u Zbigniewa widzę jednak ponurość. I monotonię i beznadzieję. I co tam jeszcze. I nawet portret Wodza – ucięty.
(A też był niewątpliwie „lewicowych poglądów”, cokolwiek to znaczy u dwudziestolatka z ZMP.)
I tylko szkoda, że takich prac się z tamtych czasów tak mało uchowało. A bo może mało powstało? Nie wiem…
Trudne czasy – to banał. Jeszcze trudniej było o nich opowiadać, wtedy. A dziś? Dziś mamy prawdy ogólne, okrągłe zdania – i kilka ledwie obrazków o tamtych emocjach.
mr m.

Zbigniew Makowski, ok. 1955 (?)
Erna Rosenstein (1913–2004), bez tytułu, 1954 r.

„Podróż…”

…już jest, to druga, może trzecia część całości – jeśli liczyć „Obok…” jako część tego samego świata Peerelu; tylko bardziej o nas, o mnie nieco… (A skoro trzecia to chyba ostatnia :–)
Cóż: ocenicie Państwo – lub nie.
Zapraszam.
mr m.

Walka z analfabetyzmem…

…czyli tzw. Dni Oświaty, Książki i Prasy. Ciekawe, choć marginalne wspomnienia – ja ze Zbigniewem. Mnóstwo sławnych ludzi, wszyscy (tak mi się wydawało) to jego znajomi… Lubiłem to.

Poza kwestią popularyzacji książki i upowszechnienia oświaty, intencją nowego święta, jak już wspomniano, było połączenie dwóch rocznic: święta robotniczego Pierwszego Maja oraz rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja i „neutralizacja antagonizmów politycznych miedzy tymi datami”. Usiłowano zdeprecjonować „Święto Konstytucji” ze względu na jego przedwojenny rodowód i narodowy charakter konkurencyjny dla 22 lipca, rocznicy powstania Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, obchodzonego od 1945 r. jako „Święto Odrodzenia”. O ile w roku 1945 obchody trzeciomajowe, poprzez pochody i przemarsze, nawiązywały jeszcze do obrzędowości II Rzeczpospolitej, to w 1946 r. obawiano się antyrządowych wystąpień i wykorzystania uroczystości przez przedstawicieli Polskiego Stronnictwa Ludowego do zaprezentowania własnej siły i uzmysłowienia społeczeństwu, że opór wobec komunizmu ma szanse powodzenia. Zapobiec miało temu „neutralne” „Święto Oświaty”. 

      1. Wanda A. Ciszewska

    „Święto Oświaty” w świetle instrukcji z lat 1946–1949

czytaj dalej

Z archiwum Zbigniewa: nowe skany

To tylko informacja: skanuję spore, jak na czasy, z których pochodzi – oraz jak na losy, jakie przeszło (głównie zbyt liczne przeprowadzki) – archiwum, które zostało mi po Zbigniewie (i Barbarze, ale tego jest znacznie mniej); głównie z lat 1946-56. Ciekawe lata, zasługują chyba na szersze omówienie – intensywnie myślę. Ale coś za coś: rzadziej pojawiać się tu będą nowe wpisy. (Choć chyba warto poczekać, sądzę.)

uaktualnienie: już (2020) jest więcej
mr m.