…z którymi nie wiadomo, co robić. Cienie zapomnianych przodków, nie tylko naszych. Wyrzucić? No, nie… Zachować? A po co… Ot, mam jakieś weksle, zapewne za prace (a może za dzierżawę, za czynsz?), zapewne z Wołomina, z okolic rodziny Strosznajderów. Może to za budowę domu? Choć ten weksel – to lata 20. (A dom to raczej lata 30. muszę sprawdzić z projektem.) Zachowały się w archiwum babci Józefy, ktoś dotąd nie wyrzucił, mnie przekazał – to i ja trzymam.

Praga nowa”: termin dziś dziwnie brzmi; a to była całkiem nowa część miasta jeszcze wtedy.

Większą część Nowej Pragi włączono do Warszawy w 1891, nazywając je tak, by odróżnić je od starszej części, leżącej bardziej na południe – Starej Pragi.

A dalej: „M.Kacperski”… Nazwisko z Pragą do dziś związane, ale czy to rodzina? Może, warto kiedyś spytać…
I tak dalej. Każdy papier – to jakieś życiorysy, a z każdego już zaraz, za chwilę – wypączkują setki innych żyć
Jak tego puzzla poskładać? Ale też i – jak na początku pytałem – po co?

A wreszcie: ta asymetria – o niektórych, często mniej dla mnie ważnych przedstawicielach rodziny (czy może trafniej: drzewa genealogicznego) mam sporo: zdjęcia, papiery… I często niewielką wiedzę, kto to. A o innych…

Na razie skanuję, kiedyś skanowałem wszystko, dziś już zaczynam wybierać, to: tak; tamto – nie. Ale czy wybieram właściwie? Co będzie ważne dla tych, którzy kiedyś te moje skany… Zobaczą? Nie sądzę :–)
mr m.