Rysuneczki: robiłem ich mnóstwo, takich właśnie – i rozbudowanych (nawet do formatów B1, 1000×700 mm). Zaś opis ich, niżej, pod listem Zbigniewa reprodukowany, jest chyba naśladowaniem: tatusia. Ta samoświadomość… W tym notesiku, na pierwszej stronie jest pierwszy rysunek który powstał ok. dwuch (tak napisałem: „u” – mr m.) lat temu… czytaj dalej
Przeszłość to ludzie: banał. Ale przeszłość to też formułki, historia rerum gestarum – i życiorysy ludzi ważnych. O nieważnych nie warto pisać, to zwycięzcy opowiadają, to oni tworzą przeszłość. Napisaliśmy z kolegą książkę o festiwalach (i nie tylko). Mała (416 stron) ale dużo czasów (1955-2021), nie da się wszystkiego. (A przeszłość – to wszystko, res gestae przecież: banały.) Jest tam i rozdział o V Światowym Festiwalu Młodzieży i Studentów, z konieczności ogólny – choć spisujemy i nowe relacje tych kilku osób (Marzanna de Latour, Zbigniew Makowski…), do których udało się dotrzeć.
Powiedziałam ojcu, że owszem, pojadę z nim na festiwal, tylko pod warunkiem, że kupi mi tę torebkę koloru czerwonego. A że zawsze spełniał każdą moją zachciankę i tym razem zgodził się bez wahania. Torebkę kupiliśmy już w Warszawie. To zdjęcie, na którym ją trzymam i siedzę obok czarnoskórego mężczyzny było pomysłem ojca. Chciał mi uświadomić, że świat jest wielobarwny i wielokulturowy. Ale mi ta codzienna szarość nie przeszkadzała, ona mnie ubodła znacznie później…
Byli młodzi, niekiedy to dzieci nawet. Do osób, które patrzyły na owo – ważne i gigantyczne – zdarzenie też „z dołu”, lecz nieco „doroślej” już nikt nigdy nie dotrze: nie żyją. Tak, są relacje oficjalne, mnóstwo zdjęć, są nawet raporty milicyjne. Ale czy to wystarczy?
Na czas trwania festiwalu wysiedlono z centrum Warszawy część „podejrzanych” i prostytutek, osób – jak to napisano w jednym z dzienników – o „gorszącym trybie życia”. (…) Delegatów na festiwal (z wyjątkiem etatowego aktywu ZMP) miano poddać sprawdzeniu w kartotece operacyjnej z wykorzystaniem kart E-1533, głównie zaś osoby starające się o posadę tłumaczy festiwalowych (…).
Babcia moja, matka Zbigniewa, była przy festiwalu zatrudniona, czego do niedawna nie wiedziałem. Dziś żal, że nie spytałem, nie spisałem jej opowieści. (Zmarła w 1984 roku, już były magnetofony, pracowałem w prasie…) Owszem: relacja Zbigniewa – młodego wtedy studenta ASP – jest ciekawa. Ale – poza wątkiem „Arsenału”, ten świeży – dość podobna do innych. „Było kolorowo, to było otwarcie…” A szczera, mniej oficjalna relacja pani magazynier, byłaby być może jedyna. I zapewne pełna realizmu socjalizmu. Babcia miała i poglądy, i zmysł obserwacji, i cięty język. Oraz pryncypialność ocen; czasem może nadmierną. Ale tu by się ona przydała. Został mi tylko dyplom i legitymacja, kiedyś, przez kogoś starannie ukryte na dnie szafy: przecież trochę wstyd, prawda? Świat przez okno magazynu oglądany, proletariacki pogląd – na ideę… Kogo to obchodzi? Sztuka tylko, proszę Pań i Panów, zostaje – a reszta na śmietnik. mr m.