Kolejna huta, bez opisu

Niczego nie wiem, tylko to, że zdjęcie pochodzi z archiwum mojej babci i ojca. Koleżanka ze studiów, specjalistka od tamtych czasów – prosiła, by jej nie podawać jej nazwiska,bo: …wiele Ci nie pomogę (…) Oglądam każdą osobę po kolei i nic więcej nie widzę
Ale jednak napisała:

Że huta to widać, wstawiają do obiektywu nie tylko szkło, ale też narzędzia do produkcji. (…) na strojach męskich za bardzo się nie znam. Kobiety mają sukienki z bufkami albo falbankami na ramionach jakie noszono w latach 90. XIX stulecia, ale biorąc pod uwagę, że są to zapewne robotnice, to spokojnie może być i 10 lat później.
Takie fryzury, jakie mają panie z prawej strony (z białym szalikiem i żabotem¹) to noszono w pierwszym dziesięcioleciu XX wieku. Damskie żaboty, to też jest koniec XIX wieku. Bluzka z guziczkami i stójką i wąskie rękawy (pani na środku) to już przełom pierwszego i drugiego dziesięciolecia XX wieku. (…)
(A po uważniejszej ocenie lepszego skanu)
¹ – Widzę, że pani z prawej nie ma żabotu tylko szalik fantazyjnie zawiązany. Pan drugi z lewej, mimo czapki, jest też jednak robotnikiem, bo trzyma w ręku jakieś narzędzie

Także: tyle wiemy. Może to jedna z licznych ówczesnych hut w których pracował pradziadek? A może po prostu zdjęcie „nierodzinne”, które ktoś kupił, znalazł – bo temat hut w rodzinie…
Ale piąta (nie licząc panów) pani w rzędzie na górze, od lewej – wydaje mi się podobna do mej babci. Choć to raczej jednak nie ona: bo urodziła się (1904) gdzieś w czasie, gdy to zdjęcie mogło (?) powstać. Choć dzieci też jednak wtedy posyłano do pracy – tym bardziej, że mego pradziadka, jej ojca – właśnie zesłano na Syberię…
Ot, zagadki.
mr m.

Huty szkła (2): wspomnienia

Ciąg dalszy cyklu o hutach – i o babci Józefie. (Być może też o Pelcowiźnie, lub może to huta w Wołominie? Nie wiem…)
Co my tu bowiem mamy? Makatkę, którą babcia zrobiła, dla siebie – i dla nas. Ona nienawidziła marnotrawstwa, cokolwiek zostawało – usiłowała zużyć, zutylizować, wykorzystać. A gdy rzeczy nie nadawały się już do wykorzystania praktycznego – babcia stworzyła z nich – Sztukę. Jak ta makatka, jak jej patchworki, które też wymyśliła sama, bo miała sąsiadkę krawcową, u której dużo ścinków zostawało. A babcię to bolało: marnuje się.
I robiła najpierw kapy z tych ścinków, szyte nie na „styk” – a „na zakładkę”, ciekawsza, trudniejsza technika. A gdy jej powiedziałem, że takie prawie same robią Indianie w Ameryce oraz nawet inni, „poważni” artyści – była szczęśliwa. Prawdziwa twórczość nie zazdrości, nie chce być pierwsza – wystarczy, że jest użyteczna. Babcia była – jestem o tym przekonany – najzdolniejszą osobą w znanej mi części rodziny. Ale że urodziła się w złych (dwie wojny, jakieś rewolucje) czasach…
A dziś pokazujemy tę jej makatkę: to babci wspomnienie o hucie, w której pracował ojciec, z dzieciństwa. Tak, była tam i rzeczka i mostek… (Może dałoby się w ten sposób ustalić, która to huta, nie sądzę.) W strumieniu widać też i kobiety – piorą oczywiście. Są tu i wilk i dzik i wiewiórka. Ot, dzieciństwo. Oto przed Państwem huta wyobrażona, z samego początku XX wieku.
mr m.