Wołomin (odc. 2)

Zdjęcia – to niestety w większości reprodukcje, z lat 30. tak oceniam. Dlatego trudno datować oryginały, nie mam tego, co było po drugiej stronie (ew. opisy, cechy papieru, pieczątki zakładów fotograficznych…). A same te reprodukowane zdjęcia są chyba jeszcze z początku lat 20. Rozpoznaję Małgorzatę z d. Rudnicką Strosznajder, siostrę Władysława Rudnickiego i córkę Ludwika (ale z którego małżeństwa, był ponoć trzy razy żonaty?) – oraz jej syna – Aleksandra Strosznajdera: to młodszy z dwóch panów na wspólnym zdjęciu (stojący) i ten sam na podobnym, siedzący. Ale czy drugi to jego brat, Roman? Może, nie wiem…


To oczywiście kontynuacja wątku „Wołomin” i są to zapewne zdjęcia z tego miasteczka. Chyba, nie rozpoznam, może ktoś? Dodatkowo – może ktoś stwierdzi, czy zdjęcie z kościoła – to też Wołomin? Jest nieostre – może to pogrzeb? Ale coś widać… A te domy: zapewne już nie istnieją. Może na ich miejscu wybudowano nowy, ul. Kościelna 34? Spekulacje.
Małgorzata – czyli jednak ciotka mej babci Józefy Kłodos – żyła w Wołominie na pewno do lat 50. – czego dowodzi legitymacja PSS (1954) też niżej – zresztą wypisana z błędem: to „j” w nazwisku jest niepotrzebne. Za to z tym samym adresem – ale czy dom był nadal jej? A sklep? W 1954 raczej (?) znacjonalizowany…
Ale są też i inne zdjęcia z archiwum babci mej, na nich pojawiają się – i nawet na tych już z lat 50. oraz 60. – też jej dzieci, synowie, ich żony… Rozsypani po świecie, niewiele wiem, nadal śledzę. Choć to bardzo boczna gałąź rodziny: w latach 70. Zbigniew pisał, w kwestionariuszu paszportowym, w osławionej rubryce „rodzina za granicą”, iż jest taka, w (d.) ZSRR, w Moskwie, to Strosznajderowie właśnie. Ale, zaznaczał ostrożnie, kontaktów nie utrzymuje. Zabawne – bo to był chyba słuszny kierunek?
Żarty. Choć może i niekoniecznie… Żyć w latach 30. w Moskwie, do tego bywać w Polsce? Są zdjęcia i stamtąd (Moskwa) i jakieś z lat 20., może nawet i z 30. – ewidentnie z Warszawy (widać np. w tle kościół św. Floriana – to nazwa zwyczajowa, dokładniej: św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika – na Pradze). Są i inne z warszawskich zakładów fotograficznych (192…), zostawiane „na pamiątkę siostrze”… Sporo tego, kłopot – bo nie ma kogo spytać.
Same pytania, tylko tajemnice.
mr m.

Uaktualnienie:
z niedawno otrzymanych (w 2021 roku) papierów wynika, że – już za granicami Polski – używali, używał jeden z nich, nazwiska w transkrypcji Strohschneider (lub Strochschneider, tak mam w jakichś pośrednich papierach adwokata z Wołomina, z połowy lat 50. XX wieku); co byłoby interesujące, bo z tych samych papierów wynika dość jednoznacznie, że była to rodzina czeska, mąż Małgorzaty na pewno – a to nazwisko wróciło niejako do brzmienia raczej niemieckiego
m.

Wołomin, ul. Kościelna 34

Najpierw zachwycił mnie projekt domu. Pomyślałem: jest piękny, niedzisiejszy – oprawię go obie w ramę, powieszę…

Nie mam związków emocjonalnych z tym domem: nie mieszkałem w nim, nie mieszkałem też w Wołominie, na Pradze nawet. Tamta część miasta była mi obca. Oczywiście: studiuję przeszłość, każdą. Z zaangażowaniem: pamiętacie Boba Marley’a? Stale przypominam: nie zapominaj o swej historii… Ale Praga? Okolice? Czy to była Warszawa, przecież nie… (Choć kolega z naszego roku, późniejszy profesor UW i nawet jego rektor, prorektor? – by się pewnie ze mną nie zgodził, urodził się właśnie w Wołominie, pozdrawiam.)

Później pomyślałem: napiszę książkę. Pojadę tam, pogadam z ludźmi. O domu, o przeszłości, o tym, co dziś. Zaangażowany reportaż. A jeszcze chwilę póżniej: że to za trudne. I że może znów napiszę „z głowy”, znaczy: z sieci. I dorobię do tego ideologię. Taki konceptualizm.
Później zacząłem skanować nieliczne zdjęcia.
A bo to jest tak: moja babcia zmarła, w 1984 roku. A to była jej rodzina, Strosznajderowie (spotkałem też niedawno pisownię „Strohschneider”) – zresztą też z Kobieli Wielkich, jak mój pradziadek (oraz Wł.St. Reymont, choć on tam żył krótko). Tam jeszcze można znaleźć ślady rodzin Strosznajderów, i Rudnickich (m. in sześciu synów Ludwika Rudnickiego i Marianny Cieślik), i Kapiców, też ta linia… Z babcią za mało rozmawiałem o przeszłości, żal.

akt urodzenia Władysława Rudnickiego (1878)


A Strosznajderowie? Jest tam więcej wątków i (chyba) ciekawych: ich dzieci – bodaj obaj bracia – wyemigrowały (w latach 30.? chyba wcześniej…) do Rosji – i tam zostały. Mieli rodziny, przeżyli Stalina – czy wszyscy? Nie wiem, mam jakieś zdjęcia z lat 30. właśnie – a póżniej z jakichś wizyt w Warszawie po 1956 roku. Niewiele wiem – bo mój ojciec i jego… Przeświadczenia, napiszmy łagodnie.
Ale wizja tej (nawet naukowej, a co mi tam?) monografii domu, taki trochę Fernand Braudel i jego ziarnko zboża; a ogólniej: motyw „detalu” – oraz ta wielka Historia, przez ów detal do nas mówiąca – czyli perspektywa (metafora?) tak obficie później eksploatowana przez Henryka Samsonowicza i innych… To oczywiście reakcja: na nadmiar.

„Wyspa pingwinów” Anatola France’a zaczyna się od tego, że archiwariusz Tapir wchodzi do archiwum i ginie zasypany stosami fiszek. My trochę jesteśmy dziś jak ten Tapir zasypani nową literaturą, której nikt nie jest w stanie przerobić…

Henryk Samsonowicz „Nasza wyspa Tapirów” (POLITYKA, 2010)

Oba pomysły – quasi-reportażu oraz rzetelnej pracy badawczej – wydały mi się równie atrakcyjne. Choć jednocześnie (i razem) niemożliwe do zrealizowania.

Później pojawił się koronawirus – i obrazy wycieczkowców: ludzie, zamknięci w luksusowym pudle. Atrakcyjne, ktoś już pewnie pisze o tym, film będzie… No i co ja mam do tego? Byłbym jak Koziołek Matołek: „poszedł szukać w wielkim świecie tego, co jest bardzo blisko…” Pomyślałem: Wołomin to taki wycieczkowiec: letniskowiec nawet.

Według spisu powszechnego z 1921 Wołomin zamieszkiwało 6248 mieszkańców z czego 3079 wołominian zadeklarowało żydowskie pochodzenie lub wyznanie mojżeszowe, poza tym mieszkało tu 475 Rosjan, głównie białych emigrantów, którzy uszli do Polski po zwycięstwie bolszewików w wojnie domowej, 77 Ukraińców, 9 Anglików, 9 Czechów, 1 Chorwat, 1 Łotysz, 1 Pers. 

Wołomin (wikipedia)

Czyli pudło z ludźmi, zamknięte i dryfujące w dziejach. A w tym pudle – pudełko, dom przy ul. Kościelnej 34.
Później – jak to u mnie – pojawiła się Zofia Nałkowska. Czyli Hanna Kirchner z „Nikt…”, ostrzegająca, że jedne wątki – natychmioast uruchamiaja następne; a te – kolejne. I tak w nieskończoność (no, prawie). I wtedy zrozumiałem, że zostanę przy skanowaniu zdjęć i zapisywaniu pomysłów, tylko.


Ale zdjęcie domu-sklepu Strosznajderów w Wołominie jest piękne. Choć (zapewne) zrobione w dzień pogrzebu. Kogo? Nie wiem, może męża siostry mego pradziadka, Małgorzaty Rudnickiej, miała z nim (nieznany mi z imienia p. Jan Antoni Strosznajder) dwóch synów, może to chłopcy, stojący przy wdowie i księdzu… Reszty osób nie rozpoznaję.
Cienie zapomnianych przodków, nic, tylko pisać.
mr m.

Uaktualnienie (2022): właśnie ustaliłem, że ul. Kościelna nazywała się w latach 50. „ul. Stalina”, smutne w sumie.
m.

NN, Nowe Brudno

Tak właśnie zapisane: „Nowe Brudno”. I nie wiem, kto to – choć zdjęcie było w najstarszym, najcenniejszym albumiku babci Józefy, najściślejsza rodzina. (Może to jej dziadek, mój prapradziadek Ludwik Rudnicki, ojciec Władysława, który ponoć – tak zapisał w notatkach swych mój kuzyn Jacek Doniewski – miał trzy żony i szesnaścioro dzieci? Spekulacje.)

A więcej zdjęć tego albumu – tam.

Osada Nowe Bródno powstała na piaszczystych polach na zachód od Starego Bródna, po wybudowaniu w 1877 Kolei Nadwiślańskiej i uruchomieniu stacji Praga (obecnie Warszawa-Praga).  (…)
8 kwietnia 1916 generał-gubernator Hans Hartwig von Beseler wydał rozporządzenie włączające do Warszawy (od 1 kwietnia 1916) przedmieścia Pelcowizna, Ustronie, Nowe Brudno, Targówek i Utrata z gminy Bródno.

(wikipedia, a tam linki – jeden do książki Witolda Prussa (1943-2005), naszego opiekuna roku na studiach, zabawne; historyka od gospodarki, Warszawy i od statystyki – mr m.)

Ale zdjęcie pochodzi raczej z początków XX. Na Bródnie było wtedy kilku fotografów. O tym – niewiele wiemy, nawet na znakomitej stronie „Leksykon fotografów warszawskich” nie dowiemy się nic. W korespondencji z Autorem strony uzyskałem jednak nieco informacji o tej fotografii:

Papier ma na odwrocie delikatną liniaturę pocztówkową, a zatem zdjęcie spokojnie można datować po roku 1900, bo dopiero wówczas pojawił się taki na rynku. Jego popularność zaczyna się około 1915 roku, wcześniej fotografie wykonuje się przede wszystkim na kartonikach z winietami. Przesunąłbym granice datowania na lata około 1910-1918.

Leksykon

A więc może to jednak pradziadek, po (nielegalnym) powrocie z Syberii? Zmarł w 1915, to by się zgadzało. Ale na zdjęciu widzimy kogoś (chyba) starszego, pradziadek urodził się w 1878 roku, miałby tu więc lat trzydzieści parę, prawie czterdzieści. Chyba niemożliwe. Choć twarz podobna, szczupła. Może to tamte przejścia z zesłania?

Moja babcia wyrastała w domu o tradycjach z PPS. Mam tylko luźne notatki z rozmów, połowa lat 70. O pradziadku. „Władysław Rudnicki, aresztowany w 1907 r. w hucie szkła na Pelcowiźnie. Skazany na zsyłkę, wysłany. (…) Kozacy otoczyli hutę i aresztowali wszystkich. Proces, zsyłka, powrót (nielegalny). Umarł w 1915 w szpitalu św. Ducha (…)

Państwo Nikt…” str. 354

Kiedyś jeszcze coś napiszę o tamtych – i innych – okolicach przemysłowych suburbiów, warto.

Zakończenie budowy linii obwodowej w 1877 r. miało decydujący wpływ na ukształtowanie się warszawskiego węzła kolejowego. Równocześnie z budową linii obwodowej prowadzono prace przy nowo utworzonej kolei Nadwiślańskiej, przecinała ona w poprzek: Targówek, Bródno, Nową Pragę i Pelcowiznę.

Witold Pruss „Rozwój przemysłu warszawskiego w latach 1864-1914”, PWN (1977)


Zaś ul. Palestyńska istnieje nadal, za cmentarzem Bródnowskim. Ale to już raczej szczątki urbanistyki tamtej – kolej, przemysł – zmieniły ten obszar, zmienił się nieco układ ulic… No i wygląd, wiadomo. A jeszcze w czasie II WW było – zapewne – jak kiedyś. Sporo znajdziemy w f-booku, jest strona: „Targówek Bródno Zacisze”, bardzo fajnie prowadzona.

Są w książce wątki, związane z postaciami dziadka mej babci Józefy, również jej ojca – ale dość marginalne, szkoda.

Przy okazji, choć już nieco było: babcia Józefa, może Zbigniew, wspominali, że ten mocno eksponowany w PRL obraz, nazywany niekiedy i niewłaściwie „Dzierżyński na czele demonstracji na placu Bankowym” (…) przedstawia nie Feliksa Dzierżyńskiego, a mego pradziadka Władysława. Może. Jakieś zdjęcie może było, kiedyś… Ale czy to porównanie z „Krwawym psem rewolucji” nie byłoby dla rodziny kompromitujące? Dość żartów.

Państwo Nikt” str. 355

Przeszłość: gdy się o nią nie zapytamy w odpowiedniej chwili – później będzie już za późno, nie ma kogo.
mr m.