„Chiński drzeworyt rewolucyjny” (1951)

Po Zbigniewie, gdy się od nas wyprowadził (1956), zostało nieco książek – dziwnych. Takich, których już zapewne nie potrzebował. Trochę o sztuce, głównie socrealistycznej. Nieco niemieckich. Oglądałem je wiele razy – i nawet nie ze względu na niego – choć może: nie pamiętam. Za to z fascynacją. I jakąś… Jakimś dziwnym uczuciem, trudno mi to – jednym słowem. Ich estetyka była tak inna, dziwna, obca…
Dziś kilka kartek z jednego tylko przykładu, za to formalnie ciekawego. W książce, już bez okładki, gdzieś przepadła, są bowiem i drzeworyty wprost propagandowe, w manierze moskiewskiego socrealizmu – oraz produkcje, stylizowane na sztukę ludową. Te są ciekawsze, dziś.
Całość mnie nadal bawi; szczególnie, gdy ponurość kontekstu, tamten duch czasów – uleciał. Ot, pamiątka: część życia jego, Zbigniewa (krótka) – i mego (dłuższa).
No i są one też trochę jak Test Rorschacha, mój prywatny. Ot, na tym górnym (i lewym obrazku na nim) – zawsze widziałem głowę krowy… Cóż: ta psychoanaliza.
mr m.

Zebrania, egzekutywy…

W ofercie Domu aukcyjnego „Libra” pojawił się bardzo interesujący obrazek: to Erna Rosenstein (1913–2004), bez tytułu, z 1954 roku.

W sposób oczywisty wiąże mi się on z dwoma rysunkami Zbigniewa („Źli”, ok. 1955) z mych zbiorów, tych z „tapczanu Barbary”. Oba szkice tuszem – o tym samym, jeden, ten znaleziony jako drugi zresztą, później – drukuję w „Podróży…”, gdzieś pod koniec. (A dlaczego nazywam to „Źli”? Więcej nieco – tam; lub w książce. Gdzie też pojawia się i Adam Ważyk, jego „Poemat dla dorosłych” – ale może o tym…)
Rysunek, oba dwa Zbigniewa, nigdy chyba nie były publikowane, drukowane (?). Ale i obrazek pani Erny – o ile pamiętam Zbigniew mawiał o niej ze sporą sympatią, co było nieczęste – i jego rysunki są przecież o tym samym.

Pojawia się również kolejna, interpretacyjna wątpliwość –
– stosunek samej artystki do socrealizmu. Był on szczególnie trudny, ze względu na ideowe rozdarcie: Erna Rosenstein miała jednoznacznie lewicowe poglądy i jednocześnie wybrała zgoła odmienną drogę twórczą.

cyt. z: „Libra

Rozdarcie? Może u pani Erny, nie sądzę… (Może dostrzegamy, chcemy dostrzegać dziś ironię – tam, gdzie była tylko ślepota i gorliwość.) Za to u Zbigniewa widzę jednak ponurość. I monotonię i beznadzieję. I co tam jeszcze. I nawet portret Wodza – ucięty.
(A też był niewątpliwie „lewicowych poglądów”, cokolwiek to znaczy u dwudziestolatka z ZMP.)
I tylko szkoda, że takich prac się z tamtych czasów tak mało uchowało. A bo może mało powstało? Nie wiem…
Trudne czasy – to banał. Jeszcze trudniej było o nich opowiadać, wtedy. A dziś? Dziś mamy prawdy ogólne, okrągłe zdania – i kilka ledwie obrazków o tamtych emocjach.
mr m.

Zbigniew Makowski, ok. 1955 (?)
Erna Rosenstein (1913–2004), bez tytułu, 1954 r.

„Podróż…”

…już jest, to druga, może trzecia część całości – jeśli liczyć „Obok…” jako część tego samego świata Peerelu; tylko bardziej o nas, o mnie nieco… (A skoro trzecia to chyba ostatnia :–)
Cóż: ocenicie Państwo – lub nie.
Zapraszam.
mr m.

Sesja „Matejkowska” (1953)

w papierach po Zbigniewie, z lat jego studiów, zostały interesujące, acz nieliczne rzeczy – jak ta lista – zapewne jako aktywista koła naukowego pomagał w organizacji wyjazdu na ową ideologicznie ważną sesję (23-27 XI 1953). ot, kilka nazwisk, nie wszystkie: skład jednego pociągu do realizmu.
plus rysunek, szkic ledwie, pewnie jego, z tyłu ost. strony.
mr m.
czytaj dalej